Błąd urzędnika

    Bogdan Dondajewski

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Samotna bydgoszczanka od ponad dwóch lat szuka pracy. Kiedy myślała, że znalazła już legalny sposób na wyjście ze swojej trudnej sytuacji, decyzja urzędników doprowadziła ją na skraj załamania.
         Pani Alicja Hasse przez ponad 20 lat pracowała jako sprzedawca i kierownik sklepu. Dwa i pół roku temu straciła jednak pracę i od tego czasu jest bezrobotna. W poszukiwaniu zajęcia zapisała się do urzędu pracy, ale proponowane oferty prac interwencyjnych za każdym razem okazywały się nieaktualne.
         Rok temu wpadła na pomysł założenia własnej działalności gospodarczej.
    - Chcę prowadzić kiosk wielobranżowy - mówi. - Dlatego też przeszłam kurs "ABC biznesu", niezbędny do starania się o dotację na rozwinięcie działalności, wydaną w Powiatowym Urzędzie Pracy. Kiedy w tym roku dowiedziałam się, że mogę liczyć nawet na 10 tysięcy złotych, to od razu złożyłam podanie.
         Pani Alicja wypełniła formularz podaniowy, w tym rubrykę o zadłużeniu. - Mam dług w Administracji Domów Miejskich, ale nie ukrywałam tego i wpisałam całą kwotę - przyznaje. Urzędnicy podanie przyjęli, zatwierdzili i jako poręczenia dotacji polecili sporządzić akt notarialny o dobrowolnym poddaniu się egzekucji. Żeby go zdobyć pani Alicja pożyczyła od znajomego pieniądze. Podpisała też umowę najmu lokalu, w którym miał być kiosk. Kiedy kilka dni temu miała otrzymać pieniądze, dowiedziała się, że jej zabezpieczenie, jest... niewystarczające.
         - Okazało się, że muszę mieć jeszcze dwóch żyrantów. Jestem już długo bezrobotna i nie mam znajomych, którzy mogliby mi żyrować. Co ja teraz zrobię? Mam już wszystko nagrane, zbliża się termin opłaty pierwszego czynszu za lokal, a ja nie mam pieniędzy na start. Dlaczego nikt mnie wcześniej o tym nie uprzedził? - pyta załamana kobieta.
         - Przyznajemy się do błędu - mówi wprost Tomasz Zawiszewski, zastępca dyrektora PUP w Bydgoszczy. - Jest mi przykro, że wcześniej jej o tym nie poinformowaliśmy, ale myślę, że możemy zaproponować nowe rozwiązanie. Zaczniemy od znalezienia chociaż jednego żyranta. Jeśli nie damy rady, to będziemy myśleć dalej.
         Kiedy Pani Alicja przyszła po pomoc do redakcji "Pomorskiej" była załamana. Roztrzęsiona długo nie mogła wydobyć z siebie nawet jednej zgłoski. Znów okazało się, że niektóre decyzje urzędników trafiają jak przysłowiowa kula w płot. Jak zwykle też, okazują chęć pomocy dopiero po interwencji...
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    Wiadomości z Bydgoszczy