Wieczni tułacze

    tekst i fot. Liliana Sobieska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Marzena Falkiewicz: Jak brak pieniędzy, to w  sklepie na kreskę nie chcą dawać.  Chcielibyśmy się stąd wyprowadzić, głównie dla  dobra dzieci...

    Marzena Falkiewicz: Jak brak pieniędzy, to w sklepie na kreskę nie chcą dawać. Chcielibyśmy się stąd wyprowadzić, głównie dla dobra dzieci...

    Sto osiemdziesiąt złotych na głowę na miesiąc. Pokój z kuchnią do dyspozycji dla ośmiu osób - też nietęgo. Niepewność losu i dnia jutrzejszego dopełnia obrazu rodziny. Nie ma powodów do radości, a bywa że i żyć się nie chce...
    Marzena Falkiewicz: Jak brak pieniędzy, to w  sklepie na kreskę nie chcą dawać.  Chcielibyśmy się stąd wyprowadzić, głównie dla  dobra dzieci...

    Marzena Falkiewicz: Jak brak pieniędzy, to w sklepie na kreskę nie chcą dawać. Chcielibyśmy się stąd wyprowadzić, głównie dla dobra dzieci...

    Na skraju wsi Chlebowo w gminie Świedziebnia, tuż za starym przydrożnym krzyżem stoi dom. Niby zwyczajny, dość obskurny. Na podwórku stadko gęsi i dużo linek, na których schnie imponująca ilość prania. Znak to, że mieszka tutaj liczna rodzina. Na progu domu, pośród gromady małych kociąt, wita drobna, czarnowłosa, trochę zakłopotana gospodyni. Od wejścia zaprasza do środka, na kawę. Wnętrze domu, choć wysprzątane i jako tako umeblowane


    zdradza niedostatek.


    Na wersalce siedzi gospodarz i obiera sporą ilość ziemniaków. Na kuchennym stole półmisek z górą równo poukładanych, cieniutko rozbitych kotletów na obiad dla ośmioosobowej rodziny. Z pozoru normalne domowe zajęcia, tylko rodzice jacyś zmęczeni i smutni.


    Marzenie i Józefowi Falkiewiczom tak się życie poukładało, że nie mają własnego domu. Razem z gromadą dzieci od lat mieszkają w wynajmowanych budynkach. Do niedawna byli mieszkańcami Zasadek. Tam zajmowali dom z dwoma pokojami i kuchnią, którego właściciel na stałe przebywa w Podgórzu. Ponieważ rodzina Falkiewiczów jest biedna, urząd gminy w Świedziebni czynsz za dom płacił za nich. Właścicielowi od jakiegoś czasu wydał się za mały, więc wymówił w trybie natychmiastowym mieszkanie lokatorom. Bez zbędnego uprzedzania wystawił na zewnątrz skromny dobytek i kazał szukać innego miejsca.


    - Byłam załamana, bo gdzie szybko dla nas wszystkich znaleźć nowe miejsce? Poszłam do gminy z prośbą o znalezienie dla nas jakiegoś mieszkania. Sekretarz Zalewski powiedział, że nie mamy co na urząd liczyć, tylko samemu się starać. A jak się starać, kiedy mąż jest po operacji, ciężko chory a ja z szóstką dzieciaków zapracowana po uszy? No, wreszcie znaleźli dom w Chlebowie, okropnie zaniedbany. Powiedzieli, że mamy to brać i na nic innego nie liczyć. Co miałam robić? Przecież na dworze nie będziemy spali. I tak mieszkamy tutaj od ponad miesiąca - opowiada Marzena Falkiewicz.


    Warunki mieszkaniowe są bardzo złe. Dom od lat żadnego remontu nie widział. Sufit


    podbity starą dyktą,


    podłoga w pokoju w kilku miejscach się zarywa. Okna pojedyncze, nieszczelne. Na wilgotnych ścianach grzyb. W domu nie ma wody. Na podwórku jest stara, od lat nieczyszczona studnia. Jak się tutaj Falkiewiczowie sprowadzili mieszkały myszy i rozmaite robactwo. A przy tak licznej rodzinie dostępność do wody jest szczególnie pożądana.


    - Ze spaniem mamy duży kłopot. Mąż jest chory, to śpi na wersalce w kuchni sam. A ja z dziećmi w pokoju rozkładamy na noc na podłodze materace, gąbkę i tak śpimy pokotem. Inaczej się nie da - kontynuuje zdenerwowana pani Marzena.


    Falkiewiczowie mają sześcioro dzieci. Najstarszy, dziewiętnastolatek dorywczo pracuje u miejscowego ogrodnika. Rok młodszy syn jest niepełnosprawny fizycznie i umysłowo. Niedawno skończył osiemnaście lat, więc będą się starać o rentę dla niego. Najmłodsze dzieci uczą się w podstawówce. Rodzina jest pod opieką Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Świedziebni.


    - Jak się do Chlebowa sprowadziliśmy kupili nam dwa piecyki metalowe do ogrzewania kuchni i pokoju i gumolit. Opał na zimę już byśmy musieli sobie załatwić sami. Ale skąd na to wszystko nastarczyć pieniędzy? Mąż ma bardzo niską rentę, trochę mamy z zasiłków i zapomóg z gminy. Najstarszy syn ciężko pracuje u ogrodnika i dokłada się do życia. Ale jak zebrać te całe nasze dochody, to na osiem osób wypada po sto osiemdziesiąt złotych miesięcznie. Źle się w tym miejscu czujemy, nikogo nie znamy. Jak brak pieniędzy, to w sklepie na kreskę nie chcą dawać. Chcielibyśmy jak najszybciej się stąd wyprowadzić, a głównie dla dobra dzieci i ich wygody - żali się gospodyni, a potakuje jej mąż.


    Taka optymistyczna wizja od paru dni rysuje się na horyzoncie. Z pomocą pewnej życzliwej osoby Falkiewiczowie wypatrzyli dom w Zasadach. Porządny, z wodą i centralnym. Właścicielka na stałe mieszka w mieście, ale jest chętna do wynajęcia. Na początku chciała 400 złotych za czynsz, ostatecznie jest skłonna wynająć za 300. Byłaby to wymarzona odmiana losu dla tej wielodzietnej rodziny. Jest tylko zasadniczy problem -


    skąd wziąć


    te trzysta złotych miesięcznie na mieszkanie?


    - Falkiewiczowie są naszymi stałymi podopiecznymi. Otrzymują regularną pomoc. Uważam, że mają postawę dość roszczeniową wobec urzędu, choć ich sytuacja finansowa wcale nie należy do najgorszych. Wiemy o tym, że szukają nowego domu w innej wsi. Jeśli dogadają się z właścicielem i tam zamieszkają, mogą zgłosić się do nas, do opieki społecznej z wnioskiem i przyznanie dodatku mieszkaniowego - deklaruje Jadwiga Borkowska z GOPS w Świedziebni.


    Żyjemy w czasach, w których często trzeba przez życie przepychać się łokciami. Nie wszyscy tak potrafią.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    1 3 4 5 ... 20 »