Umowa na koperty

    Katarzyna Piojda

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Przebite opony, porysowane maski i potłuczone lusterka. W taki sposób taksówkarze walczą o najlepsze miejsca postojowe w Śródmieściu.
         Spór rozpoczął się latem ubiegłego roku. Wtedy szefowie klubu "Zentrum" podpisali z przedstawicielami Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej umowę o dzierżawę dwóch miejsc postojowych przy ul. Dworcowej, tuż przy klubie.
         Właściciele lokalu co miesiąc płacą zarządowi dróg 1200 złotych za wynajem dwóch miejsc, tzw. kopert. W tych miejscach, według umowy, swoje samochody mogą stawiać taksówkarze z korporacji "Zrzeszeni".
         Bez życzliwości
         
    Nie spodobało się to innym taksówkarzom. - Dlaczego to oni czekają na klientów w najbardziej ruchliwym miejscu w Śródmieściu? - zastanawia się taksówkarz nie należący do żadnej korporacji. - Ja nawet na moment nie mogę stanąć przed hotelem "Pod Orłem", bo od razu "życzliwi" taksówkarze ze "Zrzeszonych" zawiadamiają policję i straż miejską, że stoję w niedozwolonym miejscu.
         Między taksówkarzami nie zrzeszonymi a tymi z korporacji "Zrzeszeni" często dochodzi do bójek. - Ostatnio zaparkowałem auto tuż przed wejściem do hotelu "Pod Orłem". Wyszedłem na parę minut. Kiedy wróciłem, obie opony w przednich kołach były przebite. To sprawka taksówkarzy czekających na postoju przed klubem "Zentrum". Mojemu znajomemu, też taksówkarzowi, porysowali niedawno maskę ostrym narzędziem. Wszystko dlatego, że jesteśmy dla nich konkurencją. Chcą nas się stąd pozbyć.
         Stanisław Kuczyński, prezes radio-taxi "Zrzeszeni": - Konkurencji nie podoba się to, że stoimy na postoju przed lokalem, który odwiedza najwięcej osób. W odróżnieniu od innych taksówkarzy, my stoimy tu legalnie.
         
    Wojna się toczy?
         
    Szef "Zrzeszonych" potwierdza, że dochodzi do bójek o miejsca. - Kiedyś do jednego z naszych taksówkarzy podeszło dwóch lub trzech dobrze zbudowanych taksówkarzy z innej korporacji. Mieli pretensje, że stoi w nieodpowiednim, ich zdaniem, miejscu. Wywiązała się bijatyka. Musieliśmy wzywać straż miejską. Innym razem kierowcy z konkurencji stłukli naszemu taksówkarzowi boczne lusterko.
         - Nic nie wiemy na temat ewentualnej wojny między taksówkarzami ze Śródmieścia - mówi Ewa Przybylińska , rzecznik bydgoskiej policji.
         Innego zdania są sami taksówkarze. - Policja nic nie wie, bo nie chce wiedzieć. Wojna trwa i to na całego. Tylko czekać, aż między rywalizującymi korporacjami dojdzie do strzelaniny.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    Wiadomości z Bydgoszczy