Chciała ratować kotka. I zaczęły się kłopoty......

    Chciała ratować kotka. I zaczęły się kłopoty... Interweniowała policja

    Renata Kudeł

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Niewielki, czarny kotek znalazł tymczasowy przytulny dom u naszej Czytelniczki.

    Niewielki, czarny kotek znalazł tymczasowy przytulny dom u naszej Czytelniczki. ©Wojciech Alabrudziński

    Znaleziony w lesie kot nie został przyjęty do schroniska.
    Niewielki, czarny kotek znalazł tymczasowy przytulny dom u naszej Czytelniczki.

    Niewielki, czarny kotek znalazł tymczasowy przytulny dom u naszej Czytelniczki. ©Wojciech Alabrudziński

    - W minioną sobotę moja sąsiadka przyniosła mi do domu kota uratowanego z lasu i obronionego przed zagryzieniem przez psy - mówi włocławianka z Michelina (imię i nazwisko znane redakcji). - Ona ma już w domu kilka zwierząt, więc liczyła, że może ja się zaopiekuję. Ale mój synek ma alergię na sierść kota.

    W sobotę do południa kobieta zabrała kota do lecznicy, gdzie powiedziano jej, że zwierzak jest chory i skierowano do schroniska, gdzie powinien otrzymać pomoc. W tej wyprawie towarzyszyło jej dwoje małych dzieci, które pozostawały pod jej opieką.

    Przeczytaj koniecznie: Bydgoszcz i Toruń - miasta, które mają podobną reputację [infografika]

    - W schronisku potraktowano mnie źle - opowiada kobieta. - Okazało się, że dla kotka nie ma tu, zgodnie z jakimś wewnętrznym rozporządzeniem, miejsca. Pracownik, który otworzył mi drzwi, nie wyjaśnił mi dokładnie treści tego zarządzenia i nie odpowiedział na moje pytanie: „Co mam dalej robić z kotkiem?”.

    - Za chwilę obok mężczyzny pojawiła się kobieta, która potraktowała mnie jak intruza - relacjonuje włocławianka. - Zasłaniała się przepisami wewnętrznymi. Tymczasem moje młodsze dziecko zaczęło płakać w aucie, sytuacja stała się nerwowa. Gdy stwierdziłam, że muszę tu kotka zostawić, kobieta powiedziała do pracownika schroniska, żeby spisał moje numery rejestracyjne i zadzwonił po policję, gdyż porzucam zwierzę. Jak tak można?!

    W tej sytuacji to włocławianka wezwała sama straż miejską i policję. Niestety, funkcjonariusze nie byli w stanie pomóc. Poinformowali jedynie, o jakie przepisy wewnętrzne chodzi - głównie ten o nieprzyjmowaniu zwierząt z powodu braku miejsc. Takiego miejsca chorej kotce nie mogło także zaoferować włocławskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Mają zbyt wiele podopiecznych! Kotkę - za darmo - zbadała i leki przepisała lekarka weterynarz z przychodni przy ul. Broniewskiego.

    Kotka trafiła na kilka dni do przyjaznego domu. Ale tylko na kilka dni. - Czułam się bezradna pod drzwiami schroniska - mówi nasza Czytelniczka.

    INFO Z POLSKI - przegląd najciekawszych informacji ostatnich dni w kraju - 13 lipca 2017.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Wszystkie komentarze (2) forum.pomorska.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Grill z Pomorską

      Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

      Gry On Line - Zagraj Reklama