Kontratak burmistrza

    Kontratak burmistrza

    Tekst i fot. Dariusz Nawrocki

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Na zaproszenie pani burmistrz odpowiedziało  około 70 mieszkaców gminy.

    Na zaproszenie pani burmistrz odpowiedziało około 70 mieszkaców gminy. ©Dariusz Nawrocki

    W piątek w Barcinie burmistrz Ewa Stankiewicz spotkała się ze swoimi sympatykami. Dziś publikujemy obszerne fragmenty opowieści pani burmistrz.
    Na zaproszenie pani burmistrz odpowiedziało  około 70 mieszkaców gminy.

    Na zaproszenie pani burmistrz odpowiedziało około 70 mieszkaców gminy. ©Dariusz Nawrocki

         Burmistrz Ewa Stankiewicz nie widzi nic niewłaściwego w tym, że na drzwiach swojego prywatnego samochodu nalepiła herb Barcina. Nie ukrywa, że kiedyś może zdarzyć się tak, iż pojawi się na nich "Czarna Róża", jej znak rozpoznawczy.
         Krytykowano ją za to, że przez kilka dni do pracy z Inowrocławia do Barcina jeździła służbowym busem. Mieszkańcom tłumaczyła, że musiała korzystać z tego pojazdu, gdyż jej samochód był zepsuty.
    Żartowała, iż w przyszłości, gdy jej samochód trafi do mechanika, do Barcina będzie dojeżdżała rowerem oblepionym herbami Barcina. - Będę żywą promocją gminy - mówiła. Być może również z Inowrocławia do Barcina będzie "dopływać"kajakiem. Zamierza bowiem wskrzesić tę dyscyplinę sportu w gminie.
         Pani burmistrz cały czas utrzymuje, że w ostatni dzień przed swoim urlopem padła ofiarą prowokacji. O planowanej prowokacji została poinformowana przez, jak opowiada Ewa Stankiewicz, radnego pragnącego zachować anonimowość.
         Twierdzi, że wbrew temu co przedstawiła komisja rewizyjna, nie zamierzała wprowadzać żadnego stanu wojennego. - To jest wojna w głowie pani przewodniczącej Ciesielskiej i pani Konwalskiej-Rony. Świadkowie tej sceny, Joanna Konwalska-Rona (szef ośrodka kultury) oraz Roman Wcisło (szef ZUM-u), aktualnie przebywają na zwolnieniach lekarskich.
         - Osobiście uważam, że mam zdrowie doskonałe. Fizycznie czuję się tak dobrze, że można mi tylko zazdrościć. Co do mojego zdrowia psychicznego, nie powinnam się wypowiadać. W mojej ocenie ze mną jest wszystko w porządku. W przeszłości miałam problemy depresyjne związane ze sprawami rodzinnymi. Kiedy mojego syna porzucił ojciec, dziecko było do niego bardzo przywiązane, wstrząsnęło to mną bardzo - opowiadała.
         Tłumaczyła, że dziś nikt nie próbowałby z niej zrobić osoby chorej psychicznie, gdyby nie doszło do zdarzenia z 2000 roku, kiedy to z mieczem samurajskim pojawiła się w barcińskim ratuszu.
         Mówiła, iż przyjechała z tym mieczem do Barcina, by oddać go "ojcu jej syna". Chciała załatwić jeszcze jedną sprawę, odwiedzić umierającego wówczas burmistrza Jachimowicza. Odwiedziła ratusz. Weszła do niego z mieczem, gdyż syn nie chciał się z nim rozstać. Jej wizytę z mieczem źle zinterpretowano. Przybył "doktor w cywilu", później pięciu policjantów. Gdy ją wyprowadzano w kaftanie bezpieczeństwa, jeden z nich się śmiał. - Pamiętam, że powiedziałam - i z czego się skur... śmiejesz.
         Opowieść tą publiczność nagrodziła burzą oklasków. - Trafiłam do szpitala. Nigdy jednak nie powinnam się tam znaleźć. Nigdy nie zagrażałam sobie ani nikomu. Nie wywijałam mieczem. Ja go po prostu wniosłam.
         
    Sugerowała, że kilka tygodni temu szykowano podobną prowokację. Cel miał być jeden - wywiezienie burmistrza w kaftanie.
         
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej
    1 3 4 5 ... 16 »