Byle przetrwać

    Ewa Abramczyk-Boguszewska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    -<i> Nie zostawiajmy dzieci samych sobie </i>- apelują szkolni pedagodzy. To jedyny sposób, aby uchronić je przed agresją - własną i innych.
         Nikt już nie ukrywa, że zapewnić bezpieczeństwo w szkołach jest coraz trudniej. Jedna czwarta bydgoskich szkół założyła kamery. Część wprowadziła identyfikatory i przepustki dla gości. Współpraca ze strażą miejską i policją to już norma. Czy takie metody są skuteczne? W anonimowych ankietach, przeprowadzanych przez szkoły, około 90 proc. uczniów stwierdziło, że w szkole czuje się bezpiecznie.
         Daleko od podwórka
         
    Niestety, w tych samych ankietach już w podstawówkach dzieci przyznały, że były wyśmiewane i przezywane.
         - W większości szkół uczniowie zachowują się agresywnie wobec siebie - mówi Gabriela Kilisz, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 63 na Szwederowie. - Dzieci często są nadpobudliwe i odreagowują w ten sposób problemy. Trzeba im zaproponować dużo ciekawych zajęć pozalekcyjnych, żeby nie kusiło ich podwórko.
         
    Sami uczniowie mówią, że to brak zainteresowania ze strony rodziców jest przyczyną agresywnych zachowań. - Pracują od rana do nocy i nie wiedzą, co dziecko robi. Albo przeciwnie: -Nie pracują, ale piją i też nie zajmują się dzieckiem. Tak czy inaczej, szuka więc sobie towarzystwa na podwórku. Młodzież stwierdza, że agresję wynosi się z domu: - Jeśli kogoś rodzice źle traktują, to potem wyżyje się na innych. Taki człowiek ma kompleksy. Zawsze znajdzie kogoś, nad kim ma przewagę i może się na nim odegrać.
         ---
         Udawali, że nie wiedzą
         
    W moim gimnazjum słabsi byli bici. Musieli oddawać silniejszym pieniądze na papierosy albo narkotyki. Strażnika miejskiego też pobito. Chłopaka, który to zrobił, zawiesili potem w prawach ucznia. Mimo to nadal chodził do szkoły. Nie wpuszczali go tylko na dyskoteki.
         Podczas lekcji do szkoły bocznymi drzwiami weszło dwóch obcych. Pobili chłopaka do krwi i tak go zostawili. Wszyscy udawali, że nic nie wiedzą.

         Szłam z koleżanką korytarzem. Chłopakowi nie spodobały się spodnie, w które była ubrana. Kopnął ją w klatkę piersiową i spadła ze schodów.
         Gdy byłem młodszy, pobili mnie w biały dzień przed szkołą. Roznosiłem ulotki i chciałem je włożyć za wycieraczkę samochodu. Podeszło do mnie kilku dresiarzy. Zabronili mi zostawiać tam reklamy. Gdy mimo to położyłem ulotkę, zdrowo oberwałem.

         Dostać można za wszystko: za minę, fryzurę, strój. Gorzej ubrany od razu jest na straconej pozycji. Będzie "kozłem ofiarnym", chyba że ma kogoś silniejszego za sobą.
         
    ---
         - Jedna czwarta naszych uczniów przyznała, że zetknęła się w szkole z bójkami
    - mówi Małgorzata Mazurkiewicz, pedagog szkolny w Gimnazjum nr 3 w Fordonie. - To liczba znamienna dla okresu rozwojowego. W tym wieku u młodych ludzi bardzo silna jest potrzeba dominacji.
         
    Marian Sajna, dyrektor Wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miasta, potwierdza, że najpoważniejsza sytuacja jest w gimnazjach. - Tam dyrektorzy wskazują też, że borykają się z problemem nikotynizmu i wagarami. Rzadziej zgłaszane są kradzieże. W podstawówkach raczej mamy do czynienia z agresją słowną, ośmieszaniem, przezywaniem. Agresywne zachowania sporadycznie zdarzają się natomiast w szkołach ponadgimnazjalnych. Tam pojawia się kwestia narkomanii. Otrzymujemy od szefów wszystkich szkół raporty dotyczące bezpieczeństwa, ale analizą tych danych zajmuje się kuratorium.
         
    ---
         Upokorzenie - co z tego!
         
    Na otrzęsinach były różne zadania. Na przykład, pierwszaki dostawały mopem po twarzy. A jak ktoś nie przyszedł, to były otrzęsiny indywidualne. Starsi wyprowadzali chłopaków ze szkoły i bili ich pasami.
         Pierwszaków traktuje się na ogół z pogardą, jako "coś" gorszego.
         Pewnie, że "kocenie", otrzęsiny są czasem upokarzające, ale co z tego! Nas tak potraktowali, to teraz my im pokażemy.
         Ktoś, kto jest bity i poniżany, nie pójdzie się poskarżyć. Gdy ujmie się za nim nauczyciel, będzie miał jeszcze gorzej. Trzeba to przetrwać, nie ma innej rady.
         
    ---
         - Raporty, jakie dostajemy ze szkół, mówią o "fali" sporadycznie
    - przekonuje Marian Sajna. - Tylko czasem można znaleźć sformułowanie, że na początku roku w szkole ma miejsce agresja. Być może "fala" to zjawisko zanikające, może ujęto ją w ogólnych zestawieniach. A może, niestety, wychodzi poza szkołę, która wówczas już tego "nie wyłapie". Trudno też wymagać rozwiązania problemu od straży miejskiej, bo municypalni chodzą umundurowani. Chuligani, gdy zobaczą strażnika, zdążą się uspokoić. Uczeń, który pada ofiarą "fali" musiałby sam zgłosić to nauczycielowi. Tak się nie dzieje, bo pierwszak jest najczęściej zastraszany.
         W szkołach ponadgimnazjalnych "koty" żyją już na ogół normalnie. - Według przeprowadzonych na przełomie września i października ankiet w pierwszych klasach, trzech uczniów odczuwało poniżanie przez starszych kolegów - mówi Ewa Waligórska, pedagog szkolny w Zespole Szkół Samochodowych. - Jest to zdecydowanie mniejsza liczba pierwszoklasistów niż w ubiegłym roku szkolnym. Od jednej osoby wyłudzano na terenie szkoły pieniądze. Ta liczba jest również mniejsza niż w zeszłym roku. Wówczas o podobnym przypadku pisało sześć osób.
         
    ---
         Bał się nas
         
    Wieszaliśmy nauczycielowi kable na szyi. Rzucaliśmy w niego kredą, wyciskaliśmy mu na głowie mokrą gąbkę od tablicy, pluliśmy na niego. Nic nie robił, bo się bał. Koledzy grozili, że go pobiją.
         Wyważyliśmy na lekcji drzwi w klasie. Nic się potem nie wydarzyło, nikt nas nie ukarał.
         Generalnie był luz. Nauczycielki nikt nie słuchał. Na lekcji zamawialiśmy pizzę, dzwoniliśmy do znajomych. Czasami pani wzywała nas do odpowiedzi, ale i tak stawiała tylko dobre stopnie.

         Nauczyciele ze strachu nie zgłaszają takich rzeczy dyrektorowi. Boją się. Też bym się bała.
         ---
         Do wydziału edukacji sporadycznie docierają informacje o zastraszanych nauczycielach. - To trudny problem, bo pedagodzy nie chcą się przyznać, że coś takiego ich spotyka - dodaje Marian Sajna.
         Interwencje strażników
         
    Palenie papierosów - 488
         Picie alkoholu - 153
         Kradzieże - 33
         Bójki - 26
         Pobicia - 21
         ---
         Teresa Składanowska, starszy wizytator i specjalista w zakresie pomocy psychologiczno-pedagogicznej Kuratorium Oświaty w Bydgoszczy: - Nie ma jednej przyczyny agresji, nie można szukać winnego tylko po jednej stronie. Jest to problem złożony, podobnie jak jego rozwiązywanie. Różne teorie podają odmienne przyczyny agresji. Teoria frustracji wskazuje na zablokowanie zaspokojenia potrzeb, głównie miłości, bezpieczeństwa, uznania. Teoria instynktów mówi, że agresja jest instynktem wrodzonym. Nasila się w okresie dojrzewania. Wreszcie teoria społecznego uczenia się stwierdza, że dzieci i młodzież uczą się takich zachowań przez naśladownictwo.
         Rodzina, szkoła, podwórko - te środowiska mają wpływ na pojawienie się agresji wśród uczniów. Zbyt rygorystyczna postawa rodziców wobec dziecka zaburza potrzebę miłości, bezpieczeństwa, uznania. Zgubna jest też nadmierna tolerancja. Agresja naśladowcza ujawnia się głównie u dzieci pochodzących z rodzin, w których występuje alkoholizm i przemoc. Wówczas "odreagowują" na terenie szkoły, naśladują zachowania. Nieprawidłowe relacje rodzinne przyczyniają się do zaburzeń zachowania. Często dochodzą kłopoty z nauką, bywa, że spowodowane zbyt wysokimi wymaganiami dydaktycznymi w stosunku do możliwości uczniów.
         Niektórzy rodzice niesłusznie podejrzewają, że przyczyną agresywnego zachowania dziecka jest zespół nadpobudliwości psychoruchowej, a nie inne czynniki, na przykład błędy wychowawcze, zażywanie środków psychoaktywnych. Wielu rodziców, nauczycieli oczekuje przyznania nauczania indywidualnego. Tymczasem dzieje się tak tylko wówczas, gdy dziecko z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej stanowi zagrożenie dla rówieśników. Zawsze jednak powinno być objęte specjalistyczną pomocą i nie powinno być zbędnie izolowane. Wspomnieć należy również o tym, że zachowania agresywne towarzyszą też chorobom psychicznym, na które zapada część dzieci i te wymagają leczenia.
         Przypominam o roli mediów, zwłaszcza telewizji. W filmach agresja postrzegana jest jako coś atrakcyjnego i niekiedy koniecznego w imię szczytnego celu. Zachowujący się w ten sposób bohater również jest atrakcyjny. Dzieci mają zaburzone pojęcie życia i śmierci, bo zabita przed chwilą osoba dalej żyje. Nie widać cierpienia ofiary.
         Wzmożony nadzór pedagogiczny, szkolenia pedagogów, wizytatorów, współpraca kuratorium ze specjalistami, jednostkami samorządu terytorialnego - to wszystko ma pomóc w rozwiązywaniu problemu agresji w szkole. Dziecko pozostawione samo sobie szuka kogokolwiek bliskiego. Jeśli pochodzi z rodziny patologicznej, często trafia do grupy rówieśniczej o takim samym charakterze. I znów styka się z przemocą i agresywnym zachowaniem. Nauczyciele stoją w obliczu konieczności stałego doskonalenia swoich kompetencji, by właściwie reagować na agresję i umieć zachęcić rodziców do współpracy. Dajmy dzieciom miłość, bezpieczeństwo i uznanie.

         ---
         Jeśli człowiek ma zdrowy rozsądek, nie będzie zachowywał się jak bydło - usłyszałam od jednego z uczniów. To my, dorośli powinniśmy w ten zdrowy rozsądek wyposażyć, dając dziecku miłość, poczucie własnej wartości i bezpieczeństwo.
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    Wiadomości z Bydgoszczy