Zawał do 15-tej

    Beata Korzeniewska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Żeby przeżyć zawał serca pacjent musi mieć sporo szczęścia. W Toruniu musi mieć go o wiele więcej - powinien zachorować w określonym czasie.
         Szanse na przeżycie rosną, gdy zawał chwyta w godzinach pracy pracowni hemodynamicznej. Jeśli atak następuje po południu, gdy pracownia jest zamknięta, po pomoc trzeba jechać do Bydgoszczy.
         O uruchomienie w Toruniu całodobowego dyżuru hemodynamicznego starają się wspólnie dwie toruńskie lecznice - Szpital Miejski wraz ze szpitalem na Bielanach, które na razie dyżurują na zmianę.
         Kryteria brzegowe
         
    W zasadzie pracownia mogłaby już działać, gdyby nie pewne trudności. - Uruchomienie takiego dyżuru wymaga zwiększenia puli punktów - mówi Krystyna Zaleska, szefowa Szpitala Miejskiego. - Złożyliśmy taki wniosek do NFZ i otrzymaliśmy odpowiedź odmowną. Jej podstawą jest brak akceptacji konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie kardiologii, który postawił nam dość wysoka poprzeczkę w porównaniu z innymi regionami. Uważa on, że bezwzględnym wymogiem do funkcjonowania takiej całodobowej pracowni jest: posiadanie 20 łóżek intensywnego nadzoru kardiologicznego oraz pięciu lekarzy z odpowiednim certyfikatem z kardiologii inwazyjnej.
         
    Jak na razie takie wymogi spełnia tylko bydgoska klinika. - To bardzo dziwne, bo są województwa, w których pracownia hemodynamiczna działa całą dobę, mimo iż posiada mniej łóżek od nas i zatrudnia taką ilość lekarzy jak my - tłumaczy Zaleska. - Podobno nie spełniamy tzw. warunków brzegowych...
         
    Zdanie toruńskich kardiologów taki oddział bardzo by się u nas przydał. Poprawiłby sytuację nie tylko pacjentów, ale także pracujących w nich lekarzy.
         Samodzielna decyzja
         
    Tymczasem prof. Jacek Kubica, wojewódzki konsultant w dziedzinie kardiologii twierdzi, że nie ma nic przeciwko powstaniu całodobowej hemodynamiki w Toruniu. - Decyzję o jego uruchomieniu szpitale podejmują samodzielnie - tłumaczy zdziwiony. - Moja opinia nie jest tu wiążąca. Z tego co wiem toruński szpital miejski, który wykonuje 20 proc. zbiegów tego typu w porównaniu z naszą kliniką zwrócił się do NFZ o przyznanie dwa razy większych środków niż ma nasza klinika. I przeciwko temu zaprotestowałem. Co do wymogów funkcjonowania takiego dyżuru, to nie ja je określam, tylko Polskie Towarzystwo Kardiologii.
         
    Zdaniem Krystyny Zaleskiej może jednak chodzić coś więcej. - Badania te są dobrze wyceniane - tłumaczy. - Bydgoska klinika z oczywistych względów nie jest zainteresowana, by się nimi dzielić.
         
    Co zrobi NFZ?
         
    O wyjaśnienie całej sprawy zwróciliśmy się wczoraj do Kujawsko-Pomorskiego Oddziału NFZ w Bydgoszczy. Odpowiedź otrzymamy dziś.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem