Amor z kagańcem

    Tekst i fot. Karina Obara

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Toruńscy geje i lesbijki, mimo że żyją w  ukryciu, wcale nie chcą z niego wyjść. Boją się  ostracyzmu społecznego.

    Toruńscy geje i lesbijki, mimo że żyją w ukryciu, wcale nie chcą z niego wyjść. Boją się ostracyzmu społecznego.

    -<i> Jak już nie będę mógł, to wtedy wstąpię do klasztoru </i>- 35-letni Marek jest przekonany, że społeczeństwo gardzi gejami. - <i>Jestem pedałem, dobra, ale nie potrafię żyć inaczej. Klub pozwala mi zapomnieć, że nie ma dla mnie miejsca wśród tych normalnych.
    Toruńscy geje i lesbijki, mimo że żyją w  ukryciu, wcale nie chcą z niego wyjść. Boją się  ostracyzmu społecznego.

    Toruńscy geje i lesbijki, mimo że żyją w ukryciu, wcale nie chcą z niego wyjść. Boją się ostracyzmu społecznego.

         W Toruniu geje i lesbijki nawet nie pomyślą o tym, aby jak w Berlinie, paradować po ulicach za rękę. W dzień wtapiają się w tłum, starają się zachować pozory. Pracują zawodowo, choć zadziwiają wyborem samotnego stylu życia. Rzadko przyznają, że są gejami z obawy przed ostracyzmem. Maski zrzucają w piątki i soboty. Wtedy bowiem mogą spotkać w klubie "Underground" ziomali z całej okolicy.
    Impreza zaczyna się o godz. 20. Do klubu mogę wejść tylko ci, których twarze zna właściciel albo przyprowadzi ich tzw. osoba wprowadzająca. Na toruńskiej starówce niełatwo ich znaleźć, ale wtajemniczeni wiedzą. Wejście, to prowadzące w dół schody uzbrojone w solidną kratę. Nie ma szyldu, nie ma światła. Drzwi otwiera właściciel na dźwięk dzwonka i przygląda się uważnie gościom.
         - Dobra - mówi postawny szatyn otwierając szerzej. Krata ze zgrzytem zamyka się za mną i zaprzyjaźnionym gejem Rafałem, socjologiem, który mieszka 50 km od Torunia, ale od dwóch lat nie wyobraża sobie życia bez klubu.
         Stęchlizna w czerwieni
         
    Wewnątrz jest głośno. Muzyka zachęca do tańca disco. - Geje są tradycyjni - szepce mi do ucha Rafał - nie lubimy napastliwej muzyki. Przez czerwony kolor ścian przebija zapach stęchlizny, który po kilku godzinach staje się niewyczuwalny. Wciąż wyczuwalne są jednak spojrzenia na nowych, którzy przybyli w poszukiwaniu wrażeń. Siadamy przy stoliku blisko sceny, na której zapowiada się po północy występ.
         - Zobaczysz co się będzie działo - śmieje się mój wprowadzający. - Jazda bez trzymanki! Nowi cieszą się tu powodzeniem. Jak świeże mięsko. Zobacz, hieny krążą - wskazał wzrokiem na uśmiechających się mężczyzn po 30. - Tylko się nie zakochaj. To biseksy. Nie zależy im na szukaniu tu miłości. Tę mają w domu.
         Przy barze siedzą trzy dziewczyny po 20. Mają subtelny makijaż, tulą się do siebie, całują, chichoczą. Przy stoliku obok nas dwie lesbijki, które dopiero przyszły. Jedna jest wyraźnie młodsza, delikatniejsza, długowłosa blondynka. Druga, około 45, krótkie włosy. Duża kobieta, często tuląca ramieniem młodszą partnerkę. Siadają z czterema gejami. Starsza co chwilę okazuje młodszej czułość, ale nie jest nachalna. Młodsza odwzajemnia karesy.
         - To stałe bywalczynie - zauważa Rafał. - Nie masz chyba wątpliwości, która jest dowodząca?
         
    Życie za kobietę
         
    Po pół godzinie przysiada się do nas przyjaciel Rafała - 39-letni Marek, menadżer z poważnej firmy w Toruniu. Brunet pachnie wyzywająco Bossem, jego ciało obciskają wąskie spodnie i miękka koszulka. Mężczyźni zapewniają, że są tylko kumplami. Odkąd Marek stracił swoją miłość, nie chce wiązać się z nikim na stałe.
         - To było kiedy miałem 16 lat - wspomina. - Zakochałem się jak głupi. Ty nie wiesz co znaczyły jego ręce, nasze rozmowy. Rzucił mnie dla młodszego, po 5 latach. Od wtedy szukam tylko okazji. Po co mam tęsknić, planować wspólne życie, być zazdrosnym? Tak jest łatwiej i na szczęście mamy klub. A odpowiedni wybór na raz, dwa razy jest tylko kwestią czasu dzisiejszego wieczoru.
         Zabawa rozkręca się na dobre. Panowie i panie znikają w ciemnym pokoju za sceną. Namawiam Marka, aby poszedł tam ze mną. W pokoju na kanapie siedzą pary mężczyzn oddające się pieszczotom. Na dużym ekranie, niemal jak w kinie, wyświetlane są perwersyjne filmy z gejowskimi scenami.
         - Inspiracja dla tych, którzy są już przesyceni - żartuje Marek. - I dla tych, co dopiero się uczą, co lubi mężczyzna, którego pożądają.
         
    Wychodzimy po dłuższej chwili. Na parkiecie tańczą przytulone pary tej samej płci. Ich dłonie splatają się we wzajemnych uściskach. Niektórzy się całują: broda przy brodzie, wąs przy wąsie. Poprawiają sobie zalotnie włosy.
         - Tak byśmy nie mogli na ulicy - zadumał się Marek. - Moja matka by mnie chyba zabiła. Nienawidzi pedałów. Tak na nas przecież mówią, z bezlitosną pogardą. - Oddałbym życie, żeby móc nie pragnąć mężczyzny, kochać jakąś kobietę. Ale nie potrafię. Jestem skończony. Pewnie będę się smażył w piekle. Jeśli ono istnieje, poza tym, które mamy na ziemi. Ale może odkupię grzechy. Jak nie będę "mógł", wstąpię do klasztoru.
         
    Biblia na pamięć
         
    Marek nie ma nastroju na zabawę. Robi się melancholijny. Odrzuca zaproszenia do darkroomu od zalecających się ziomali. Tak o sobie mówią ci, którzy się tu pojawiają. Marek zaczyna recytować fragmenty Biblii.
         - Znam ją na pamięć, no prawie - zapewnia. - Bóg nie piętnuje odmienności. To ludzie nas zdradzili. Oszukali, że kocha się nie za coś, ale pomimo wszystko.
         - To wyemigruj - śmieje się niego Rafał. - W Szwecji będziesz mógł normalnie żyć, będziesz wolny.
         
    - Chcę mieszkać w Polsce, kocham Toruń - Marek zapewnia, że do końca życia nie zamierza się stąd ruszać, chyba że w celach turystycznych. Upija się. Idzie do darkroomu.
         - On tak ma co kilka tygodni - uspokaja Rafał. - Nie może się pogodzić, że nas nigdy nie zaakceptują. Szuka i błądzi. Jasne, że chce kogoś kochać, ale się boi, że znów nie wypali. Dlatego raczej go nie lubią, bo dzieli włos na czworo, zamiast płynąć z nurtem rzeki. Mazgai się jak baba. Może niech dziecko adoptuje, albo co.
         
    Po północy nie ma aniołów
         
    Rozpoczynają się przygotowania do występu. Scena jest tandetna. Wyściełana starym dywanem, oklejona folią aluminiową. - Nie liczy się ten wystrój, ale atmosfera - macha ręką Rafał. - Kiedyś chyba zrobimy zrzutkę na lepsze wyposażenie.
         
    Około godz. 1. przebrani za malowane kukły mężczyźni zaczynają koncert. To rodzaj karaoke. Jedni są lepsi, drudzy gorsi.
         - Matka robi to najlepiej - Marek wskazuje na śpiewającego geja, który wrócił z ciemnego pokoju wyraźnie ożywiony. - No, a potem ma wzięcie, szczególnie jak się trochę rozbierze na scenie. Facetom się podoba.
         
    Po koncercie dziewczyny znikają z lokalu. Zostaje tylko subtelna blondynka ze swoją festpartnerką. Zaprawione w głębokich pocałunkach idą do ciemnego pokoju.
         - Po północy nie ma już poszukujących aniołów - chichocze Rafał. - Wszyscy mają parę na noc. Potem budzimy się z kacem i wbijamy w garnitur znienawidzonych funkcji społecznych. Co tu dużo mówić, jesteśmy jak banici, na wygnaniu we własnym kraju, mieście, bloku, rodzinie. Ale to nas nie przekonuje do zmiany, do walki z biologią. To tylko sprawia, że kluby podziemne są naszą oazą, jeśli nie świętego spokoju, to przynajmniej zapomnienia o tym, co nam dolega.
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem