Pieska sprawa

    MAŁGORZATA GOŹDZIALSKA

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Bezpańskie, wałęsające się psy są plagą w wielu gminach. Urzędy nie zawsze reagują na sygnały mieszkańców, bo to kosztowne sprawy.
         Problem staje się dokuczliwy zwłaszcza o tej porze roku, gdyż przed zimą właściciele psów najczęściej rozstają się ze swoimi podopiecznymi. Niechciane zwierzęta są najczęściej wywożone do innych gmin czy wsi i tam pozostawiane na łasce losu.
         Ostatnio zostaliśmy zaalarmowani, że wataha bezpańskich psów grasuje
         po sołectwie Grodztwo
         - Psy robią szkody w gospodarstwach rolników, zagryzają zwierzęta, niszczą klatki, uszkadzają bramy - twierdzi Czytelnik. - Zgłaszałem tę sprawę do Urzędu Gminy i na policję, ale nie ma żadnej reakcji.
         Stanisław Adamczyk, sekretarz Urzędu Gminy w Kowalu zapewnia, że sprawą się zajmie. Jak? Psy zostaną prawdopodobnie wyłapane i odwiezione do włocławskiego schroniska. - Nie chodzi tylko o zniszczenia, spowodowane przez wałęsających się czworonogów, ale o to, że mogą one zaatakować dzieci idące do szkoły lub oczekujące na autobus - mówi sekretarz.
         Nie wszystkie jednak gminy korzystają z tego rozwiązania, bo odstawienie psa do schroniska dla zwierząt kosztuje. Średnio od 250 do 400 złotych. Płaci się
         za szczepienie
         2-tygodniowe utrzymanie i dojazd, jeśli czworonóg zabierany jest z gminy, po której się wałęsa.
         Gminy więc często ignorują problem i zagrożenie, z niego wynikające. - Ostatnio przyjęliśmy do schroniska bezpańskie psy, które przywiózł nam mieszkaniec innej gminy, twierdząc, że zgłaszał sprawę w Urzędzie, ale nikt nie chciał się nią zająć - mówi Sławomir Urbanelis, dyrektor Schroniska dla Zwierząt we Włocławku.
         Aby uniknąć opłat, gminy przyznają, że korzystają z innego, mniej humanitarnego rozwiązania - proszą
         koła łowieckie
         o zastrzelenie wałęsających się psów. Czy to dozwolone? Jak powiedział nam Grzegorz Wiśniewski, łowczy okręgowy PZŁ we Włocławku, ustawa o ochronie zwierząt zobowiązuje myśliwych do odstrzału zdziczałych psów i kotów, ale w odległości nie mniejszej niż 200 metrów od zabudowań.
         Myśliwi przyznają, że robią to niechętnie, ale nie ma tygodnia, żeby nie byli o to proszeni przez władze gminne.
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem