Rozmowa z Jarosławem Kalinowskim, posłem do Parlamentu Europejskiego, byłym wicepremierem i ministrem rolnictwa o przyszłości rolników w UE.

Niedawno Komisja Europejska opublikowała dokument na temat przyszłego finansowania UE (Reflection paper on the future of the EU finances). Jak pan go ocenia?

Przygotowany w Komisji Europejskiej dokument, o który pani pyta, nie ma mocy prawnej, jest elementem toczącej się od kilku miesięcy debaty na temat przyszłości Unii Europejskiej. Prezentuje możliwości i warianty reform, ma służyć refleksji.

Jednak już teraz wiemy, że nikt, żaden z członków Unii, nie będzie w pełni zadowolony z nowej perspektywy budżetowej.

Nie ma jednak wątpliwości, że finansowanie Unii Europejskiej musi zostać zmodyfikowane, chociażby ze względu na Brexit - środków w budżecie unijnym będzie mniej. Myślę, że na ocenę przyjdzie czas, gdy Komisja Europejska przedstawi konkretne propozycje zmian, część z nich zapewne będzie zbieżna z pomysłami zaprezentowanymi w rzeczonym dokumencie.

Szykują się duże zmiany w finansowaniu. Środki ze Wspólnej Polityki Rolnej mogą zostać przesunięte np. na zarządzanie migracjami, bezpieczeństwo w UE?

We wspomnianym dokumencie, który opublikowała Komisja Europejska, postuluje się przesunięcie jakiejś części środków z tradycyjnych polityk wspólnotowych na rzecz tzw. nowych wyzwań, czyli bezpieczeństwa, zarządzania migracjami. Jest bardzo prawdopodobne, że propozycje takich rozwiązań znajdą się w propozycjach legislacyjnych Komisji.

Przeczytaj też: Młodzi rolnicy. Pracują po swojemu, ziemię kochają po staremu

Walka o wielkość finansowania polityki rolnej, czy polityki spójności będzie trudniejsza niż przed 2014 rokiem. Pozycja negocjacyjna Polski, ze względu na coraz większy konflikt na osi Polska - Komisja Europejska, będzie coraz słabsza. Realne staje się pytanie czy utrzymamy pozycję największego beneficjenta w II filarze, co pozwalało nam na dofinansowywanie I filara.

Podobno Bruksela dąży do współfinansowania płatności bezpośrednich ze środków krajowych. Kraje członkowskie mogą się na to zgodzić?

Jeżeli chodzi o współfinansowanie płatności bezpośrednich ze środków krajowych, nie jest to pomysł nowy. Przypomnę, że podczas negocjacji dotyczących warunków, na jakich polskie rolnictwo miało wejść do Unii Europejskiej, sami przeforsowaliśmy pomysł uzupełnienia płatności dla rolników z budżetu krajowego. Było to wówczas jedyne wyjście, bez którego na starcie nasi producenci rolni nie byliby konkurencyjni wobec swoich unijnych kolegów. Wtedy nie było wcale oczywiste, że nasi unijni partnerzy się na to zgodzą - było wiele głosów niezadowolenia, także po stronie polskiej.

Pamiętajmy jednak, że wprowadzenie możliwości współfinansowania rolnictwa przez wszystkie kraje członkowskie będzie niosło za sobą ryzyko naruszenia konkurencji (porównajmy choćby finansowe możliwości dotowania przez rządy krajowe rolników francuskich, niemieckich i polskich). Nie bez przyczyny do tej pory Wspólna Polityka Rolna była jedną z nielicznych w pełni wspólnotowych polityk.

Reasumując - jeśli współfinansowanie miałoby zostać wprowadzone należałoby określić jego jasne granice, aby zachować konkurencyjność producentów niezależnie od kraju pochodzenia.

Gdyby do tego doszło, że większa pomoc powinna pochodzić z budżetu krajowego, czy w Polsce to by się powiodło? Przecież wiele osób, które nie są związane z rolnictwem, wciąż zazdrości gospodarzom.

Taka zazdrość może wynikać jedynie z niewiedzy. Przede wszystkim należy pamiętać o tym, że dopłaty są rekompensatą dla rolnika za niskie dochody - w tej chwili są one niższe niż 50 proc. średniego poziomu innych grup zawodowych. Bez wsparcia Unii większość rolników by sobie nie poradziła. W dużej mierze dzięki dopłatom nasza żywność jest zdrowa i może być stosunkowo tania.

Przeczytaj też: Sprzedajesz ziemniaki do sklepu? Musisz się zarejestrować

W polskim społeczeństwie, niestety, niska jest świadomość tego, że wszyscy konsumenci są, de facto, beneficjentami systemu dopłat dla rolnictwa - płacą stosunkowo niewiele za bezpieczną żywność o dobrej jakości. Możemy sobie wyobrazić, jakie ceny osiągałaby żywność w Polsce i jakiej mogłaby być jakości, gdyby podlegała zwykłym regułom wolnego rynku, i jak brak wsparcia odbiłby się na naszym rolnictwie. Nie zapominajmy, że chociażby wahania produkcji niezależne od rolnika sprawiają, że nie jest to rynek, który może się sam regulować.

Unia naciska na zwiększenie pomocy najmniejszym gospodarstwom, które są w trudnej sytuacji ekonomicznej. Jednak coraz częściej właściciele gospodarstw, których wielkość ekonomiczna przekracza 200 tys. euro czują się dyskryminowani. Nie uważają się za obszarników, chcą się rozwijać, a coraz częściej są odcinani od pomocy na inwestycje. Czy dla nich dobry czas w Unii już się skończył?

Faktem jest, że około 80 proc. płatności trafia do średnio 20 proc. beneficjentów, więc na pewno jest tutaj pole do dyskusji na temat sprawiedliwej redystrybucji wsparcia.

Ta kwestia, podobnie jak wspieranie rolników środkami krajowymi, jest również kwestią polityczną, mającą większe znaczenie w krajach, w których przeważają gospodarstwa wielkoobszarowe. W Polsce zdecydowaną większość stanowią gospodarstwa małe, często rodzinne. Dlatego dla nas nie jest to kwestia tak wrażliwa. Problem polega na znalezieniu równowagi pomiędzy intensyfikacją produkcji na taką skalę, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na żywność, a wspieraniem rozwoju produkcji lokalnej, tak przecież ważnej dla rozwoju lokalnych gospodarek i społeczności. Pracujemy i będziemy pracować nad zachowaniem równowagi.

Niskooprocentowane pożyczki, kredyty będą wypierać bezzwrotną pomoc w UE? Czy w tym kierunku mogą pójść zmiany?

Niestety, konieczność szukania oszczędności w nowym budżecie związana z Brexitem wymusza poszukiwanie nowych rozwiązań. Na korytarzach unijnych pojawiał się pomysł, aby duże przedsiębiorstwa rolne wspierać za pomocą korzystnych kredytów, a dopłaty zachować jedynie dla małych gospodarstw. Uważam jednak, że ten scenariusz jest raczej mało prawdopodobny. Tu znowu trzeba przypomnieć podstawową zasadę, z jakiej wynika unijny system wspierania rolnictwa: Unia chce zapewnić swoim obywatelom zdrową, bezpieczną, ale też stosunkowo tanią żywność, co nie jest możliwe bez dotowania rolnictwa.

Jesienią Komisja Europejska ma przedstawić propozycje legislacyjne, a wśród nich rozwiązania zawarte w Reflection paper on the future of the EU finances. Które z nich mogą być najbardziej niebezpieczne dla polskich gospodarstw?

Z pięciu scenariuszy zaprezentowanych w rzeczonym dokumencie, jedynie w jednym, do tego najmniej prawdopodobnym wariancie, zakładane nakłady na rolnictwo są większe. W pozostałych finansowanie rolnictwa jest mniejsze - wiele więc wskazuje na to, że środków do rozdysponowania generalnie będzie mniej, mniejsze wsparcie przypadnie więc także Polsce.

Są to scenariusze bardzo pesymistyczne, zwłaszcza w kontekście mnożących się kryzysów cenowych, rosyjskiego embarga czy coraz częstszych załamań pogodowych. Pamiętajmy też, że polskie rolnictwo jest w trakcie modernizacji, na którą potrzebne są ogromne środki.

Unia Europejska jest coraz bardziej łaskawa dla rolników z Ukrainy. Czy kontyngenty surowców rolnych z tego kraju mogą być zagrożeniem dla naszych gospodarzy? Co mogą zrobić w tej sprawie polscy europosłowie?

Ukraińskie produkty rolne są na tyle tanie, że producentom opłaca się je sprzedawać na rynek europejski nawet z doliczonym cłem. Zwiększenie kontyngentów może, niestety, pogorszyć sytuację naszych rodzimych rolników, dlatego podczas prac parlamentarnych będę się sprzeciwiać zwiększeniu tych kontyngentów, które mogłyby zachwiać rynkami unijnymi.

Europejski Trybunał Obrachunkowy alarmuje, że w Europie ubywa rolników. W ciągu ośmiu lat ich liczba spadła o niemal 4 miliony. Wniosek z raportu wysunięto taki - UE musi wspierać młodych rolników. Przecież to czyni. Może należy to robić w inny sposób?

Polska i tak wyróżnia się pod tym względem bardzo pozytywnie na tle pozostałych krajów UE, stanowiąc dobry przykład dla innych. Wsparcie dla młodych powinno zostać utrzymane, a nawet rozwinięte. Nie może mieć ono jedynie wymiaru wsparcia indywidualnego, ale powinniśmy zwrócić uwagę na szerszy kontekst.

Przeczytaj też: Wiceminister Zarudzki: - Polska wieś się starzeje, ale nasi rolnicy są coraz młodsi

To, co zatrzyma młodych ludzi na wsi, to przecież także dobra infrastruktura zarówno techniczna, jak i społeczna, wizja stabilnych dochodów, a także możliwości rozwoju poprzez np. zakup ziemi.

Przez wiele lat UE trzymała w ryzach rynek mleka i cukru. Po kwotach mlecznych zostało tylko wspomnienie, rynek cukru niebawem zostanie uwolniony. Czy to dobry czas na takie zmiany? Plantatorzy buraków cukrowych boją się tych zmian, a wielu producentów mleka mówiło, że zbyt wcześnie Bruksela zrezygnowała z limitowania tego surowca.

Niestety, planując terminy wygaśnięcia kwot mlecznych czy cukrowych nie mogliśmy przewidzieć takich wydarzeń, jak np. rosyjskie embargo na produkty żywnościowe, kryzys migracyjny czy gospodarczy.

Można teraz dywagować, czy nie lepiej byłoby pozostawić systemy kwotowania na swoim miejscu i przeczekać zawirowania rynkowe. Ale powiedzmy sobie szczerze: czy rolnicy nie wiedzieli o planowanym wygaszeniu kwotowania? Czy termin wycofania tego systemu nie był wcześniej znany? Oczywiście, że był. Dlatego można było się na tę chwilę odpowiednio przygotować. I zrobili tak rolnicy w Niemczech, Danii czy Holandii. A dlaczego nie zrobiliśmy tak my, Polacy? Niejednokrotnie przypominałem naszym rolnikom o wygaszeniu kwot, na co oni odpowiadali wzruszeniem ramion i twierdzeniem, że kary za ostatni rok kwotowania i tak będą niższe niż korzyści z nadprodukcji. Dla wielu producentów rzeczywistość okazała się tragiczna.

Brexit także odbije się na unijnym rolnictwie. Jakie mogą być tego skutki dla polskich gospodarzy?

To również jest kwestia słabnącej pozycji negocjacyjnej naszego rządu i narastającego konfliktu z Komisją i największymi płatnikami do budżetu UE. Na tej sytuacji skorzystają inne państwa członkowskie, takie jak Rumunia czy Bułgaria.

Czy Wspólna Polityka Rolna przetrwa? A jeśli tak, to jak będzie wyglądała po 2020 roku?

Dziś nikt już chyba nie pamięta, dlaczego w ogóle powstała Wspólna Polityka Rolna. A szkoda. Przecież WPR powstała po trudnym powojennym czasie, gdy Europa doświadczyła głodu. Dziś zaś, bezpieczeństwo żywnościowe stało się oczywistością, nad którą nikt się nie zastanawia. To bezpieczeństwo jest zasługą Wspólnej Polityki Rolnej. Jak sama pani powiedziała, jest wielu, którzy zazdroszczą rolnikom otrzymywanego z Unii wsparcia - niewielu pewnie jednak chciałoby się zamienić z nimi na ciężką pracę, której efekty zależą od mnóstwa nieprzewidywalnych czynników. WPR to dobro, z którego korzyści czerpie 500 mln obywateli UE, nie tylko rolnicy, stąd nie mam wątpliwości, że Wspólna Polityka Rolna przetrwa.

Polskie rolnictwo za 5 i 10 lat… W jakiej będzie kondycji?

Coraz bardziej będzie się ujawniać niespójność statystyk z realiami naszego rolnictwa. Mamy 1,3 mln wniosków o dopłaty, z czego połowa wnioskodawców nie orze i nie sieje. Ten problem będzie narastał i w końcu będzie trzeba się z nim zmierzyć. Jestem jednak przekonany, że polskie rolnictwo utrzyma pozycję wiodącego producenta i eksportera w Europie.