EWA SKIBIŃSKA

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Od pół roku dwie rodziny z Ciechocinka toczą pisemne boje z ratuszem o dowóz do szkoły niepełnosprawnych córek. - Kwoty, które proponuje miasto za nasz prywatny dowóz samochodem pokrywają zaledwie niewielką część kosztów - skarżą się rodzice. - To są kwoty wynikające z ustawy - twierdzi burmistrz.
    Jednocześnie władze Ciechocinka przyznają, że nie są w stanie zapewnić dowozu we własnym zakresie. - I to jest miasto przyjazne niepełnosprawnym? - pytają rozgoryczone matki Agnieszka Rams i Katarzyna Bylicka.

    Zaczęło się od złożonych w sierpniu ub.r. podań do burmistrza Ciechocinka o zwrot kosztów dowozu dzieci do szkół. Córka państwa Rams chodzi od września do Zespołu Szkół Specjalnych nr 26 w Toruniu, a córka pani Katarzyny Bylickiej - do szkoły w Owińskach koło Poznania. Obie dziewczynki posiadają orzeczenia kwalifikujące je do tych szkół przez psychologów oraz wymagane skierowania od starosty.

    Burmistrz Leszek Dzierżewicz zaproponował obu rodzinom zawarcie umów cywilno-prawnych. Za cały miesiąc w obu przypadkach wyszło po 280 złotych za dowóz dzieci przez rodziców ich własnym samochodem. - Tylko, że koszty zostały wyliczone nie na podstawie faktycznie poniesionych wydatków, lecz po uwzględnieniu cen biletów komunikacji publicznej. Tymczasem na dowozy córki wydajemy miesięcznie prawie osiemset złotych. Mąż cztery razy pokonuje tę samą trasę, bo musi wrócić do pracy i po południu jechać po dziecko do Torunia - tłumaczy Agnieszka Rams. W przypadku dowozu drugiej dziewczynki jest to kwota 1200 zł miesięcznie - dziecko jest zawożone w poniedziałki i odbierane ze szkoły, w której jest internat - w czwartki.

    Obie rodziny odwołały się od decyzji burmistrza do Samorządowego Kolegium Odwoławczego we Włocławku i wskazały, że w takiej sytuacji to miasto zgodnie z ustawą jest zobowiązane do zapewnienia ich dzieciom bezpłatnego transportu i opieki w czasie przewozu do szkoły.

    - Decyzję burmistrza dostaliśmy dopiero pod koniec listopada. Teraz drugi miesiąc czekamy na odpowiedź z SKO. Żeby móc zawozić dziecko do szkoły do Torunia, zaciągnęliśmy jesienią kredyt, który właśnie się skończył. W tej chwili nie mamy już za co - przyznaje Agnieszka Rams. Podobnie jest z córką pani Bylickiej. - Opieszałość urzędników jest porażająca. Niedługo koniec roku szkolnego, którego moja córka może nie zaliczyć, bo nie stać mnie na dalsze zawożenie jej do szkoły, a burmistrz w piśmie stwierdził, że gmina nie jest w stanie zapewnić dojazdu - mówi Katarzyna Bylicka.

    Państwo Rams zwrócili się w swojej sprawie do rzecznika praw dziecka, a ten do Ministerstwa Edukacji i Nauki. Odpowiedź jest jasna: "niezawarcie umowy dotyczącej zwrotu kosztów dowozu (...), skutkuje dla gminy koniecznością zapewnienia bezpłatnego transportu i opieki (...)". Jednocześnie rzecznik wskazał, że przy zawieraniu umów z rodzicami możliwe są uzgodnienia między stronami.

    Burmistrz Dzierżewicz twierdzi: - Radca prawny urzędu uznał, że zgodnie z ustawą o systemie oświaty wolno nam zapłacić jak za przejazdy środkami komunikacji publicznej. Ale poczekajmy na rozstrzygnięcie SKO.

    Dla przykładu - w gminie wiejskiej Aleksandrów podpisano kilka umów z rodzicami dowożącymi niepełnosprawne dzieci do szkół i jest zwrot kosztów za bilety PKS, PKP, a także zwrot realnych kosztów za przejazd samochodem.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Gminy w Kujawsko-Pomorskiem

    1 3 4 5 ... 9 »