Słowa, które prowadzą do sądu

    Słowa, które prowadzą do sądu

    Agnieszka Nawrocka

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Burmistrz Ewa Stankiewicz pozwała radnego Janusza Lewandowskiego do sądu. Wniosła cywilny pozew o znieważanie na łamach prasy.

    Ewa Stankiewicz i Janusz Lewandowski nie darzą się sympatią, co od dawna nie jest tajemnicą. Teraz oboje spotkają się najprawdopodobniej na sali sądowej. Burmistrz uważa, że wiceprzewodniczący rady miejskiej ją znieważył, nazywając osobą niepoczytalną. Do znieważenia miało dojść na łamach lokalnego tygodnika. Właśnie do sądu wpłynął pozew w tej sprawie.


    Słowna odpowiedzialność


    - Pan wiceprzewodniczący dwa razy mówił, że jestem osobą ewidentnie niepoczytalną - mówi burmistrz Stankiewicz.

    - Nie pozwolę by dyskredytował mnie w oczach społeczeństwa, które mnie wybrało. Pan Janusz Lewandowski nie jest osobą kompetentną do oceny mojego stanu zdrowia. Tym bardziej, że od 2003 roku nie badał mnie żaden lekarz, nie ma więc dowodów mojego stanu zdrowia. Pan radny musi wiedzieć, że za swoje słowa się odpowiada.


    Burmistrz Ewa Stankiewicz dodaje jednocześnie, że nigdy nie ukrywała faktu, iż w przeszłości przechodziła załamanie nerwowe. Teraz jednak cieszy się doskonałym zdrowiem.


    - Wielu mieszkańców jest oburzonych słowami pana Lewandowskiego - mówi pani burmistrz.


    Jak mówi Ewa Stankiewicz, radny w dwóch różnych artykułach prasowych wypowiadał się na temat jej kondycji psychicznej. Z zarzutami nie zgadza się wiceprzewodniczący rady, który pozew uważa za absurdalny.


    Potoczna choroba


    - Pierwszą wypowiedź od razu prostowałem w tygodniku. Drugi raz użyłem słów "ona jest chora", w takim znaczeniu jak się używa potocznie. To znaczy: ona jest chora, bo znów się mnie czepia. Tak się przecież mówi często - tłumaczy Janusz Lewandowski. - Cała sprawa jest dowodem, że pani burmistrz w godzinach pracy zajmuje się trzecio-, a nawet dwudziestorzędnymi sprawami. Na sesjach przedstawia nam przez dwie godziny sprawozdanie z działalności, które przygotowują jej pracownicy. A pani burmistrz kilka razy w miesiącu jeździ do sądu i przegrywa sprawy.


    Janusz Lewandowski mówi, że Ewa Stankiewicz wciąż stara się go prowokować.


    - Ja się jednak nie obawiam, bo normalny sąd nie skazuje ludzi, za takie słowa jakich ja użyłem - mówi radny.


    Kiedy dojdzie do konfrontacji na sali sądowej? To okaże się po tym, jak dokumenty złożone przez Ewę Stankiewicz rozpatrzy sąd.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    1 3 4 5 ... 16 »