Daliście mi nadzieję

    Daliście mi nadzieję

    Tomasz Karpiński

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Pani Halina nie mogła powstrzymać łez,  kiedy rozpakowywała żywność, którą jej  przywieźliśmy

    Pani Halina nie mogła powstrzymać łez, kiedy rozpakowywała żywność, którą jej przywieźliśmy ©Fot. Andrzej Bartniak

    -<i> Bo ja jednego razu to już chciałam odebrać sobie życie. Na Wielkanoc... </i>- płacze pani Halina. - <i>Ale wy teraz daliście mi nadzieję, że może być lepiej. </i>
    Pani Halina nie mogła powstrzymać łez,  kiedy rozpakowywała żywność, którą jej  przywieźliśmy

    Pani Halina nie mogła powstrzymać łez, kiedy rozpakowywała żywność, którą jej przywieźliśmy ©Fot. Andrzej Bartniak

         Jeden z bloków kolejowych w Terespolu Pomorskim. Drewniane schody prowadzą do mieszkania pani Haliny. Wchodzimy z trzema wielkimi torbami jedzenia. To prezent świąteczny od świeckiego Stowarzyszenia Osób Bezrobotnych.
         Włączę lodówkę
         
    Pani Halina wita nas z płaczem. Składa ręce widząc, co jej niesiemy.
         Idziemy razem do kuchni. Wykładamy wszystko na szafki.
         - Takie szczęście - mówi przez łzy. - To włączę teraz lodówkę i pochowam wszystko do niej. Bo teraz nic w niej nie ma, to nie chodziła.
         Kobieta głaska i przytula do siebie podarunki.
         Siadamy w pokoju. Pani Halina wyciera oczy. Daję jej kartę z życzeniami od dzieci ze stowarzyszenia.
         - Bieda u mnie straszna od kiedy kolej zaczęła windować opłaty za mieszkanie - mówi. - Płacę za nie ponad 400 zł. A emerytury mam 614 zł. Wpłacałam im ile mogłam. I tak narosło ponad dwa tysiące złotych zadłużenia. Pisałam do PKP. Błagałam żeby mi jakoś pomogli. Żeby zrozumieli w jakiej jestem sytuacji. Są jednak nieugięci. Grożą mi sądem i komornikiem, a tego, to ja nie wytrzymam.
         Interweniowaliśmy
         
    Ostatnio jej budynek został odcięty od kotłowni. Aby mieć w domu ciepło, musiała kupić piec i rury.
         - Wzięłam na to pożyczkę - wskazuje. - No i piec mam. Ale co z tego, skoro palić nie miałam czym. Chodziłam po torach. Zbierałam węgiel, który wypadł z wagonów i myślałam, co by pod pociąg się rzucić. Żeby ta udręka się skończyła.
         
    Wtedy napisała do "Pomorskiej".
         - Po waszej interwencji z opieki dostałam 500 zł na węgiel. Kosztował 485 zł. W portfelu zostało mi 15 zł. To sobie na chleb na święta zostawiłam -
    płacze. - Te 15 zł to dużo. Bywało tak, że po opłaceniu rachunków na poczcie zostawało mi w garści 40 groszy. Na cały miesiąc. Szłam do domu i płakałam.
         Dobrzy ludzie
         
    Na szczęście, kobieta może liczyć na swoją sąsiadkę.
         - Przychodzi, pyta się czy co jadłam? Jak nie, to mi przynosi od siebie - opowiada wycierając nos. - Chodzę też do niej. Pomogę jej teściową wykąpać. To i ja od razu się też umyję.
         
    A jej dzieci?
         - Jadą do pracy, a ja z wnuczką do szkoły idę - mówi. - Potem wracam. Coś im ugotuję. Sama się najem. I wracam do siebie. Pomagają mi, jak potrafią.
         Co dzień do pani Haliny przychodzi wnuk.
         - Pilnuje mnie, żebym sobie co nie zrobiła - szlocha. - Bo ja jednego razu to już chciałam odebrać sobie życie. Na Wielkanoc...
         
    Najgorzej jest nocą
         
    - Nie mogę spać. Chodzę. Dręczy mnie lęk. Taki wielki, przed tym co będzie. Nie wiem, co ze sobą zrobić - wskazuje.
         
    Wtedy budzi się wnuk.
         - Uspokaja mnie. Mówi, że będzie dobrze - wyznaje ocierając łzy.
         
    Przed panią Haliną święta. Bardzo trudne i ciężkie.
         - Na Wigilię prosiły mnie dzieci - mówi. - I tak mi żal, bo to zawsze u mnie było. To oni do mnie przychodzili. A teraz ja muszę do nich. To nie tak powinno być. W pierwsze i drugie święto będę u siebie. Sama. Napalę sobie. Włączę telewizor. Posiedzę. Pomyślę. Zapłaczę.
         Przy nogach kobiety siedzi jej nowy przyjaciel. Tak wierny, jak nikt.
         - Stałam w oknie jak tu zatrzymał się autobus - wspomina. - Patrzę, a tu psa wyrzucają. Zawołałam go. Wpuściłam do domu. Dałam mu kawałek chleba. Potem chciałam, żeby sobie poszedł. Ale nie dał się wyrzucić. Patrzył na mnie tak, że aż mnie w dołku ściskało. No i został.
         Do lekarza nie pójdę
         
    Kobieta trzyma się za rękę. Pytam, czy coś się jej stało?
         - Boli - odpowiada. - Pod lewą pachą taka dziura mi się zrobiła. Ale do lekarza nie pojadę. Boję się. Poza tym jak pójdę, to da mi recepty. A w aptece jeden lek to z 40, a nawet 50 złotych kosztuje. Nie wykupię, bo za co? A dla samego słuchania lekarza nie warto iść. Jakby co mi się złego działo, to po karetkę będę dzwonić.
         
    Pożegnałem się z panią Haliną. Złożyłem świąteczne życzenia.
         
    Pomogą
         
    Wczoraj dowiedzieliśmy się, że członkinie Stowarzyszenia Osób Bezrobotnych wpisały mieszkankę Terespola na listę osób objętych pomocą unijną. Od marca będzie dostawać żywność.
         Skontaktowaliśmy się też z Oddziałem Gospodarowania Nieruchomościami PKP w Bydgoszczy, który zarządza domem pani Haliny. Obiecano nam ponowne przyjrzenie się sytuacji kobiety. Po świętach dowiemy się, co wymyśliło PKP.
         Jeżeli chcielibyście Państwo pomóc pani Halinie, prosimy o kontakt z redakcją pod numerem telefonu 0-52-33-24-575.
         [email protected]
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    1 3 4 5 ... 25 »