Polowanie na bobry

    Polowanie na bobry

    Dariusz Nawrocki

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Wzrasta liczba bobrów nad Notecią. Razem z sołtysem Młodocina udaliśmy się na polowanie, oczywiście z aparatem fotograficznym.
         Sołtys Tadeusz Grzanka wytoczył z garażu swojego "malucha". - Niech pan zostawi swój samochód, wsiadamy do mojej terenówki. Tym sprawniej przejedziemy przez łąki - mówi do mnie. Ruszamy. Z pewnością nikt nie zapuściłby się w te okolice na piechotę. Samochodem też by się nie odważył. Na łące między Pturkiem a Młodocinem nie ma żadnych ścieżek ani polnej drogi. Teren grząski. Trzeba dobrze znać tę łąkę. Sołtys ją zna. W pobliżu ma stawy. Właśnie podczas jednego ze spacerów podszedł bliżej rzeki i po raz pierwszy zobaczył osiedle żeremi, czyli domków bobrowych.
         Choćby czubek nosa
         
    Bobry najlepiej czują się w wodzie. Podobno pływają jak ryby. Na lądzie, niezgrabne i powolne, narażone są na ataki drapieżników. Do takich należą między innymi ludzie. Świetnie wyczuwają ich obecność. Wyczuły wiec i naszą. Nie zobaczyłem więc choćby czubka prześlicznego nosa choćby jednego bobra. Zobaczyłem natomiast prawdziwe pobojowisko, czyli gołym okiem widoczne skutki jego działalności.
         Jest zima. Bobry jednak nie zasypiają. Jesienią zadbały o to, by dobrze zabezpieczyć się przed mrozami. Nawet, gdyby takie przyszły, wewnątrz żeremi temperatura nie spadłaby poniżej 0 stopni. Żeremie zbudowane są z gałęzi, liści i mułu. Widać też ślimacze muszle. Jest tu bardzo grząsko. Nogi nam się zapadają. Zwiedzamy jednak to wykarczowane osiedle. Domek przy domku. Z ziemi wystaje mnóstwo poobgryzanych drzew. Przy jednym z nich jeszcze świeże otręby. Bóbr był tu jeszcze przed chwilą. Wróci, gdy się oddalimy.
         Tama do połowy Noteci
         
    Bobry najbardziej słyną z budowy tam. Tama, którą widzę przed sobą sięga do połowy rzeki. Jeszcze nie wystaje nad lustro wody. Do kwestia czasu. Chyba, że wcześniej zlikwidują je ludzie. A nie będzie łatwo. - Te gałęzie tak mocno są powbijane w ziemię, że człowiek w pojedynkę tego nie wyrwie - tłumaczy sołtys. Jeszcze trochę, a nikt tędy nie przepłynie.
         Z rzeki wychodzi wydeptana ścieżka. Tędy wychodzą na ląd. W trzcinach widać mnóstwo wydeptanych ścieżek. Do żeremi prowadzą również podziemne tunele. Tego jednak nie widzimy. Pod wodą mają też swój zatopiony magazyn żywności. Sołtys zapewnia mnie, że siedzą pod nami i nasłuchują.
         Jeszcze kiedyś bobrów było jak na lekarstwo. W latach 70. w Polsce doliczono się tylko kilkuset sztuk. Teraz ich liczba wzrasta. Wraz z nimi wzrastają straty rolników i opiekujących się ciekami wodnymi. Ciągle są jednak pod ochroną. W ubiegłym roku wojewoda wydał pozwolenie na odstrzał kilkudziesięciu bobrów. Odbyły się specjalne szkolenia dla myśliwych. W minionym sezonie łowieckim w województwie odstrzelono tylko dwa bobry. Stosowanie specjalnych wnyk jest zabronione. Nie można też niszczyć bobrowych domków.
         Nawet gdybyśmy pokusili się o zniszczenie żeremi, odbudowałyby je w kilka dni. Padłoby kilka następnych drzew. Olbrzymia topola, którą widzimy za rzeką, przycięta jest już w połowie. Wkrótce runie do Noteci. Bobry skończą tamę.
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej
    1 3 4 5 ... 16 »