Tak się wiąże nitki życia... O Aleksandrze Woderskiej...

    Tak się wiąże nitki życia... O Aleksandrze Woderskiej koordynatorze transplantacyjnym

    Hanka Sowińska hanna.sowinska@pomorska.pl 52 326 31 33

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Aleksandra Woderska od ponad dwóch jest regionalnym koordynatorem transplantacyjnym w Klinice Transplantologii i Chirurgii Ogólnej w bydgoskim &

    Aleksandra Woderska od ponad dwóch jest regionalnym koordynatorem transplantacyjnym w Klinice Transplantologii i Chirurgii Ogólnej w bydgoskim "Juraszu ©Fot. Henryk Szeląg

    Praca? O, nie! To coś więcej. To styl życia! Przecież w każdej chwili może zadzwonić telefon. A jak zacznie się akcja, trzeba wytrzymać pięćdziesiąt godzin "pod parą". Choć wszystko odbywa się wedle ustalonych procedur, niespodzianek nie brakuje. Bo ani życia, ani śmierci, która innym życie niesie, nie da się zaprogramować.
    Aleksandra Woderska od ponad dwóch jest regionalnym koordynatorem transplantacyjnym w Klinice Transplantologii i Chirurgii Ogólnej w bydgoskim &

    Aleksandra Woderska od ponad dwóch jest regionalnym koordynatorem transplantacyjnym w Klinice Transplantologii i Chirurgii Ogólnej w bydgoskim "Juraszu ©Fot. Henryk Szeląg

    Słowniczek

    Słowniczek


    Przeszczep - tym terminem określamy komórki, tkanki i narządy pobrane od dawcy żywego (np. szpik, nerka) i zmarłego w celach terapeutycznych


    Przeszczepienie - inaczej transplantacja komórek, tkanek i organów (zabieg, operacja)


    Koordynator transplantacyjny - osoba, która organizuje, nadzoruje, koordynuje i dokumentuje całość pracy zespołów transplantacyjnych w zakresie identyfikacji i kwalifikacji dawcy narządów, opieki nad dawcą, pobrania wielonarządowego, dystrybucji i przeszczepienia organów oraz wczesnej i późnej opieki nad biorcą. Koordynator naucza i prowadzi kampanie promocyjne.


    W Polsce potrzeba ok. 500 koordynatorów; na razie jest kilkunastu



    Mogła być "zwyczajną pielęgniarką" z tytułem magistra. Zdecydowała, że będzie koordynatorem transplantacyjnym.

    O kim mowa? O Aleksandrze Woderskiej, która od września 2007 r. pracuje w Klinice Transplantologii i Chirurgii Ogólnej w Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 w Bydgoszczy, będąc osobą "niezbędną w procesie pozyskiwania i przeszczepiania narządów".

    Ukończyła w Warszawie podyplomowe studia dla koordynatorów transplantacyjnych i międzynarodowy kurs w Barcelonie. Pojechała tam, gdzie transplantacja wzniosła się na wyżyny. Bo właśnie Hiszpania ma największą liczbę przeszczepień na świecie.

    Jak mówi prof. Wojciech Rowiński, krajowy konsultant w dziedzinie transplantologii klinicznej, Hiszpanie są najlepsi w zakresie pozyskiwania i przeszczepiania organów między innymi dzięki stworzeniu sieci szpitalnych koordynatorów. Swój najlepszy na kuli ziemskiej system budowali siedem lat. Polacy dopiero zaczynają. To czy się uda zależy także od takich ludzi jak Aleksandra Woderska i Andrzej Marciniak (to drugi w bydgoskiej klinice koordynator, jednocześnie osoba po przeczepieniu nerki i po jej utracie, o panu Andrzeju pisaliśmy w "Pomorskiej" w 2008 r.). Pani Ola i pan Andrzej koordynują sprawy związane z pobraniem do przeszczepianiem tylko nerek, i tylko w naszym regionie.

    Pytana, dlaczego wybrała taki fach, mówi: - W trakcie studiów nie myślałam o tego typu specjalizacji. Obywałam praktykę w klinice transplantologii, ale nie sądziłam, że zostanę koordynatorem. Była taka potrzeba, więc się zgodziłam. Miałam okres próbny. Musiałam się sprawdzić, czy nadaję się do tej pracy.

    Zanim skończyła studia była na praktyce w jednym z niemieckich szpitali. - Wtedy po raz pierwszy, "na żywo", zobaczyłam, jak wygląda pobranie narządów. Akurat trafiło się, gdy odbywałam praktykę w oddziale anestezjologii i intensywnej terapii. Zrobiło to na mnie dużo wrażenie - przyznaje.

    Już jako koordynator wyjechała do Centrum Transplantacyjnego w Heidelbergu. - Miałam możliwość zobaczyć z bliska, na czym polega ta praca - wspomina.

    Po ponad dwóch latach bycia koordynatorem transplantacyjnym mówi, że to nie jest praca, tylko styl życia. Bo telefonu nie można wyłączyć. W każdej chwili może zadzwonić. A jak się zacznie, to trwa dwie doby.

    Jest telefon i...
    Wszystko odbywa się według procedury, choć nie ma drugiego takiego samego przypadku. Każdy dawca jest inny, ma inne choroby, inne też są przyczyny śmierci, choć mechanizm jest zawsze ten sam. Pacjent odszedł, bo nastąpiła śmierć mózgu.

    To, że ze szpitala nadchodzi informacja, iż może dojść do pobrania organów nie oznacza, że tak się stanie. Po pierwsze - trzeba wykluczyć przeciwwskazania (chodzi o choroby dyskwalifikującego zmarłego jako dawcę). Po drugie - trzeba sprawdzić, czy taka osoba figuruje w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów (prowadzi go warszawski "Poltransplant").

    Aleksandra Woderska: - Jeśli jest sprzeciw, to koniec akcji. Brak oznacza, że narządy można pobrać wedle obowiązującej u nas zasady zgody domniemanej. Zwyczajowo jednak rodzina jest pytana o wolę zmarłego.

    W Hiszpanii z bliskimi zmarłego rozmawia lekarz i koordynator. - Lekarz wyjaśnia mechanizm śmierci mózgu, koordynator zadaje pytanie o pobranie narządów. Po odbyciu kursu w Warszawie próbowałam wdrożyć taki model w klinice. Jeżeli lekarze potrzebują pomocy, jeżeli chce jej rodzina, to zawsze jestem gotowa - deklaruje pani Aleksandra.

    Kontakt z rodziną zmarłego to w procesie pozyskiwania narządów niezwykle trudny moment. Stwierdzona przez specjalnie powołany zespół lekarzy śmieć mózgu (badania mają trzy etapy) jest diagnozą ostateczną. Ale bliskim trudno w to uwierzyć...

    O co najczęściej pytają? - Kto otrzyma narząd. Mają też zastrzeżenia, żeby czegoś nie pobierać - np. serca albo rogówek. Takie prośby zawsze akceptujemy. Czasami okazuje się, że ludzie w ogóle nie rozmawiają na ten temat dzielenia się sobą po śmierci.

    Jeśli nie ma medycznych przeciwwskazań i sprzeciwu zgłoszonego za życia Aleksandra Woderska wypełnia specjalną kartę, która trafia do "Poltransplantu", a ten rozsyła ją do ośrodków, które pobierają narządy inne niż nerki.

    Karta jest bardzo szczegółowa. Zawiera informacje o wszystkich narządach, które mogą być pobrane, a także wyniki badań, w tym m.in. morfologię, poziom markerów nowotworowych, usg, rtg, wymiary obwodu klatki piersiowej dawcy.

    Gdy koordynator kontaktuje się z kolegami z innych ośrodków i umawia godziny pobrania narządów, lekarz zgłaszający bacznie nadzoruje parametry dawcy.

    Woderska: - W mechanizmie śmierci mózgu człowiek już nie żyje, jednak proces umierania ma wpływ na inne narządy. Trzeba podtrzymywać ich pracę, opiekować się dawcą. To jest wielkie wyzwanie dla lekarza i pielęgniarek.

    Koordynator transplantacyjny i zespoły pobierające narządy spotykają się o jednej porze, tam, gdzie jest dawca. Już na miejscu, po przeprowadzeniu badań makroskopowych zdarza się, że nie wszystkie organy nadają się do przeszczepienia.

    W celu przeszczepienia nerki od dawcy pobiera się węzły chłonne, które następnie badane są w pracowni zgodności tkankowej w Warszawie. Po około 9 godzinach znana jest lista potencjalnych biorców. Pacjentów dobiera lekarz nefrolog, na podstawie określonych kryteriów.

    Gdy potencjalni biorcy są wytypowani, koordynator (nie we wszystkich województwach tak jest, u nas został wypracowany taki model) kontaktuje się z prowadzącymi ich lekarzami ze stacji dializ. - Proszę lekarza o wykonanie badań w celu stwierdzenia, czy dana osoba może być tą, której zostanie przeszczepiona nerka - wyjaśnia pani Aleksandra.

    Pod koniec 2009 r. na krajowej liście oczekujących na przeszczepienie nerki znajdowało się 1768 chorych. Transplantolodzy za każdym razem powtarzają, że to nie jest kolejka tylko lista, bo ktoś z jej końca może za chwilę dostać nerkę. O kolejności decydują względy medyczne i immunologiczne.
    Bywa, że ktoś, kto otrzyma upragniony telefon nie może trafić na stół operacyjny, bo np. złapał infekcję. - Pacjent jest ostatecznie kwalifikowany przed zabiegiem. Czeka już zespół transplantologów, ale chory musi być jeszcze raz zbadany. Zdarzało się, że tuż przed przeszczepieniem chory był dyskwalifikowany. Nie możemy narażać jego zdrowia i życia, jeśli istnieją jakieś przeciwwskazania - mówi Woderska.

    Pacjent wyznaczony do przeczepienia jest dializowany i badany przed i po dializie. Rolą koordynatora jest także opieką nad pacjentem przed zabiegiem. - Przyjeżdżają do nas ludzie z całego kraju. Są przestraszeni, zagubieni, nie znają szpitala. Do tego dochodzą emocje związane z operacją. W naszym szpitalu są oczekiwani i witani w izbie przyjęć. Kontaktujemy się z nimi nawet w drodze. Rola koordynatora kończy się, gdy pacjent wieziony jest na salę operacyjną. Muszę jeszcze wypełnić dokumentację biorcy i w ciągu 24 godzin przesłać do "Poltransplantu".

    Przeważnie mijają dwie doby "życia pod napięciem". Potem emocje opadają.
    Ale telefon kiedyś znowu zadzwoni... Może właśnie teraz dzwoni.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Wszystkie komentarze (2) forum.pomorska.pl

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Wideo