JADWIGA ALEKSANDROWICZ

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    - Zakryłem przerębel snopkiem, to wydra zrobiła dziurę obok i tędy wybiera ryby - pokazuje Henryk Niemczyk

    - Zakryłem przerębel snopkiem, to wydra zrobiła dziurę obok i tędy wybiera ryby - pokazuje Henryk Niemczyk

    Właściciele stawów są załamani: w tym roku wydry wytrzebiły ryby. W niektórych stawach do zera. Wydry tknąć nie można, a odszkodowań nie ma.
    - Zakryłem przerębel snopkiem, to wydra zrobiła dziurę obok i tędy wybiera ryby - pokazuje Henryk Niemczyk

    - Zakryłem przerębel snopkiem, to wydra zrobiła dziurę obok i tędy wybiera ryby - pokazuje Henryk Niemczyk

    - Takiego roku jeszcze nie było. Mam staw od dwudziestu lat, systematycznie zarybiam, Cieszyłem się z wielkich karpi i potężnych amurów. Ale chyba staw mam pusty - mówi Adam Potęga ze Straszewa. - Już na święta nie mogłem niczego wyciągnąć z przerębla. Podejrzewałem, że kłusownicy wybrali mi ryby.

    Dopiero gdy rolnik zobaczył wielkiego trzykilogramowego amura na lodzie z obciętym łbem i objedzonym tułowiem, a dokoła charakterystyczne ślady łap z błonami, nie miał wątpliwości: do stawów dobrała się wydra.

    - I to nie jedna, ale dwie, trzy rodziny, tak dużo jest łap na śniegu. I pełno krwawych śladów - dopowiada Henryk Niemczyk i prowadzi nad swój staw, 60 na 20 metrów. Na skutej lodem tafli kostki sprasowanej słomy: - Przykryłem przeręble słomą, ale wydry wyrąbały dziurę obok - pokazuje otwór w lodzie kilkunastocentymetrowej grubości. - Cwane są. Leżą na plecach, ciepłem rozpuszczają trochę lód, a potem wydrapują łapami - mówi gospodarz. - Tysiąc sześćset złotych wydałem na narybek, a ryb w stawie nie znajdę. Codziennie widzę tylko łuski, nowe nory i ślady krwi. Ślady prowadzą do pobliskiego rowu. Zdaniem Henryka Niemczyka, właśnie rowami wydry wędrują po całej okolicy. Od stawu, do stawu. - Sąsiadowi, Henrykowi Lipowskiemu, wyjadły ryby do zera - mówi Henryk Niemczyk. Podaje przykład hodowcy ze Siniarzewa i paru innych "ofiar" wydrzej bezczelności.

    - Telefonowałem do wydziału ochrony środowiska w Urzędzie Wojewódzkim pytałem co mam robić. Urzędnik, którego nazwiska nie zapamiętałem, powiedział że mogę je jedynie straszyć, bo to zwierzę pod ochroną - denerwuje się Niemczyk. - Nie mam nic przeciw ochronie zwierząt, ale nie można chronić ewidentnych szkodników. Przecież one grasują w całej okolicy. Wybierają nie tylko ryby, sąsiadowi wyniosły kury, co do jednej.

    Ani Potęga, ani Niemczyk żywej wydry nie widzieli, ale sporo o niej wiedzą. Z Internetu. Choćby to, że zwierzę uaktywnia się nocą, jest zwinne, szybkie i może osiągnąć nawet 1,3 metra długości. Potęga myślał o ogrodzeniu stawu siatką. - Wydra i tak robi podkop i wlezie do wody. Szkoda pieniędzy - macha ręką Niemczyk. Uważa, że ktoś powinien się tym problemem zająć. Bo właściciele stawów pójdą z torbami. - Kupujemy narybek i karmę dla ryb, i nic z tego nie mamy - denerwuje się Niemczyk. Nie on jeden. Na sesji rady Gminy w Konecku także inni radni-rolnicy apelowali do wójta, by pomógł im problem łakomych zwierząt rozwiązać. Niestety, prawo jest po stronie wydry. Wydra to zwierzę chronione, a państwo nie przewiduje odszkodowań za poczynione przez nią szkody.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Dzieciaki gotują na Święta

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    1 3 4 5 ... 10 »