Na UMK bez protestów

    Na UMK bez protestów

    Iza Wodzińska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Klamka zapadła, protestów nie będzie - Samorząd Studencki UMK zaakceptował wczoraj podwyżki cen akademików. Bary, katering i ajenci zastąpią likwidowane uczelniane stołówki.
         Jeszcze wczoraj rano kierownictwo samorządu na swojej stronie internetowej deklarowało twardą walkę o każdą złotówkę w planowanym przez władze uczelni wzroście cen za kąt w domu studenckim i zachęcało kolegów, by nie śpieszyli się z opłatami za luty.
         Zgoda od wczoraj
         
    - Niestety, podwyżki to konieczność. Uczelnia na akademikach nie zarabia, ale dopłacać nie chce w żadnym razie, bo nie ma z czego. Kolejny rok będziemy mieli w UMK budżet z deficytem i istnieje obawa, że ten deficyt może przekroczyć 1,5 mln zł - tłumaczył "Pomorskiej" nieugięte stanowisko władz uczelni prorektor ds.
    studenckich prof. Andrzej Radzimiński. Rektor uniwersytetu jeszcze w miniony wtorek podpisał zarządzenie podwyżkowe - od wczoraj koszty mieszkania w DS-ach rosną o 10-15 zł. Pokój jednoosobowy o nieco wyższym standardzie to odtąd wydatek 310 zł miesięcznie (to najwyższa kwota w nowym cenniku), miejsce w "trójce" (najtańsze w cenniku) 185 zł miesięcznie. Prof. Radzimiński dziwił się w piątek bojowej postawie studentów. Wydawało się bowiem, że konsensus osiągnięto znacznie wcześniej, kiedy układano budżety akademików na 2005 r. Samorząd Studencki złożył wtedy własne propozycje podwyżek, które niemal pokrywają się z kwotami w styczniowym zarządzeniu rektora (w jednej pozycji odpłatność z zarządzenia jest o 5 zł miesięcznie wyższa). - Studenci dziwnie podeszli do tej sprawy - komentował, dodając, że teraz jest już decyzja rektora i sprawa jest zamknięta.
         - Naradzamy się - oświadczył wczoraj koło południa szef samorządu Paweł Matlakiewicz, kiedy zapytałam, co Samorząd Studencki UMK zamierza zrobić w tej sytuacji. - Jest na spotkaniu z rektorem - usłyszałam w biurze SS, kiedy próbowałam go "złapać" godzinę później. - Akceptujemy ceny z zarządzenia rektora - stwierdził po tym spotkaniu. - Administracja chciała jeszcze większych podwyżek, nawet do 30 zł miesięcznie. Udało się położyć temu tamę. Wywalczyliśmy też wpływy w komisji ds. rentowności akademików oraz prawo do rozdysponowania ewentualnej nadwyżki w akademikowych budżetach zgodnie z wolą rad mieszkańców - wyjaśniał. Bojowe zachęty z samorządowej witryny zniknęły
         Przyszłość w barze
         
    Klamka zapadła także w sprawie stołówkowych kombajnów - pracownikom wręczono wypowiedzenia, wkrótce cały "pion żywieniowy" UMK zostanie zlikwidowany. - To prosta reakcja uczelni na racjonalne zachowania studentów, którzy nie chcą jeść stołówkowego obiadu za 8 zł, bo "na mieście" zjedzą taniej - twierdzi prof. Radzimiński. Przy braku powodzenia oferty stołówek i 70-osobowym stanie zatrudnienia uniwersytet dokładał do nich co miesiąc 200-300 tys. zł. A studenci i pracownicy i tak woleli jeść w znacznie mniejszych barach w budynkach Wydziału Prawa i Wydziału Nauk Ekonomicznych, które nie tylko mają pod nosem, ale które oferują też inne posiłki niż 3-daniowy obiad, do którego trzeba zasiąść, np. przekąski, które można zjeść w przerwie zajęć. Oba wychodzą zresztą na swoje. Andrzej Radzimiński zapewnia, że administracja uczelni pracuje nad nowym systemem żywienia. - Bary, katering, ajenci - to kierunek, w którym, wzorem wielu uczelni w całym kraju. chcemy pójść - tłumaczy.
         Czy państwowa uczelnia powinna przyjąć na siebie jakieś socjalne obowiązki wobec studiującej młodzieży i pracowników? - Tak. Ale system wspierania, który rozkłada finanse uniwersytetu nie ma sensu - uważa prorektor.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem