Śmiertelny zygzak

    BARBARA SZMEJTER

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Dokładnie rok temu, 27 grudnia, na ulicy Płockiej we Włocławku doszło do tragicznego wypadku, w którym zginęła 21-letnia Magda. Kierujący renault laguną 19-latek był pijany. Rodzina zmarłej dziewczyny nie może zrozumieć, dlaczego do dziś nie poniósł odpowiedzialności za swój czyn.
         Z policyjnych ustaleń wynika, że 27 grudnia 2004 roku nad ranem, około godz. 3.00, czworo młodych mieszkańców ulicy Łanowej we Włocławku, wracało z dyskoteki "Bravo". Jechali samochodem renault laguna, za kierownicą którego siedział 19-letni Radosław Ł. Chłopak był pijany, w jego organizmie stwierdzono później
         0,9 promila alkoholu
         Na ul.
    Płockiej stracił panowanie nad kierownicą. Samochód uderzył w słup oświetleniowy, przewracając go. Do szpitala odwieziono trójkę pasażerów laguny, 21-letnią Magdalenę G., jej rówieśniczkę Aleksandrę J. oraz 22-letniego Łukasza Sz. Mimo podjętej przez lekarzy akcji reanimacyjnej, Magdy nie udało się uratować. Zmarła kilka godzin później. Młody kierowca i dwoje pasażerów, opuściło wkrótce szpital.
         Maria, matka Magdy, nadal nie może, nie potrafi pogodzić się z tą śmiercią. Codziennie chodzi na cmentarz, zapala znicze, kładzie świeże kwiaty.
         Ból jest tym większy
         że bardzo często widuje sprawcę tej tragedii, mieszkającego w pobliżu. W przeciwieństwie do większości pijanych sprawców śmiertelnych wypadków, on nawet na chwilę nie trafił do aresztu. Stanął jednak przed sądem, który wymierzył mu karę czterech lat pozbawienia wolności oraz czteroletni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Matka Magdy występowała przed sądem
         w roli oskarżyciela posiłkowego
         Pilnie słuchała każdego ze świadków, wychwytywała najmniejsze nieścisłości w zeznaniach. - Nie ma wątpliwości, że Radosław Ł. prowadził samochód po pijanemu, jechał z nadmierną prędkością, nie dostosował prędkości do warunków pogodowych, jechał zygzakiem, przez co stracił panowanie nad kierownicą... - wymienia dzisiaj. Wciąż nie rozumie, dlaczego kierowca, już po wypadku, nie wzywał pogotowia ratunkowego, tylko dzwonił z komórki do rodziców, do ciotki, co potwierdziły bilingi rozmów.
         I dlaczego rozganiał świadków
         wypadku, próbujących wezwać pogotowie, mówiąc do nich: - Idźcie sobie, niczego nie widzieliście...
         Kodeks karny za podobne czyny przewiduje karę do 12 lat więzienia. - Może wymierzenie tak surowego wyroku byłoby przestrogą dla innych młodych ludzi, by po pijanemu nie siadali za kierownicą - pyta Maria. 23 grudnia złożyła w Sądzie Okręgowym apelację od wyroku sądu I instancji. Znów może tylko czekać...
         

    Komentarze

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem