Walczyłem za Polskę

    Walczyłem za Polskę

    (karp)

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    1 wrzesnia 1939 roku na plaży w Helu. Pan Jan  (na zdjęciu) pamięta, że tego dnia było bardzo  gorąco. Przy pracy stały fortece, które on  budował.

    1 wrzesnia 1939 roku na plaży w Helu. Pan Jan (na zdjęciu) pamięta, że tego dnia było bardzo gorąco. Przy pracy stały fortece, które on budował. ©Archiwum rodzinne

    Był na Westerplatte 1 września 1939 roku. Patrzył jak umierają jego koledzy. Sam ocalał cudem, ukrywając się w sienniku przez dwa dni. Dziś pan Jan Gratkowski mieszka w Świeciu i ze łzą wspomina tamten czas.
    1 wrzesnia 1939 roku na plaży w Helu. Pan Jan  (na zdjęciu) pamięta, że tego dnia było bardzo  gorąco. Przy pracy stały fortece, które on  budował.

    1 wrzesnia 1939 roku na plaży w Helu. Pan Jan (na zdjęciu) pamięta, że tego dnia było bardzo gorąco. Przy pracy stały fortece, które on budował. ©Archiwum rodzinne

         Pan Jan urodził się 1 stycznia 1920 roku w Goleszowie koło Krakowa. Kiedy wybuchła wojna, miał 19 lat. Należał do Junaków, żołnierzy stacjonujących na Wybrzeżu.
         - Przy plaży w Helu wybudowaliśmy trzy fortece - opowiada. - One pozwoliły nam zatrzymać Niemców na miesiąc. Mieliśmy bardzo mało broni, ale opieraliśmy się wszystkimi siłami. Dowodził nami kontradmirał marynarki Unrug.
         Hel się poddał w październiku.
    Pan Jan ocalał. Jego 170 kolegów, nie. Potem działał w Gryfie Pomorskim. - Wysadzaliśmy transporty pancerne pod Redą - wspomina. - Kiedy jeden z pociągów wybuchł, zostałem ranny. Na torach przeleżałem całą noc. Rano znaleźli mnie Niemcy i zabrali do Wejherowa. Tam, po kilku dniach, odbył się proces i skazano mnie na karę śmierci. W celi więziennej marynarze, z którymi siedziałem, schowali mnie do siennika. Dwa dni w nim leżałem. Oni zginęli wszyscy, ja przeżyłem.
         
    Po kilku tygodniach trafił do Sierosławia. Tu Niemcy dowiedzieli się, że pan Jan był Junakiem i walczył na Westerplat- Zawieźli mnie do Lniana - mówi. - A stamtąd do Osia do urzędu niemieckiego. Tam zadecydowano, że trafię na roboty do majątku Graffa w Brzemionach. Pracowałem w nim do końca wojny z 15 Ukraińcami. Nie zdradziłem nikomu, że działam w Gryfie Pomorskim.
         
    Po wojnie pan Jan był uczniem Szkoły Oficerskiej w Bydgoszczy.
         - Skierowany zostałem do pracy w Urzędzie Bezpieczeństwa - relacjonuje. - Zarządziłem tam nowe porządki - koniec z torturami. To nie spodobało się moim współpracownikom. Zaplanowali, że mnie zabiją. Nie udało się im, bo mój kolega mi o tym powiedział. Złożyłem natychmiast wniosek o zwolnienie. Tak też się stało. Miałem trafić za to do więzienia, ale jakimś cudem mnie nie zamknęli.
         
    Po tych wydarzeniach wrócił do Świecia i tu mieszka do dziś.
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    1 3 4 5 ... 25 »