Przemysłowa specyfika Kujaw sprawia, że w regionie występuje bardzo duże zapotrzebowanie na osoby z technicznym, zawodowym wykształceniem. Przy obecnym deficycie pracowników na rynku, w wąsko specjalistycznych, niszowych profesjach technik zarobić może więcej, niż manager w średniej wielkości firmie.

Rzadko spotykane umiejętności dyktują warunki
Bydgoszcz, Toruń czy Grudziądz różni oczywiście skala biznesu, ale jego specyfika jest bardzo zbliżona. Całe Kujawy charakteryzuje rozszerzony sektor produkcyjny, jest to duże zagłębie firm przemysłowych. Kluczowe gałęzie to obróbka metali, tworzywa sztuczne, włókiennictwo i poligrafia. To firmy z tych właśnie sektorów mają dzisiaj największe problemy ze znalezieniem pracowników.

- W samej Bydgoszczy jest kilkadziesiąt firm z sektora przemysłu, które poszukują wykwalifikowanych pracowników w zakresie obsługi obrabiarek CNC – wyjaśnia Marta Kliszczak-Jezior, kierownik regionu w Grupie Progres, firmie działającej w branży usług HR. - Jedna z grudziądzkich firm od ręki zatrudni 50 szwaczek. W regionie poszukiwani są również drukarze do obsługi specjalistycznych maszyn, a także ślusarze i spawacze.

Przeczytaj koniecznie: Pracownicy tych branż w Kujawsko-Pomorskiem są poszukiwani [potrzeby według miast i powiatów]

Najtrudniej jest znaleźć osoby na niszowe, specjalistyczne stanowiska wymagające unikatowych umiejętności. A to na tych stanowiskach może też dzisiaj nieźle zarobić.

- Co ciekawe, na wąsko specjalistycznym stanowisku osoba z technicznym wykształceniem zarobić może więcej niż manager w średniej wielkości firmie - dodaje pani Marta. - Ten, kto ma niszowe umiejętności dyktuje dzisiaj warunki.

Trudności z obsadzaniem stanowisk przez kadrę z lokalnego rynku powodują, że firmy coraz częściej sięgają po pracowników ze Wschodu, głównie z Ukrainy. Problem polega na tym, że to najczęściej chwilowe rozwiązanie ich problemu. Nie ma bowiem pewności czy cudzoziemiec w którego zainwestowaliśmy nie zechce za jakiś czas wrócić do ojczyzny, albo wyjechać dalej na Zachód. Bardziej efektywna wydaje się reaktywacja szkolnictwa zawodowego, które niestety zostało w Polsce zmarginalizowane.

Zamiast szukać lepiej kształcić
Duże podmioty próbują „wchodzić” do zawodówek i uruchamiać dedykowane ich specyfice kierunki. Problem polega na tym, że zainteresowanie samymi zawodówkami jest dzisiaj bardzo słabe, tym samym proces zwrotu z takiej inwestycji niepewny.

- Szkoły techniczne, dające konkretny zawód nie wiedzieć dlaczego stały się passe - mówi Kliszczak-Jezior. - A przecież lepiej być wybitnym specjalistą i realizować się w pracy, niż przeciętnym magistrem czy inżynierem, który nigdy nie wybije się w swojej profesji o ile w ogóle będzie pracował w wyuczonym zawodzie. Do tego potrzeba zmiany mentalności i odczarowania zawodówek, a ogromna w tym rola biznesu.

To firmy z sektora przemysłu, którym najbardziej zależy na pracownikach, we współpracy ze szkołami i instytucjami otoczenia biznesu muszą podjąć stosowne kroki promujące szkolnictwo zawodowe.

16 marca odbędzie się w Bydgoszczy konferencja "Kurs na HR", której organizatorem jest Grupa Progres, firma działająca w branży HR. Jest to cykliczne wydarzenie stwarzające pole dyskusji dla różnych interesariuszy rynku pracy. Kolejna, bydgoska edycja będzie okazją do poruszenia najbardziej istotnych dla lokalnego rynku pracy problemów, a jednym z nich będzie właśnie szkolnictwo zawodowe. Uczestnictwo w tym wydarzeniu jest bezpłatne, a informacje o zapisach pojawią się wkrótce.