W szarej strefie nie chcą płacić za śmieci

    W szarej strefie nie chcą płacić za śmieci

    Joanna Bejma

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Jarosław Ciesielski przyznaje, że w Mogilnie, tak jak w innych miastach, jest tzw. szara strefa ludzi, która nie uiszcza opłaty śmieciowej. To kilka

    Jarosław Ciesielski przyznaje, że w Mogilnie, tak jak w innych miastach, jest tzw. szara strefa ludzi, która nie uiszcza opłaty śmieciowej. To kilka procent w całym systemie ©Fot. joanna bejma

    - To jest garb, kłopot, to jest dramat - tak o obowiązującej gospodarce odpadami, mówi zastępca burmistrza Mogilna
    Jarosław Ciesielski przyznaje, że w Mogilnie, tak jak w innych miastach, jest tzw. szara strefa ludzi, która nie uiszcza opłaty śmieciowej. To kilka

    Jarosław Ciesielski przyznaje, że w Mogilnie, tak jak w innych miastach, jest tzw. szara strefa ludzi, która nie uiszcza opłaty śmieciowej. To kilka procent w całym systemie ©Fot. joanna bejma

    Radni uchwalili wczoraj wzór deklaracji o wysokości opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi. Dzień wcześniej, podczas komisji, przy okazji omawiania uchwał na sesję, radny Grzegorz Stochliński poruszył ważki temat. Ciekawiło go, czy właściciele wynajmowanych lokali np. w budynkach wielorodzinnych, do budżetu gminy odprowadzają opłatę za śmieci i za ile osób?

    - My, jako firma nie mamy wglądu w zamieszkanie - poinformował Artur Lorczak, prezes zarządu Mogileńskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej. - Jako firma możemy odpowiadać tylko, czy tam jest dużo śmieci, czy mało i podajemy takie dane do gminy. Co miesiąc jest taki raport - usłyszeliśmy.

    Dodał, że na podstawie ilości zdarza się wytypować posesje, na których jest zbyt dużo śmieci, jak na zadeklarowaną na przykład jedną osobę. Takie przypadki się zdarzają. - Jak najbardziej to jest problem dlatego, że mieszkańcy potrafią zadeklarować inaczej. Na zachodzie doszli już do tego, że trzeba utworzyć specjalne grupy urzędników, czy odpowiednik takiej straży miejskiej. U nas może być straż miejska sprawdzająca ilość śmieci - dodał.

    Dużo pieniędzy


    - Dlaczego ja to mówię. Mam takie wrażenie i przeświadczenie, że w tej szarej strefie są pieniądze - oznajmił radny Grzegorz Stochliński. - To się może kumulować kilkadziesiąt, nawet kilkaset tysięcy złotych rocznie. Mamy na terenie Mogilna ludzi, którzy wynajmują w prywatnych domach mieszkania, pokoje. Mamy w tej chwili w Mogilnie bodajże kilkudziesięciu Ukraińców, którzy gdzieś mieszkają, wszyscy się domyślamy gdzie i pytanie jest takie, czy właściciel tego budynku wielolokalowego, on za tych Ukraińców też płaci za śmieci? Czy pobiera w czynszu kwotę, którą powinniśmy pobierać za śmieci i odprowadza ją do gminy? - zastanawiał się. - Pobiera to nieważne, ale czy odprowadza - uzupełnił radny Paweł Molenda.

    - Powinniśmy się dobrze zająć szarą strefą, bo my wszyscy, którzy uczciwie płacimy za śmieci, składamy deklaracje dostajemy podwyżki może kosztem tej szarej strefy, która jest. Ona jest w każdym mieście, ale przynajmniej trzeba ją kontrolować - kontynuował Grzegorz Stochliński.

    Na zasadzie zgłoszeń


    Teresę Kujawę, przewodniczącą Rady Miejskiej w Mogilnie zainteresowało, czy jest jakiekolwiek narzędzie, by móc kontrolować tzw. szarą strefę. Zastanawiała się, czy może robić to straż miejska.

    - Na chwilę obecną nie - poinformował Mirosław Kuss, komendant mogileńskiej straży miejskiej. Dlaczego? Ponieważ nie ma takich zapisów w regulaminie utrzymania czystości i porządku w gminie.

    - Jeśli byłby taki zapis to wtedy jak najbardziej. Natomiast my działamy na zasadzie zgłoszeń, ale żadnych decyzji nie podejmujemy. Przekazujemy informacje uzyskane od zgłaszających do dyrektora Arkadiusza Grobelskiego i wtedy on może oczywiście, na moją wiedzę to sprawdzić i sprawdza - dodał komendant.

    Płaciło się od pojemnika


    Głos w temacie zabrał Jarosław Ciesielski, zastępca burmistrza Mogilna, nazywając gospodarkę odpadami „garbem dla gminy”.

    - My nie mamy z tego nic, żadnych dodatkowych pieniędzy. To jest garb, kłopot, to jest dramat. Mieliśmy przed rewolucją śmieciową uporządkowaną gospodarkę na tyle, że ona funkcjonowała doskonale i była sprawiedliwa, bo każdy płacił za to, co wyprodukował. Płaciło się od pojemnika. To było sprawiedliwe. Teraz wymyślono system najbardziej niesprawiedliwy z możliwych, który miał uratować świat i ekologię. Mamy ten system i musimy się z nim zmierzyć. Pieniądze, które zbieramy możemy wydać tylko na odpady i musimy zbilansować tę gospodarkę na własny rachunek, nie wiedząc ile wpłynie - oświadczył.

    - Jak weszła ta nowa ustawa, weryfikowaliśmy ulicę po ulicy, sołectwo po sołectwie i trochę głupio nam, że musimy mieszkańców tak sprawdzać, bo to niezbyt przyjemna rola. Ale naszym celem było wychwycenie tych, którzy nie złożyli deklaracji, i że istnieją osoby, które śmieci produkują, odstawiają, a nie ma ich u nas w systemie. Oczywiście jest szara strefa wszędzie i u nas w Warszawie, Poznaniu, Gnieźnie, reagujemy na każdą sugestię, każdą informację, że jest nieruchomość gdzie nie ma złożonych deklaracji. To jest skala kilku procent w całym systemie. Płaci osoba zamieszkująca, nie zameldowana, meldunek nic nie daje - przypomniał Jarosław Ciesielski.

    Margines zawsze istnieje


    Zastanawiał się dalej, czy stworzenie „policji śmieciowej” w postaci na przykład pięciu dodatkowych osób, które będą sprawdzały teren, „szpiegowały mieszkańców”, czy to coś da. Czy nie będzie to czasem większy nakład finansowy niż uzyskane z tych kontroli pieniądze.

    - Mam wrażenie, że tak. W miarę swoich możliwości staramy się uszczelniać łącznie z windykacją, ale niestety ten margines zawsze istnieje. Tak samo jest w podatkach. Są możliwości egzekucji do pewnego momentu i one się w pewnym momencie kończą. Ale nie jest to jeszcze dramat - usłyszeliśmy na koniec.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Wielkanocne przepisy

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem