W 2011 roku Maria Teresa Rivera poroniła we własnej łazience. Choć dowody wskazywały, że nie dokonała aborcji, sąd skazał ją na 40 lat więzienia, zarzucając zabójstwo. Po 4 latach spędzonych w salwadorskim więzieniu, pod wpływem nacisków adwokatów i Amnesty International, została zwolniona. Pod koniec marca otrzymała azyl polityczny w Szwecji. Jest to pierwsza w historii sytuacja, w której azyl przyznano osobie prześladowanej za domniemane dokonania aborcji.

Salwador jest jednym z niewielu państw mających wyjątkowo restrykcyjne prawo antyaborcyjne. Od 1997 roku przerwanie ciąży jest tu absolutnie zakazane, nawet w sytuacji gwałtu, stosunku kazirodczego czy zagrożenia życia matki.

Również kobiety, które poroniły, zamiast do szpitala, który powinien zapewnić im fachową opiekę medyczną i psychologiczne wsparcie, mogą trafić wprost do więzienia. Tak było w przypadku Marii Teresy Rivery.

Nieprzytomną 28-latkę, leżącą w kałuży krwi, znalazła teściowa. Maria została zawieziona do publicznego szpitala, jej stan był bardzo ciężki. Gdy odzyskała przytomność, dowiedziała się, że jest oskarżona o celowe wywołanie aborcji i wprost z łóżka szpitalnego została wysłana do więzienia.

40 lat za niewinność

Jej proces był pokazowy. Pomimo dowodów, że poronienie było tragicznym lecz naturalnym przypadkiem i doszło do niego w sposób zupełnie niezależny od Marii Teresy, sąd skazał ją na 40 lat więzienia, zarzucając zabójstwo kwalifikowane. Był to najwyższy wyrok w sprawie związanej z domniemanym dokonaniem aborcji.

Maria Teresa Rivera trafiła do przepełnionego więzienia w Ilopango, w którym przeżyła koszmar. Była szykanowana zarówno przez strażników, jak i współwięźniarki. Bito ją, torturowano i nazywano "pożeraczką dzieci", mimo że nie zrobiła niczego złego.

Długie czekanie na sprawiedliwość

Sprawę Rivery nagłośniły media na całym świecie. Dzięki temu w jej sprawie interweniowały liczne organizacje międzynarodowe, w tym Amnesty International. Pod ich naciskiem sąd wyższej instancji postanowił wziąć pod uwagę apelację i wznowić proces. Jednak kolejne opóźnienia w terminach rozpraw sprawiały, że Maria Teresa na kolejny wyrok musiała czekać w więzieniu aż 4 lata.

20 maja 2016 roku sąd orzekł, że poprzedni proces był pełen błędów i nie przedstawiono żadnych dowodów na to, by kobieta dopuściła się celowej aborcji. Maria Teresa Rivera została uniewinniona.

"To zwycięstwo praw człowieka" – podsumował wyrok przedstawiciel Amnesty International. Jednak koszmar Marii Teresy Rivery wcale się nie skończył. W kraju, w którym aborcja jest tak stygmatyzowana, kobieta nie miała szans na powrót do normalnego życia. Jesienią 2016 roku Maria Teresa złożyła wniosek o azyl w Szwecji.

Precedensowy werdykt

Po rozpatrzeniu sprawy Szwedzka Agencja Migracyjna oświadczyła, że niesprawiedliwy wyrok, brutalne traktowanie w więzieniu i niebezpieczeństwo, na które byłaby narażona, gdyby wróciła do Salwadoru były „wystarczająco poważne, aby uznać je za prześladowanie”.

Pracownicy agencji zaznaczyli również, że "Nie ma żadnego powodu, aby przypuszczać, że traktowanie, które już raz przeżyła, nie powtórzy się". Maria Teresa Rivera i jej 11-letni syn otrzymali azyl. Jest pierwszą w historii kobietą, oskarżoną o rzekome dokonanie aborcji, której przyznano azyl polityczny.

Morena Herrera, prezeska Obywatelskiej Grupy na rzecz Depenalizacji Aborcji, zaznaczyła na konferencji prasowej, że decyzja ta stanowi precedens historyczny „nie tylko dla Salwadoru, ale i w skali świata. Ważne, żeby ludzie w Salwadorze znali historię Marii Teresy, a także żeby rząd Salwadoru słuchał wspólnoty międzynarodowej, aby tego typu zdarzenia się więcej nie powtórzyły”.

Absurdalne prawo

Maria Teresa Rivera zapowiedziała, że będzie angażować się w działania przeciwko absurdalnemu prawu w Salwadorze. Na konferencjach prasowych i spotkaniach krytykuje politykę antyaborcyjną swojego kraju i jej wpływ na życie mieszkanek Salwadoru, opowiadając o dziesiątkach kobiet, które trafiały do więzień i których zdrowie oraz życie jest wciąż zagrożone.

– Zwolnienie Marii Teresy jest kolejnym krokiem w stronę sprawiedliwości w kraju, w którym kobiety traktowane są jak obywatele drugiej kategorii – powiedziała Weronika Rokicka, koordynatorka kampanii w Amnesty International. – Maria nie powinna być zmuszona spędzić choćby sekundy za kratkami. Jej zwolnienie musi być motorem zmian w Salwadorze, gdzie dziesiątki kobiet skazywane są na więzienie przez absurdalne prawo antyaborcyjne, które nie robi nic prócz stawiania żyć tysięcy kobiet i dziewcząt w niebezpieczeństwie.

Zawyżone wyroki

Raporty Amnesty International podają, że w Salwadorze lekarzom, którzy pomogliby dokonać aborcji, grozi kara od 6 do 12 lat więzienia. Kobiety ryzykują 2-8 lat. Ale wyroki bywają dużo wyższe, ponieważ kobietom stawiane bywają zarzuty zabójstwa z premedytacją, za które grozi nawet 50 lat więzienia.

Więzienie za urodzenie wcześniaka

Do więzień trafiają również kobiety, które urodziły przedwcześnie. Tak było choćby w głośnej sprawie Mirny Ramirez. Kobieta zaczęła rodzić we własnej łazience, dwa miesiące przed terminem. Poród odebrał sąsiad, a ona została natychmiast aresztowana.

Choć dziecko przeżyo, Mirna została oskarżona o próbę morderstwa i skazana na 15 lat. Więzienie opuściła po 12 latach, tylko dzięki interwencji organizacji międzynarodowych broniących praw człowieka.


Zobacz także: