Sesja przed drzwiami

    Sesja przed drzwiami

    Liliana Sobieska

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Gdzie jest miejsce radnych? Na sali obrad,  czy przed drzwiami lokalnej placówki  samorządowej?

    Gdzie jest miejsce radnych? Na sali obrad, czy przed drzwiami lokalnej placówki samorządowej?

    Czasami ważne i poufne zgromadzenia odbywają się przy drzwiach zamkniętych. Ale zawsze za nimi. Jak się jednak okazuje, każda reguła ma wyjątek...
    Gdzie jest miejsce radnych? Na sali obrad,  czy przed drzwiami lokalnej placówki  samorządowej?

    Gdzie jest miejsce radnych? Na sali obrad, czy przed drzwiami lokalnej placówki samorządowej?

    W październikowe popołudnie oczom mieszkańców wsi objawił się niecodzienny widok. Na schodach, prowadzących do drzwi wejściowych tutejszego Urzędu Gminy stała grupka podenerwowanych osób z teczkami i papierami w rękach. Okazało się, że to część miejscowych radnych. Przybyli do urzędu na mającą się odbyć sesję nadzwyczajną. Do środka, na salę obrad, jednak się nie dostali. Drzwi urzędu były zamknięte. Radni postali na schodach i przed nimi.


    Prawie godzinę


    prowadzili ożywioną dyskusję przeplataną licznymi rozmowami telefonicznymi. W końcu postanowili się rozjechać...


    Skąd do całe zamieszanie i nerwowa atmosfera? Z chęci i potrzeby ostatecznego wyjaśnienia i rozliczenia wójta Wojciecha Rakowskiego za niefortunną sprzedaż gminnej ziemi - tak rzecz oceniono.


    Około półtora roku temu podczas jednej z sesji rady gminy Zbiczno wypłynął temat sprzedaży dwóch działek, bardzo atrakcyjnie położonych nad jeziorem. Ustalono, że tak piękny teren, łącznie półtora hektara, należy sprzedać za godziwą sumę. Radni w głosowaniu ustalili cenę minimalną za metr kwadratowy (dla dobra sprawy nie podajemy szczegółów), która to z bliżej niewiadomych względów nie została czarno na białym uwzględniona w uchwale sesyjnej. Uchwała dotyczyła tylko sposobu zbycia działek w przetargu nieograniczonym, bez określenia


    ostatecznej ceny


    transakcji. I fakt ten grupa radnych uważa za swoje niedopatrzenie. Wójt Rakowski zlecił rzeczoznawcy majątkowemu wycenę działek. Podał ją do publicznej wiadomości. W lipcu ubiegłego roku wójt ogłosił pierwszy nieograniczony przetarg na sprzedaż nieruchomości. Odbył się w końcu września. Chętnych do kupna gminnej ziemi za zaproponowaną cenę nie było.


    W połowie października 2005 roku gmina ogłosiła drugi przetarg. Cenę nieruchomości ustalono w wysokości niższej, lecz nie mniejszej niż 50 procent jej wartości. Z końcem listopada ub. roku odbył się drugi przetarg. Do licytacji przystąpił jeden uczestnik, mieszkaniec Warszawy. Działki nad jeziorem w majestacie prawa zostały sprzedane. I z pozoru wszystko było w porządku. Ale do czasu...


    Część radnych w sprawie sprzedaży dobra gminnego dopatrzyła się nieprawidłowości ze strony wójta. Uznali, że nie dotrzymał danego im na jednaj z sesji przyrzeczenia, co do proponowanej ceny zbycia gruntu. Mówiąc najogólniej - sprzedał dobro gminne za tanio, czym naraził na straty lokalny budżet. Czyn ten uznano na wykroczenie, nadające się do podania do prokuratury. W końcu sierpnia br. za pośrednictwem Prokuratury Rejonowej Brodnicy do Komendy Powiatowej Policji na wniosek radnych popartych przez przewodniczącego rady Jana Choszczewskiego wpłynęło pismo o możliwości popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez wójta gminy Zbiczno.


    3 października zainteresowani otrzymali odpowiedź na piśmie z policji. Ta, po rozpatrzeniu sprawy i rozpoznaniu zawiadomienia, odmówiła wszczęcia śledztwa "z uwagi na brak znamion czynu zabronionego". Jednak każdemu zainteresowanemu daną sprawą przysługuje wniesienie zażalenia od postanowienia w terminie 7 dni.


    Siedmioosobowa grupa radnych ze Zbiczna, nie zgadzając się z postanowieniem brodnickiej policji, postanowiła je oprotestować i złożyć odwołanie na odmowę wszczęcia śledztwa do Prokuratury Okręgowej w Toruniu. Takie sprawy najlepiej prowadzić, kiedy powoła się konkretnego, urzędowo upoważnionego pełnomocnika. I temu, między innymi miała służyć nadzwyczajna sesja rady gminy, która z powodu zbyt małej ilości przybyłych radnych i zamkniętych drzwi urzędu nie doszła do skutku.


    A jak cały problem widzi postrzegany przez część rady główny winowajca?


    - Od lat praca z tutejszą radą układa się źle. Rozmaite zatargi są na porządku dziennym. Komisje pracują nieprawidłowo, nie mają konkretnych planów, rzadko się spotykają. Sprawa zbycia nieruchomości gminnych i ich rzekomych błędów niespodziewanie ożyła po wielu miesiącach. Nie mam sobie niczego do zarzucenia. Jestem człowiekiem


    wynajętym


    do pracy i staram się ja wykonywać dobrze. Wiem, że niektórzy radni mnie nie lubią, bo czasami jak potrzeba bywam trudny w kontaktach z nimi. Na sesję nadzwyczajną nie przybyłem, ponieważ została zwołana przez radnego, który nie miał do tego uprawnień. Przewodniczący rady też się nie zjawił, bo jest chory i był u lekarza. Uważam, że zachowanie części rady jest tragikomiczne i nie widać w nim żadnej logiki - mówi wójt Rakowski.


    A radni, posądzani o brak logicznego postępowania tę samą dedykację posyłają pod adresem wójta. Chcą aby oficjalnie i publicznie przyznał się do, ich zdaniem, złych posunięć (jak niefortunna sprzedaż atrakcyjnych działek).


    Każdy konflikt ma to do siebie, że zwaśnione strony chcą przeforsować swoje racje. A jaka jest prawda? O tym zadecydują mieszkańcy w wyborach samorządowych.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    1 3 4 5 ... 20 »