Szpony Biedronki

    Tomasz Karpiński

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Zwolnienie dyscyplinarne i areszt domowy. Takie metody stosuje dyrekcja sieci sklepów Biedronka w Świeciu wobec swoich pracowni-ków, do których "straciła zaufanie".
         Przypomnijmy. Kilka tygodni temu do sklepu Biedronka przy ulicy Wojska Polskiego w Świeciu było włamanie. Złodziej miał ułatwione zadanie, ponieważ alarm w sklepie był zaklejony taśmą. Nie zadziałał. Skradziono prawie 27 tysięcy złotych ukrytych w szafie w pomieszczeniu kierowniczki. Nikomu jeszcze nie postawiono żadnych zarzutów. Tymczasem kierownictwo sieci sklepów "straciło zaufanie" do swoich pracowników, którzy tego feralnego dnia zamykali sklep i zwolniło ich. Dotarliśmy do nich, do dokumentów i faktów dotyczących całej sprawy. Opowiedzieli nam o tym, jednak boją się i nie chcieli, aby ich wypowiedzi znalazły się w artykule.
         Takie fakty
         
    W rozwiązaniu umowy o pracę czytamy, że pracownicy dopuścili się zaniedbań, co spowodowało włamanie do sklepu i kradzież prawie 27 tys. zł. Kolejnym dokumentem, który dostali pracownicy było pismo mówiące o zakazie opuszczania mieszkania od godziny 8 do 16 przez miesiąc. - To się w głowie nie mieści - mówi Piotr Hływka, rzecznik prasowy KPP w Świeciu. - Takie postanowienie mogą jedynie stosować organa prokuratorskie i to w stosunku do osób podejrzanych.
         
    Idą do sądu
         
    Dotarliśmy też do faktów, które odsuwają podejrzenia od pracowników. Do pomieszczenia, gdzie znajdowały się pieniądze, był zapasowy klucz. W noc kradzieży wisiał w ogólnodostępnym miejscu. Każdy więc mógł go dorobić. Świecka policja prowadzi w tej sprawie postępowanie. Sprawdzane są wszystkie wątki. - W trakcie czynności dowiedzieliśmy się od pracowników, że był zapasowy klucz - wyjaśnia rzecznik prasowy KPP w Świeciu. - Badamy także ten wątek sprawy. Jak do tej pory nie ma żadnych podejrzanych i nikomu nie postawiono zarzutów.
         
    Dowiedzieliśmy się także o szokujących praktykach, które stosowała kierowniczka. Pracownicy musieli płacić za towar, który stracił termin ważności. Jeżeli nie zapłacili, to nie otrzymali premii. Pracowali ponad godziny, za które nie dostawali pieniędzy. W tej sprawie pracownicy dochodzą swoich praw przed sądem. Jest ich tylu, że założyli nawet Stowarzyszenie Osób Poszkodowanych przez Biedronkę.
         Zastępca Okręgowego Inspektor Pracy z Bydgoszczy sprawę zna doskonale.
         - Na co dzień mamy do czynienia z podobnymi - mówi Beata Gołębiewska . - Poszkodowanych w nim pracownikom radzimy odwołanie się do wymiaru sprawiedliwości. Sąd powinien dowiedzieć się o wszystkim, zwłaszcza o areszcie domowym. Może go stosować jedynie prokuratura lub sąd. Zwolnieni pracownicy mają 14 dni na odwołanie się od decyzji dyrekcji Biedronki. I to będzie najlepsza droga.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    1 3 4 5 ... 25 »