Za dużo krzyku

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Za dużo krzyku
    "Zbrodnia i kara", wystawiona przez Andrzeja Bubienia na deskach toruńskiego Horzycy, jest niestety spektaklem zbyt nierównym, by mówić o sukcesie. Za dużo w niej krzyku, za mało prawdziwych emocji.
    Za dużo krzyku
         Przy premierach autorów jak Dostojewski, granych już na dziesiątkach scen, nasuwa się pytanie - po co? Toruńska adaptacja "Zbrodni i kary" nie daje widzowi jasnej odpowiedzi. Bo przecież pytania z dzieła Dostojewskiego powinny uderzać, wstrząsać - a w Toruniu było niestety bez większych emocji...
         Niestety, bo zarówno scenografia Aleksandry Semenowicz, jak i muzyka Piotra Salabera zbudowały mocne ramy mrocznego, ponurego świata "miasta szatana" - Petresburga, w którym Rodion Raskolnikow tworzył swe teorie o ludziach nadzwyczajnych i zwyczajnych, a potem siekierą zamordował dwie staruszki.
         Sam wstęp, gdzie On i Ona - ubrane w ciemne płaszcze i kapelusze, skryte w półmroku postaci kobiety i mężczyzny , w półmroku opisują zbrodnie jest niestety bardziej poruszający niż cała dalsza opowieść. Za dużo jest skoków tempa, by napięcie po prostu nie zaczęło uciekać.
         W spektaklu błyszczy Marek Milczarczyk. Jego Porfiry przypomina momentami... porucznika Columbo, ale scena, gdzie w ciszy i spokoju łamie podczas rozmowy Raskolnikowa jest bardzo mocna. I w zasadzie właśnie w chwilach, gdy spotykali się ze sobą Porfiry i Raskolnikow można było mówić o emocjach. Porfiry jest śmieszny, ale jednocześnie jest bardzo groźny. I chyba jako jedyny jest po prostu szczery.
         Raskolnikow w wykonaniu Filipa Frątczaka przekonywujący jest, kiedy nie krzyczy. Kiedy zaś stara się za bardzo pokazać rozrywające go emocje, walki sumienia i przemysleń, to zaczyna "grać żyłą" i czerwienieje na twarzy. Właśnie jego spokojne dialogi z Porfirym są najmocniejszymi momentami spektaklu. Na zupełnie przeciwnym biegunie zaś są sceny gdy Raskolnikow spotyka się z matką. Tu "emocje" - czyli żyły, krzyk i wielkie oczy - są w bardzo wielkim nadmiarze. Tylko jakoś niestety nie poruszają.
         Kiedy zaś Raskolnikow spotyka się z Sonią - Matyldą Podfilipską, to znów niestety dominuje "żyła". Szkoda, bo stara się ona w sposób bardzo ciekawy zbudować postać dziewczyny znajdującej się co prawda zupełnie na dnie, ale zupełni nie zabrudzonej tym wszystkim, co się wokół niej dzieje - jej postać "lśni" w mrocznym świecie Dostojewskiego.
         Andrzej Bubień jest zakochany w rosyjskiej literaturze. Miłość wpływa niestety na postrzeganie rzeczywistości. Być może czytająć zupełnie "na zimno" Dostojewskiego udałoby się zrobić spektakl który wstrząsnąłby widzami?
         
    n
         Fiodor Dostojewski "Zbrodnia i kara",
    Reżyseria i adaptacja - Andrzej Bubień, scenografia - Aleksandra Semenowicz, muzyka - Piotr Salaber, występują - Filip Frątczak (Rodion Raskolnikow), Marek Milczarczyk (Porfiry Pietrowicz), Matylda Podfilipska (Sonia), Ewa Pietras (Ona), Dariusz Bereski (On).
         SZYMON KIŻUK
         Fot. AUTOR

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem