Z zimną krwią

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Dwadzieścia lat temu doszło do zbrodni, która wstrząsnęła Polską - trzej funkcjonariusze peerelowskiej policji politycznej z zimną krwią zamordowali księdza Jerzego Popiełuszkę.
         "(...) Ksiądz powtarzał przyjaciołom, że długo nie pożyje. Jedni zalecali ostrożność. Inni podszeptywali o przeczuleniu, a nawet histerii. Nie wiedzieli, że kiedyś przyjdzie im się za to wstydzić.
         Minister Czesław Kiszczak właśnie 19 października 1984 roku obchodził 59 urodziny. (...) Raczej nie przewidywał, że podwładni szykują mu tak niespodziewany prezent "operacyjny".
         (...) Wyjechali przed południem. Cel podróży znali od kilku dni - Bydgoszcz. W bagażniku auta umieścili akcesoria, których listę uzupełniali pracowicie do ostatniego dnia przed wyjazdem. Mundur milicyjny oraz czapka z białym pokrowcem. Zapasowe, a raczej fałszywe tablice rejestracyjne samochodu. Kajdanki. Tampony gazowe. Plastry do zaklejania ust. Kneble. Sznury do krępowania ciała. Specjalna linka służąca do sporządzenia pętli samodławiącej. Dwa worki z półtorametrowymi końcówkami sznura, umożliwiającymi przywiązanie ich do nóg. Około 50 kilogramów granitowych kamieni. Dwukilogramowe "tłuczki", wykonane ze skarpet wypełnionych piaskiem.
         Oficerowie zabrali broń. Pistolety P-65 z amunicja ostrą. Mieli też dwie półlitrowe butelki wódki.
         Z planem zbrodni w głowach
         
    rozpoczęli kolejne polowanie na księdza Popiełuszkę.
         Operacja miała charakter tajny. I aprobatę przełożonych. Najdrobniejsze szczegóły znali tylko bezpośredni realizatorzy planu. Kapitan Grzegorz Piotrowski - naczelnik Wydziału Operacyjnego w Departamencie IV MSW ds. Wyznań Religijnych i Mniejszości Narodowych - oraz dwaj jego podwładni - inspektorzy Waldemar Chmielewski i Jerzy Pękala.
         W Bydgoszczy wyczekiwali na swoją ofiarę w samochodzie. Na parkingu w dzielnicy Wyżyny. Przed kościołem pod wezwaniem Świętych Polskich Braci Męczenników. Już w trakcie podróży dodatkowo zaopatrzyli się w dwie pałki. Każda liczyła ponad pół metra długości i 4 cm średnicy. Drewniane żerdzie, wybrane na poboczu drogi w miejscowości Jeżewo, teraz, na przykościelnym parkingu, owinęli tkaniną i sznurkiem. Cel tej profesjonalnej czynności nie jest trudny do odgadnięcia. Chodziło o zminimalizowanie możliwości identyfikacji śladów pobicia pałką.
         Kiedy oficerowie tajnej policji politycznej przysposabiali pałki, ksiądz Popiełuszko, rozważając Piątą Tajemnicę Bolesną - Ukrzyżowanie Chrystusa - medytował: - Aby zło dobrem zwyciężać i zachować godność człowieka, nie wolno walczyć przemocą ... Komu nie udało się zwyciężyć sercem i rozumem, usiłuje zwyciężyć przemocą. Każdy przejaw przemocy dowodzi moralnej niższości (...) Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy. (...)
         Ks. Jerzy i jego przyjaciel Waldemar Chrostowski, będący jednocześnie kierowcą pożyczonego zielonego volksvagena-golfa, spieszyli się do Warszawy. [Wspomina Chrostowski:] - Szosą z z Bydgoszczy w kierunku Torunia nie jechaliśmy szybko (..) W pewnym momencie zaczął nas doganiać jakiś pojazd. (...) Na przednim siedzeniu zauważyłem człowieka w milicyjnym mundurze (...) Przez uchylone okno czerwoną latarką dawał znaki, żebym zjechał na pobocze. (...) W sposób fachowy błyskawicznie zatrzasnął mi kajdanki na rękach. Cywil siedzący za mną złapał mnie za szyję (...) i do ust zaczął mi wpychał jakąś szmatę. Po zakończeniu kneblowania, podał kierowcy pistolet i rzekł: "Jest odbezpieczony, trzymaj go na muszce".
         Kapitan Piotrowski,
         z drewnianą pałką w dłoni, poszedł po księdza.
         
    (...) - Panowie, jak mnie traktujecie - doszło do uszu przyjaciela księdza. - Jak wy się zachowujecie ...
         Potem już tylko kilka głuchych uderzeń. To Piotrowski uderzał księdza drewnianą pałką. (...) Bity upadł. (...) - Ładujemy go! - rozkazał kapitan Piotrowski. (...) Wrzucili księdza do bagażnika. (...) Zauważyli, że ksiądz uwolnił się (...) Pierwszy dopadł go Piotrowski. Kilkoma ciosami drewnianej pałki powalił go na ziemię. Następnie (...) związali ofiarę. Docisnęli wiązania rąk i nóg oraz przytrzymujące knebel w ustach. - Uduszę go własnymi rękami! - krzyczał histerycznie kapitan. (...) Samochód złoczyńców zmierzał w kierunku Włocławka. (...) Znowu wyjęli księdza z bagażnika po czym Piotrowski uderzył go kilkakrotnie pałką po głowie. (...) Założyli gazę na knebel w ustach księdza. Następnie zakleili je pięciocentymetrowej szerokości plastrem. (...) Piotrowski polecił: - Kamulki do nóg! (...)
         Nogi nieprzytomnego podkurczyli do tyłu, a na szyję założyli pętlę ze sznura, której końce przywiązali do nóg. Tak fachowy sposób założenia pętli powodował, że przy próbie wyprostowania nóg zaciskała się na szyi pętla. (...) Samochód - z obezwładnionym, zmaltretowanym, ale jeszcze żywym kapłanem w bagażniku - zbliżał się do tamy na Zalewie Wiślanym, na południowych rubieżach Włocławka. (...) Podeszli do balustrady. Podnieśli księdza wyżej. Poziomo. Ciało oparli o balustradę. (...)
         Ciało nieprzytomnego księdza przerzucili przez barierkę.
         W tym miejscu woda była głęboka na ponad cztery metry.
         Odległość od korony tamy do lustra wody (...) jakieś sześć pięter. (...)
         Otworzyli półlitrową butelkę wódki. I wspólnie, jak się to mówi: z gwinta, z niej popijali. (...)"
         Fragmenty dokumentalnej książki Zbigniewa Branacha "Piętno księżobójcy. Operacja Popiełuszko, rzecz o zbrodni czterdziestolecia". Toruń 2004 Wydawca AGENCJA REPORTERSKA "CETERA"

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem