Do końca to nikt nic nie wie. I to jest niepokojące! - tak Henryka Bochniarz, szefowa Rady Dialogu Społecznego i Konfederacji Lewiatan, była minister przemysłu, mówi o dużej reformie administracji skarbowej, która za chwilę wchodzi w życie

1 marca, czyli już niebawem, służba celna, administracja podatkowa i kontrola skarbowa zostaną scentralizowane i przekształcone w Krajową Administrację Skarbową. Rząd chce mieć więcej informacji i skuteczniej ściągać podatki. Coś więcej dziś wiemy o KAS? Kto już powinien zacząć się bać?

Niestety, tak do końca to nikt nic nie wie. I to jest niepokojące, bo pierwszy marca jest za chwilę, a na przykład nie wiadomo, ilu urzędników skarbowych straci pracę, choć są ogólne deklaracje, że zwolnień nie będzie.

Deklaracje, deklaracjami, a już słychać, że umowy urzędników wygasną po trzech miesiącach od złożenia przez nich oświadczenia o odmowie przyjęcia innej propozycji zatrudnienia, co ma być równoznaczne ze zwolnieniem z pracy.

To może również sugerować, że nie wszystkim zostaną przedstawione nowe propozycje pracy, więc mogą ją stracić. Z jednej strony, centralizacja wydaje się sensowna. Ściąganie informacji z całego kraju daje szansę, by wyłapać tych, którzy korzystali z decentralizacji i kombinowali. Jednak to samo można osiągnąć dzięki dobrym systemom gwarantującym dostęp do informacji ze wszystkich urzędów podatkowych. Muszę się temu przyjrzeć po zmianach. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy KAS to skuteczna forma. Bo rozumiem, że chodzi przede wszystkim o wyłapywanie oszustów, uderzenie w przestępców, a nie w uczciwych przedsiębiorców.

Marek Goliszewski: - Polacy wybierają emigrację nie tylko dla pieniędzy

Przestępców nie brakuje. Od lat kombinują między innymi wyłudzając podatek VAT.

Z VAT-em mamy poważny problem i o tym powszechnie wiadomo. Najwięcej oszustw dotyczy paliw, alkoholi i papierosów. Cały problem tkwi w tym, że przestępcy dotąd okazywali się większą skutecznością niż organy kontrolne. Cierpieli na tym uczciwi przedsiębiorcy. Jeżeli bowiem ktoś płaci podatek zgodnie z przepisami, a inny go unika, to znaczy, że ten drugi ma koszty niższe o 23 procent.

Jednak otrzymujemy teraz wiele sygnałów od małych i średnich firm, że mają one ogromne kłopoty z odzyskaniem podatku VAT z urzędów skarbowych. Gdy kończy się jedna kontrola, od razu jest żądanie okazania następnych dokumentów i wtedy ona przedłuża się. Pojawia się więc obawa, czy nowe regulacje będą służyły uczciwym przedsiębiorcom, czy wzrośnie liczba kontroli, a najwyższą cenę zapłacą ci najuczciwsi. Nie ustawiam się radykalnie przeciw ustawie o Krajowej Administracji Skarbowej. Natomiast mam dylemat, czy będzie służyła walce z oszustami, czy dręczyła zwykłe firmy.

Przecież rząd obiecał przedsiębiorcom ułatwienia. Wicepremier Mateusz Morawiecki zaproponował im m.in. "Konstytucję biznesu".

Obietnice, że będą przepisy, które służą firmom - słyszałam już od każdego rządu - od początku aktywnie uczestniczę w procesie transformacji. Pamiętam choćby ustawę rządu premiera Jerzego Hausnera o swobodzie działalności gospodarczej. Była świetnie przygotowana! I co z tego, gdy później okazało się, że zapowiedzi w zetknięciu z prozą życia pozostały tylko na papierze. Zakazano, np. jednoczesnego prowadzenia u przedsiębiorcy więcej niż jednej kontroli. W praktyce, instytucja po instytucji, wpisywały siebie jako specjalnie uprawnione, więc mogły wchodzić do firmy w każdym momencie i o dowolnym czasie.

Oczywiście, chciałabym, by to, co obiecuje wicepremier Morawiecki, zostało zrealizowane. Jednak, ponieważ miałam okazję obserwować wcześniejsze zmiany, jak sławne "Jedno okienko", "Pakiet Palikota", "Pakiet Pawlaka" i "Pakiet Piechocińskiego" - to wiem, że nic z tego nie wyszło. Każdy minister gospodarki miał swój pakiet, a teraz będzie "Konstytucja biznesu". Mamy Konstytucję RP, która mówi, że jesteśmy równi wobec prawa i dopóki nie udowodni się nam winy, pozostajemy niewinni. Dokładnie to samo jest w "Konstytucji biznesu", a przecież wiadomo, jak przestrzeganie tych praw wygląda w praktyce, szczególnie w przypadku firm. Fatalnie! Dlatego trudno się dziwić, że patrzę na propozycje rządu z dystansem. Jednak ich nie przekreślam.

Czego przedsiębiorcy oczekują od rządu?

Nie oczekujemy czerwonych dywanów, a żeby świat wokół nas był w miarę przewidywalny. Bo, gdy człowiek siada i pisze biznesplan nie robi tego na sześć miesięcy. Dziś jest tak, że coś się nam obiecuje, ale nie wiadomo co. Duże korporacje, które mają pieniądze, prawników, audytorów, radzą sobie ze zmianami.

Jednak mały przedsiębiorca będący jednocześnie zaopatrzeniowcem, marketingowcem i nie wiadomo kim jeszcze, nie ma czasu na czytanie przepisów. 99, a nawet 100 proc. firm codziennie popełnia jakieś przestępstwo, bo nie nadążają za kolejnymi uchwałami. Gdy zaś im się to jakimś cudem uda, pojawiają się różne interpretacje. Urząd Skarbowy w Bydgoszczy mówi co innego niż w Toruniu. Od 1 marca będzie KAS i nie wiadomo, co nas w związku z tym czeka. Tak jest z każdym nowym przepisem! Wszystko jest wprowadzane szybko i bez konsultacji. Ile razy przechodziliśmy w Radzie Dialogu Społecznego przez awantury, gdy zamiast ścieżki rządowej była poselska, która zwalnia z konsultacji. Jakby one były po to, by komuś zaszkodzić, a nie pomóc. Fakt, przedłużają czas, ale warto dyskutować, czy zmiany są słuszne niż wprowadzać złe, by je za chwilę nowelizować. To nie jest tak, że pracodawcy czy związkowcy z RDS źle życzą autorom projektów ustaw. Chcemy tylko, by były one jak najlepsze.

Podczas ostatniej Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w Bydgoszczy (17 stycznia) roz mawiali państwo nie tylko o zmianach w administracji skarbowej, a też o funduszach unijnych i ich zagospodarowaniu. Jak to wygląda w przypadku naszego Regionalnego Programu Operacyjnego? Aż 381 mln euro ma trafić z nowego RPO na wsparcie rozwoju naszych firm, głównie na innowacje.

Szczerze? Źle to u was wygląda. Nie przekonują mnie argumenty, że winna jest późno przyjęta ustawa o zamówieniach publicznych, bo przecież w całym kraju obowiązywał jeden termin. Dlaczego więc gdzie indziej udało się zagospodarować 17 proc. pieniędzy, a w Kujawsko-Pomorskiem niecałe 4 proc.? Tu jest w tej chwili dużo roboty do wykonania przez samorząd i jak najszybciej trzeba się na nią pochylić. Inaczej może być problem z wykorzystaniem dotacji. Nasze relacje z UE nie są najlepsze i należy liczyć się, że Bruksela ma dziesiątki sposobów, by zinterpretować przepisy na niekorzyść Polski.

Oczywiście, można sporo pieniędzy przekazać do Kujawsko-Pomorskiego Funduszu Pożyczkowego i od razu wykorzystanie dotacji skoczy do kilkunastu procent. Jednak, czy jest on na tyle zorganizowany, chodzi o relacje z przedsiębiorcami i naukowcami, że będzie w stanie szybko zagospodarować projekty? Czy nie skończy się na powstaniu kolejnej instytucji finansowej, która tylko "siedzi na pieniądzach"? Cel jest poważny, to zwiększenie innowacyjności, promocja gospodarki i współpraca biznesu z uczelniami. Nie chodzi więc o to, by wydać pieniądze na cokolwiek, żeby tylko nie przepadły. Ale mówię, trzeba postarać się, by szczytne cele nie zostały tylko na papierze. Pamiętajmy również, że to jest ostatnia perspektywa i szans na takie pieniądze już nie będzie. Wiem, będzie trudno doprowadzić, by współpraca biznesu z nauką przestała być jedynie formalna - za nami są długie lata zaniedbań pod tym względem. Jednak wiara, że skoro są na to pieniądze, to się nagle samo zmieni, jest nadmiernym optymizmem.