Urzędnik widzi aparat, czyli test z angielskiego

    Urzędnik widzi aparat, czyli test z angielskiego

    Joanna Makaruk

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Wydawałoby się, że znajomość języka angielskiego jest dziś prawie tak ważna na rynku pracy, jak umiejętność pisania czy czytania.Sprawdziliśmy jak z językiem obcym radzą sobie toruńscy urzędnicy.

    Jako pierwsza testowi została poddana sekretarka prezydenta Torunia Michała Zaleskiego. Zadzwoniłam tam żeby umówić się na spotkanie. Rozmiawiałyśmy oczywiście po angielsku.


    - Yyyyyy, I no speak english - usłyszałam w słuchawce. Przerażona niekomfortową sytuacją sekretarka, usilnie próbowała wytłumaczyć mi po polsku, że nie rozumie. Zatem ze spotkania nici.


    W Urzędzie Marszałkowskim na pytania zadawane w języku angielskim usłyszałam odpowiedzi po polsku. Widocznie ze zrozumieniem nie było problemu, gorzej z pokonaniem bariery mówienia. Urzędniczka z departamentu środowiska wykazała się niezwykłą znajomością języka obcego. Gdy zapytałam "z kim rozmawiam?" okazało się, że sekretarka ma na imię "yes". Oczywiście z dyrektorem tegoż departamentu Edwardem Reszkowskim sekretarka mnie nie połączyła, bo zapewne nie zrozumiała prośby.


    Podobna sytuacja miała miejsce w departamencie zdrowia.

    Jednak moje najśmielsze oczekiwania przeszedł urzędnik, który podniósł słuchawkę w biurze geodety. Gdy próbowałam umówić się z Tomaszem Majewskim - kierownikiem biura, okazało się, że "słabo nas słychać". Po chwili niezwykle czujny rozmówca stwierdził, że... "widzi aparat". Może myślał, że jest w ukrytej kamerze?


    Bardzo przykro było sekretarce Waldemara Bartkowiaka z Powiatowego Urzędu Pracy, ale niestety nic nie zrozumiała. Dla odmiany w gabinecie marszałka, gdzie telefon powinien odebrać dyrektor Marek Brodowski (były szef TVP3), mężczyzna, który podniósł słuchawkę po usłyszeniu angielskich słów, po prostu ją rzucił.


    Nie tracąc jednak nadziei, że uda nam się z kimkolwiek zamienić chociaż dwa zdania w języku angielskim, postanowiliśmy zadzwonić do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Toruniu, jednak i tu, w sekretariacie prezesa Marka Żmudy, usłyszeliśmy najpierw długą ciszę, a potem jakby z oddali przez zasłoniętą słuchawkę desperackie nawoływania: - Czy ktoś tu mówi po anigielsku?!


    I znowu nikt. To wszystko wydawało nam się tak nieprawdopodobne, że nie dając za wygraną podjęliśmy ostatnią próbę. Dodzwoniliśmy się do biura Rady Miasta i w końcu udało nam się umówić na spotkanie z przewodniczącym Józefem Jaworskim. Nie poszło tak gładko, jak tego oczekiwaliśmy, bo urzędniczka potrzebowała trochę czasu żeby wyjść z szoku, ale po kilku głębszych oddechach doszłam do porozumienia. Ufff...


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem