Początek końca ?

    Początek końca ?

    Beata Korzeniewska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    - <i>Decyzja o umieszczeniu w jednym budynku podopiecznych domu dziecka z wychowankami pogotowia opiekuńczym jest początkiem końca obu placówek</i> - twierdzi Anna Czeczko, dyrektorka "Młodego Lasu".
         Stało się to, czego pracownicy domu dziecka "Młody Las" obawiali się od dawna. We wrześniu do ich domu mają wprowadzić się mieszkańcy pogotowia opiekuńczego.
         W budynku przy ul. Sienkiewicza, gdzie mieści się "Młody Las" (zwany także "Gajem") przebywa obecnie 80 młodych ludzi. Docelowo ma ich tam zostać 30. Część odejdzie do rodzin zastępczych, część opuści placówkę.
         Klimat polityczny
         
    Idea małych domów dziecka polega na odejściu od instytucjonalnych form opieki, jakimi są duże domy dziecka. Stawia na rozwój rodzinnych domów dziecka i zawodowych rodzin zastępczych, w których dzieci mają wychowywać się w warunkach zbliżonych do domowych. I co do słuszności takich działań nikt nie ma wątpliwości.
         Decyzja o przeprowadzce już zapadła, ale pierwotny projekt był zupełnie inny. Zakładał on likwidację domu dziecka nr 3 przy ul. Bydgoskiej. Wówczas podopieczni pogotowia mieliby do swej dyspozycji osobny budynek. - Nie rozumiem dlaczego MOPR prosił nas o zaopiniowanie ich koncepcji, skoro ostateczną decyzje podjęto bez konsultacji z nami - mówi Anna Czeczko. - Nie pojmuję, dlaczego zdecydowano się właśnie na to rozwiązanie, skoro proponowaliśmy szereg innych, znacznie lepszych.
         
    Ale wiceprezydent Fiderewicz znał powody. Miał nawet stwierdzić: "Bo taki jest klimat polityczny".
         - Wcale nie zmieniliśmy zdania - mówi Marcin Czyżniewski, rzecznik prezydenta. - Na taki projekt nie wydał zgody wojewoda. Negatywną opinię wydała Wojewódzka Komisja Dialogu Społecznego. Przeciwko wypowiadali się także lokalni parlamentarzyści. I o to chodziło prezydentowi Fiderewiczowi.
         
    Anna Czeczko i tak nie rozumie tej decyzji. - Zmiany systemu opieki są konieczne, jednak jeśli w naszym budynku mają nagle mieścić się dwie placówki, to równie dobrze mogliśmy podzielić nasz dom dziecka na dwa, po 30 osób w każdym - tłumaczy dyrektorka. - Przecież jest wiele pomieszczeń, które trudno będzie podzielić: stołówka, biblioteka, kuchnia czy świetlica. Osobne wejście, którym mają wchodzić nasi podopieczni jest wyjściem ewakuacyjnym.
         
    Optymalnie
         Tymczasem MOPR w tej swoistej "fuzji" nie widzi najmniejszego problemu. - To optymalne rozwiązanie - twierdzi Kazimiera Janiszewska, wicedyrektorka MOPR-u. - Wierzymy, że przy dużym wysiłku obu stron proces przeprowadzki przebiegnie łagodnie i nie będzie to, że szkodą dla podopiecznych.
         
    Jednak z "łagodnością" może być, niestety mały problem, co potwierdza chociażby wczorajsza kronika kryminalna (16-letni podopieczny pogotowia zażądał od swojego kolegi pieniędzy. Kiedy ten odmówił, dostał w twarz).
         Trudno się więc dziwić, że wychowankowie "Gaju" drżą o swoje zdrowie. Zdecydowanie sprzeciwiają się przeprowadzce, czego wyraz dali w specjalnym proteście. Podpisało go 65 osób. - Byłam kiedyś w pogotowiu i wiem, co tam się dzieje - mówi 16-letnia Asia, inicjatorka protestu. - Każdy nowy przechodził tam chrzest. Kto nie podporządkowywał się starszym, był bity. Wychowankowie mieli dostęp do leków. Niektórzy chodzili naćpani. Nie chcemy, by takie towarzystwo pojawiło się u nas.
         
    Podopieczni boją się bójek, awantur i zaczepek ze strony nowych kolegów. - Już chcą się z nami spotkać bez dorosłych, żeby wszystko omówić - mówi 16-letnia Magda. - Na pewno nie będą mieli dobrego wpływu na młodszych chłopców.
         
    Będzie wojna?
         
    Przeciwko nowym sąsiadom zaprotestowali również mieszkańcy bloku przy ul. Sienkiewicza 14. "Przeniesienie na Bydgoskie Przedmieście dodatkowej placówki opiekuńczej, w której przebywa młodzież szczególnie trudna i zdemoralizowana spowoduje niebezpieczną koncentrację środowisk kryminogennych i wzrost przestępczości " - tłumaczą w petycji do prezydenta miasta.
         Jednak ani głosy mieszkańców, ani wychowanków i dyrekcji niczego nie zmieniły. Podopieczni "Gaju" z niepokojem oczekują września - Wojna jest praktycznie nieunikniona - śmieje się Bartek, były wychowanek "Młodego Lasu". - Znam ich wszystkich i wiem, że sobie nie odpuszczą. Może jak któryś dostanie "kosę" coś się zmieni...
         
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem