U nas koty nie płacą!

    U nas koty nie płacą!

    Hanna Walenczykowska

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    W piątek na antenie Radia "Gra" dyskutowaliśmy o absurdach, tych małych i tych dużych. Słuchacze najbardziej krytykowali... kontrolerów w MZK. <b>
         Rekordy służb mundurowych
         Historia pana Norberta: Prowadziłem samochód żony. Zostałem przyłapany na przekroczeniu prędkości. Pracuję w Londynie i wyjechałem z Bydgoszczy. Straż Miejska wystawiła mandat i przesłała go do domu. Żona nie mogła jednak zapłacić kary. Powiedziano jej, że sprawa zostanie umorzona. Po miesiącu okazało się, że mandat jest ważny. Przysłano ponaglenie. Nie mogłem odebrać awizo osobiście. Wreszcie, po powrocie do kraju, poszedłem na pocztę i zapłaciłem karę. Po jakimś czasie odesłano mi pieniądze, bo... zapłaciłem po terminie. Poinformowano mnie, że kara uległa przedawnieniu.
         
    - Dorzucę coś do koszyczka absurdów - mówił kolejny słuchacz Radia "Gra". - Przeżyłem atak na mój samochód. Jakiś facet zaczął go okładać pięściami. Zadzwoniłem na policję, zażądałem interwencji, ale mi odmówiono.
         
    Ale jazda!
         
    - Kupiłam bilet kolejowy drugiej klasy - opowiadała Karolina. - Jednak w wagonie było bardzo tłoczno. Postanowiłam wejść do klasy pierwszej i poczekać na konduktora. Nie zdążyłam mu niczego wytłumaczyć, nie chciał przyjąć ode mnie dopłaty do biletu. Wystawił mi mandat za jazdę "na gapę".
         
    Pan Rafał dodał: konduktor w autobusie zaczął mnie szarpać za kurtę tak mocno, że ją rozdarł. A bilet był! Bilet był...
         - Do pracy codziennie jadę tramwajem i autobusem. Wielokrotnie spotykam "kanarów". Dobija mnie fakt, że oni sprawdzają tylko ludzi drobnej postury i kobiety. Nigdy nie podchodzą do mężczyzn, szczególnie wytatuowanych, wielkich, nafaszerowanych anabolikami, z wielkimi karkami, którzy przeklinają. Rozumiem, że się ich boją (...) Na etat "kanara" trzeba przyjmować ludzi, którzy wyglądają jak ochroniarze w klubach (...) - twierdziła Agnieszka.
         - Denerwuje mnie znak stop ustawiony przed wjazdem z Warszawskiej w ulicę Zygmunta Augusta dla tych, którzy skręcają w prawo - oświadczył inny słuchacz.
         Kot, to nie pies
         
    Nowa kategoria, dwa absurdy związane z przestrzeganiem prawa.
         - Pewien pan jechał rowerem. Jednoślad nie miał dzwonka - opowiadał słuchaczom Maciej Wilkowski, autor cyklu "O tym się mówi" Radia "Gra". - Został zatrzymany przez policjantów, którzy stwierdzili, że pojazd nie odpowiada przepisom. Musieli go unieruchomić. Dlatego... funkcjonariusze wykręcili z kół wentyle, zabrali je i poszli.
         Innym razem do radia dotarły informacje o odpłatnościach za sprzątanie po psach.
         - Większość psów mieszkających w blokach Bydgoskiej Spółdzielni Mieszkaniowej została zlokalizowana. Przypuszczam, że sprzątaczki je wyśledziły. Mniejsza z tym. Opłata dotyczy sprzątania tylko klatek schodowych, a nie okolicy bloku. Nie zależy od liczby pięter, które pokonać muszą psiaki, by wyjść na zewnątrz. Kiedy pytałem w zarządzie BSM o to, dlaczego koty nie płacą, a przecież też wychodzą, odpowiedziano mi, że "koty chodzą własnymi ścieżkami" i trudno je "namierzyć" - mówił Maciej Wilkowski.
         Politycy punktowali:
         Tomasz Markowski,
         
    poseł PiS:
         - absurdem jest, że Powiatowy Urząd Pracy znajduje się na peryferiach Bydgoszczy, w miejscu do którego trudno dojechać. Bezrobotni powinni mieć łatwiejszy dostęp do niego.
         
    - akademik przy ulicy Ogińskiego jest od wielu lat remontowany. Teraz został zamknięty na kapitalny remont. Mam nadzieję, że zostanie przekazany uniwersytetowi.
         
    - brak kina w Fordonie. Biorąc pod uwagę stan bydgoskiej komunikacji i system połączeń z centrum, warto je tam zbudować.
         
    Tomasz Latos,
         
    radny PiS:
         
    - nonsensem są ostatnie decyzje, które zmierzają do zniszczenia Pałacu Młodzieży. Instytucji znakomicie działającej, przynoszącej nam chlubę. Proponuje się coś, co ma być pozornie lepsze, choć w rzeczywistości wcale tak być nie musi.
         
    - w Polsce brak osób, które odpowiadają i koordynują inwestycje w służbie zdrowia. Brakuje pieniędzy, a dokonuje się niepotrzebnych zakupów. Na przykład w Bydgoszczy jest osiem koronografów, choć pieniędzy wystarcza tylko na cztery. Myślę, że ambicje dyrektorów szpitali i ordynatorów czasami trzeba weryfikować.
         
    - wymyślono skomplikowany system rozliczania samorządów, zwłaszcza rad osiedli. Pobieranie zaliczek, rozliczanie, podpisywanie kwitów, to wszystko sprawia, że radni osiedlowi muszą po kilka razy biegać do ratusza! Po co?! Zrozumiałbym, gdyby taka biurokracja dotyczyła tylko dużych kwot.
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    Wiadomości z Bydgoszczy