Zło się dzieje?

    Maciej Myga

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Bydgoszczanin - Janusz W. prowadzi protest przed sklepem przy ul. Gdańskiej. Twierdzi, że został brutalnie potraktowany przez policję.
         Zaczęło się od butów - syn Janusza W. kupił adidasy w sklepie z markowym obuwiem. Po jakimś czasie buty się rozkleiły. - Przy odbiorze obuwia z reklamacji nie zgłaszałem żadnych zastrzeżeń. Na rzut oka usterki nie były widoczne. Jednak po odwróceniu formularza reklamacji, przeczytałem opinię rzeczoznawcy. Powiedziałem sprzedawcy, że nie zgadzam się z jej treścią. Była pełna wykluczających się stwierdzeń takich, jak: "naprawa niemożliwa" i "dokonano naprawy" - mówi pan Janusz.
         Niekonwencjonalne metody
         
    Zdaniem bydgoszczanina, interwencje w Federacji Konsumentów, Państwowej Inspekcji Handlowej i u rzecznika konsumentów nie dały rezultatu. Sprawę próbował także załatwić z właścicielem sklepu. Nie udało się z nim skontaktować. - Postanowiłem, że zastosuję niekonwencjonalne metody, żeby napiętnować nieuczciwego, moim zdaniem, handlowca - tłumaczy W.
         Janusz W. od środy stał przed przy ul. Gdańskiej z planszami, na których wypisywał różne hasła, m.in. "Zło dzieje się za moimi plecami" itp. W czwartek na miejscu pojawiła się policja. - Nawet się nie przedstawili. Pytali co tu robię. Powiedziałem, że prowadzę obywatelski protest. Później stwierdzili, że mam z nimi jechać do komisariatu. Ja odpowiedziałem, że bardzo chętnie, ale po godzinie 17. Poinformowali mnie, że jeśli nie chcę, to zastosują siłę. Szarpali mnie, powalili na ziemię. Jeden z nich kopnął mnie. Zebrało się tam sporo osób, które obserwowały ich zachowanie.
         
    Ktoś krzyczał "gestapo"
         
    - opowiada Janusz W.
         Niewiele lepiej było na komisariacie. Przez wiele godzin, od 15.15, kiedy przewieziono W. do śródmiejskiej jednostki policji, nikt się nim nie zajmował. W międzyczasie zatrzymany przez mundurowych zasłabł i na miejsce musiała przyjechać karetka. Dopiero o 22.40 W. wyszedł z komisariatu. Wcześniej przedstawiono mu zarzut znieważenia policjantów na służbie. - Kiedy przewrócili mnie na ziemię, krzyczałem "ratunku, bandyci". Nie wiedziałem, czy to policjanci, bo przecież się nie przedstawili, nie okazali legitymacji - twierdzi W.
         Janusz W. zamierza złożyć w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez policjantów. Chce także zaskarżyć ich zachowanie w komendzie Miejskiej Policji.
         To antyreklama?
         
    Z panem W. rozmawialiśmy w redakcji w piątek. Krótko po jego wizycie, zjawiła się u nas właścicielka sklepu przy ul. Gdańskiej.
         - Ja jestem bardzo zadowolona z reakcji policjantów. Ten pan utrudniał wejście do sklepu. Poza tym, napisy na tych banerach nawiązywały do mojego sklepu. To była antyreklama, a to przecież zabronione. Nie mieliśmy żadnego wpływu na opinię rzeczoznawcy - tłumaczy pani Patrycja N.
         Janusz W. zapowiada, że będzie kontynuował swój protest.
         Złóż skargę!
         
    Ewa Przybylińska, rzecznik KMP: - Nie ukrywamy, że czasami funkcjonariusze zachowują się nie tak, jak powinni. Czy było tak w przypadku tej interwencji, może się okazać po złożeniu skargi przez pana W. w Inspektoracie Komendanta Miejskiego przy ul. Wojska Polskiego 4 F. Na pewno zbadamy sprawę.
         Zapraszam do dyskusji na ten temat także na forum internetowym: www.pomorska.pl/bydforum.
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    Wiadomości z Bydgoszczy