Numery na stłuczkę

    Numery na stłuczkę

    Kamil Sakałus

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Rozbił samochód o drzewo, ale policjantom powiedział, że doszło do kolizji. Inny mężczyzna razem z rodziną z wyłudzonych odszkodowań dostatnio sobie żył.
         Jak wydawałoby się szybko i łatwo "zarobić" kilka tysięcy złotych?
         Maluch kontra "amerykaniec"
         
    Posiadacz 12-letniego chryslera voyagera postanowił to zrobić ustawiając stłuczkę. Umówił się z właścicielem malucha, że ten w Lubiczu wymusi pierwszeństwo i doprowadzi do stłuczki. Po tym uderzeniu uszkodzenia amerykańskiego samochodu były jednak niewielkie, więc odszkodowanie również byłoby symboliczne.
    Kierowca voyagera wsiadł więc do auta, pojechał do pobliskiego lasu, tam zatrzymał się celowo na drzewie i wrócił na miejsce stłuczki. Wtedy wezwał policjantów z "drogówki", którzy okazali się sprytniejsi od niego. Funkcjonariuszy zdziwiły ogromne zniszczenia dużego, solidnie wykonanego voyagera i niewielkie wgnioty na "maluszku". Rzekomy poszkodowany w kolizji, zamiast otrzymania numeru ubezpieczenia sprawcy z marszu trafił do radiowozu, a później do aresztu. Podobny los spotkał jego dwóch kolegów, którzy brali udział w oszustwie.
         Nie tak łatwo oszukać
         
    - Niektórym się wydaje, że policjantom można opowiedzieć wszystko, a oni w to uwierzą. Dla doświadczonego funkcjonariusza rozpoznanie sfingowanej stłuczki nie jest problemem. Jeżeli są wątpliwości samochody ogląda biegły z dziedziny mechanoskopii, a wtedy już się nic nie ukryje - ostrzega Lilianna Kruś-Kwiatkowska, oficer prasowy toruńskiej komendy.
         Funkcjonariuszom w wykrywaniu wyłudzeń pomaga również nowoczesny sprzęt. Dzięki aparatom cyfrowym, komputerom do obróbki zdjęć, specjalistycznym latarkom można ustalić ślady, które zaprzeczają wersji podawanej przez podającego się za ofiarę. Taki sprzęt policjantom kupują firmy ubezpieczeniowe w których interesie jest walka z oszustami. Dzisiaj toruński oddział PZU przekaże "drogówce" aparaty cyfrowe i latarki warte 10 tysięcy złotych.
         Ubezpieczenia jak pensje
         
    W Toruniu byli już tacy, którzy powodowanie stłuczek traktowali jak pracę i to dobrze płatną. W ręce policji wpadł 33-letni mężczyzna. Wraz z całą rodzinką, co jakiś czas organizował, "lipne" kolizje i kasował odszkodowania. Zanim trafił za kraty, firmy ubezpieczeniowe wypłacały mu jednorazowo po kilkanaście tysięcy złotych. Był nawet tak bezczelny, że zaczął kierować groźby pod adresem pracownika ubezpieczalni, który chciał zaakceptować jedynie naprawę, a nie wymianę uszkodzonych części samochodowych.
         .

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem