Absurd! Taki zakup wiązałby się też z koniecznością wyliczania, ile każdy pracownik zjadł jabłek.

- Wyobraźcie sobie: przychodzicie do pracy a tam czekają na was bezpłatne owoce albo jogurty.  Tylko polskie! Jednak na razie to tylko pomysł.

ZOBACZ TEŻ: Jedz jabłka i zrób z nimi racuchy. Sprawdź nasz przepis [zdjęcia]

Autorem pomysłu jest Ryszard Florek, szef FAKRO (ta małopolska firma jest wiceliderem na światowym rynku okien dachowych). Na wieść o rosyjskim embargu postanowił on wesprzeć polskich sadowników i kupić jabłka dla pracowników.

- Ale mój dyrektor zauważył, że taki zakup wiązałby się z koniecznością wyliczania, ile każdy pracownik zjadł jabłek - mówi Ryszard Florek. - Wartość tych owoców trzeba by doliczyć do wynagrodzenia pracowników i odprowadzać składki ZUS i podatek dochodowy.

Napisał do ministerstwa

Dlatego Florek (założyciel Fundacji "Pomyśl o przyszłości", której celem jest promowanie rozwoju gospodarczego) napisał w tej sprawie do Jerzego Witolda Pietrewicza, wiceministra gospodarki.

Zaproponował proste rozwiązanie: " wprowadzenie takich przepisów, które umożliwią zaliczanie kosztów zakupu jabłek do kosztów podatkowych firmy i nieuwzględnianie tego jako przychód pracownika".

- To bardzo dobry pomysł - uważa Piotr Grochowalski, sadownik z miejscowości Zduny (pow. brodnicki). - Mógłby pomóc polskim rolnikom.

Grochowalski należy do grupy producenckiej, która zimą wysyłała owoce na Wschód i niebawem też może odczuć skutki rosyjskiego embarga.

Wódka odpada, jogurt nie

Rypińska mleczarnia ROTR już te skutki odczuwa. - Właśnie tłumaczymy rolnikom, dlaczego spadają ceny surowca - mówi Mariusz Trojakowski, prezes tejże spółdzielni. - Pomysł Ryszarda Florka bardzo mi się podoba, ale polski nabiał albo wódka też nie jadą do Rosji. Dlatego proponuje, by oprócz jabłek można było darować pracownikom także inne produkty.

- Wódka w pracy odpada, ale jogurty byłyby mile widziane - uważa Trojakowski.

W gąszczu przepisów

- Jogurty czy kefiry? Czemu nie! - dodaje Ryszard Florek. - Sytuacja jest wyjątkowa, a nabiał jest tak samo zdrowy jak jabłka.

  - Propozycja prezesa Florka uświadamia nam, jak bardzo absurdalny jest nasz system podatkowy - mówi Andrzej Sadowski, ekonomista z Centrum im. Adama Smitha.

- Jeśli pracodawca poczęstuje swoich pracowników jabłkami np. w ramach spotkania czy imprezy integracyjnej, nie będą oni musieli płacić podatku - wyjaśnia Maciej Cichański, rzecznik Izby Skarbowej w Bydgoszczy.

CZYTAJ TEŻ: Przyślij zdjęcie z wakacji na wsi i wygraj nagrody [konkurs]

- Warunkiem jest brak możliwości przypisania konkretnemu pracownikowi przychodów z tytułu otrzymanego świadczenia. W przeciwnym razie trzeba takie przychody opodatkować. - Politycy ten system od lat psują i komplikują jeszcze bardziej - dodaje Andrzej Sadowski.

- Czas to naprawić! - Chętnie zdecydowałbym się na zakup jabłek dla pracowników, gdyby nie wiązałoby się to z dodatkową biurokracją i gdybym wiedział, że owoce się nie zmarnują - mówi Mirosław Ślachciak, prezes Pracodawców Pomorza i Kujaw. - Pomysł Ryszarda Florka jest dobry, bo pokazuje, że ogranicza nas gąszcz przepisów. Nie chcę jednak, by zakłady pracy zajmowały się dystrybucją towarów, których nie można sprzedać. Czasy, gdy firmy wydawały ziemniaki albo cebulę już minęły.

List Ryszarda Florka dotarł do wiceministra gospodarki 18 sierpnia. - Analizuje go - usłyszeliśmy w Departamencie Komunikacji Społecznej tegoż resortu. I jest problem, bo temat wkracza w kompetencje resortu finansów.

- Z powodu szkodliwych przepisów dla naszej gospodarki rocznie tracimy ok. 70 miliardów złotych! - mówi Sadowski. - To znacznie więcej niż z powodu rosyjskiego embarga.