Numer na stłuczkę

    Numer na stłuczkę

    Kamil Sakałus

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Kilkanaście tysięcy złotych z ubezpieczenia usiłował wyłudzić kierowca drogiego samochodu. Żadnej kolizji nie było, a szofer celowo rozbił auto.
         W niedzielę, po południu na policję zadzwonił uczestnik rzekomej kolizji, do której miało dojść w Lubiczu. Na miejsce pojechała "drogówka". Kierowca malucha przyznał, że to on doprowadził do zderzenia, ordynarnie wymuszając pierwszeństwo. Tę wersję potwierdził kierowca 12-letniego chryslera, który należał do członka rodziny. Dodatkowo opowiadał, że na dworze padało, drogi były mokre i śliskie i przez to nie był w stanie wyhamować. Cała bajeczka miała posłużyć zarobieniu kilkunastu tysięcy złotych z ubezpieczenia OC sprawcy.
         Najpierw stłuczka, potem w drzewo
         
    Funkcjonariusze nie chcieli jednak uwierzyć w historyjkę o stłuczce. Panów w białych czapkach zdziwiły głównie uszkodzenia samochodów. Maluch wyglądał jak po zderzeniu z rowerem, a drogi, duży i masywny chrysler jak po uderzeniu tramwaju. Wątpliwości okazały się słuszne, żadnego wymuszenia nie było. Właściciel "amerykańca" najpierw umówił się z kolegą na celową stłuczkę. Uznał, że uszkodzenia są niewielkie, odszkodowanie będzie małe, więc postanowił "poprawić". Pojechał więc do lasu i zatrzymał się na drzewie. Wtedy wrócił na miejsce, upozorował stłuczkę z kolegą i wezwał policję. Zamiast odszkodowania, obu kierowców, a także trzecia osoba, spędziło dzień w areszcie. Cała trójka do wszystkiego się przyznała. Wszyscy chcą skorzystać z możliwości dobrowolnego poddania się karze. Grozi im pięć lat odsiadki. - Próby wyłudzenia odszkodowań zdarzają się często. Wiele z nich ujawniają sami policjanci. Każdy ubezpieczyciel zanim wypłaci odszkodowania sam też sprawdza wszystkie okoliczności - wyjaśnia Andrzej Zwoliński, naczelnik toruńskiej "drogówki".
         Rodzinna szajka
         
    Tak właśnie było kilka miesięcy temu, gdy firma ubezpieczeniowa wpadła na trop nie pojedynczego wyłudzenia, ale całej serii fikcyjnych stłuczek, dokonywanych przez zorganizowaną szajkę. Wtedy 33-letni Piotr J. co kilka tygodni, wspólnie z członkami rodziny celowo doprowadzał do stłuczek. Rodzinny gang działał trzy lata. Naciągnął firmy na potężne sumy. Jednorazowo wypłacano nawet kilkunastotysięczne odszkodowania. Oszust razem z rodzinką żył z ubezpieczeń. Kantował nie tylko na samochodach, ale również upozorował włamanie do mieszkania.
         Policja przestrzega nieuczciwych kierowców przed takim "zarabianiem" pieniędzy. - Jeżeli policjant ma wątpliwości co do przebiegu kolizji, samochód trafia na parking. Jest poddawany oględzinom przez biegłych z dziedziny mechanoskopii, a wtedy każde oszustwo wyjdzie na jaw - mówi Lilianna Kruś-Kwiatkowska, oficer prasowy toruńskiej policji.
         
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem