Szpital, który kwitnie

    Szpital, który kwitnie

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Prezes Stanisław Plewako w świeżo wyremontowanej i wyposażonej sali nadzoru pooperacyjnego w Szpitalu Powiatowym w Więcborku

    Prezes Stanisław Plewako w świeżo wyremontowanej i wyposażonej sali nadzoru pooperacyjnego w Szpitalu Powiatowym w Więcborku

    Szpital w Więcborku przez osiem lat przeżył dwie burzliwe prywatyzacje, pierwszą w Polsce upadłość i kwitnie. Jak to możliwe?
    Prezes Stanisław Plewako w świeżo wyremontowanej i wyposażonej sali nadzoru pooperacyjnego w Szpitalu Powiatowym w Więcborku

    Prezes Stanisław Plewako w świeżo wyremontowanej i wyposażonej sali nadzoru pooperacyjnego w Szpitalu Powiatowym w Więcborku

    Na blisko 200 pracowników tylko troje - prezes, księgowa i naczelna pielęgniarka - są na etatach. Pozostali mają swoje firmy. Pracują ile chcą, a zarabiają tak, że aż zazdrość bierze.

    Nie tak dawno prywatny szpital był wyborczym straszakiem. Psychoza minęła i widmo, że w takich szpitalach każą płacić za przyjazd pogotowia znikło.
    A w Kujawsko-Pomorskiem sprywatyzowanych samorządowych szpitali jest całkiem sporo. I jakoś nie każą płacić pacjentom i zadowalają się pieniędzmi z kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia.

    Choćby szpital w Tucholi prowadzony przez spółkę prawa handlowego. Radzi sobie, choć przed powiatem tucholskim piętrzą się kłopoty, bo maleją szanse na dostosowanie obiektów lecznicy do wymogów unijnych.

    Z kolei starostwo świeckie odsprzedało 51 proc. za 100 tys. zł spółce "Nowy Szpital" Tadeusza Roślewskiego, który do pakietu dołożył też za 450 tys. zł 75 proc. udziałów w szpitalach w Nakle i Szubinie. Starosta nakielski zrzekł się kontroli nad szpitalem i efekty mogą być co najmniej dyskusyjne, skoro nakielski szpital staje się bez ostrej chirurgii i położnictwa zaledwie kadłubkiem lecznicy. A w Więcborku nie kryją, że chętnie przyjmą kolejnych pacjentów zza miedzy.

    Tamtejsi samorządowcy, lekarze i pielęgniarki już wiedzą, co trzeba zrobić, żeby szpital przetrwał. Niestety, nauka była długa i bolesna. Dwukrotnie skończyła się płaceniem milionowych długów przez podatników. Ale władze powiatu sępoleńskiego twierdzą, że najważniejsze, że szpital przetrwał, bo długi nie narosły wyłącznie z winy złego zarządzania.

    Jak wszystkim szpitalom, więcborskiej lecznicy "dołożył" też rząd pamiętną ustawą 203. A pielęgniarki po swoje poszły do komornika. Tak wyłożyła się pierwsza prywatyzacja lecznicy w Więcborku, powodując pierwszą upadłość szpitala w Polsce.

    Miłe złego początki
    Zacznijmy jednak od początku przekształceń. W 1998 r. powstają powiaty. Jeden z najmniejszych w województwie kujawsko-pomorskim powiat sępoleński przejmuje oddłużony (bagatela 4,4 mln zł!) SPZOZ w Więcborku. Niestety, przez trzy lata mały czterooddziałowy szpital "wypracował" ponownie dług w wysokości około 4 mln zł. Obligacje, kredyty - pieniędzy ciągle było za mało. Trzynastki i ustawowe podwyżki pożerały wszystko. Szpital obracał się w ruinę.

    Zapadła decyzja o sprywatyzowaniu SPZOZ. Ówczesna Rada Powiatu, starosta Henryk Pawlina i wicestarosta Stanisław Drozdowski zdecydowali, że szpital poprowadzi spółka "Pow Medica", którą utworzyły jako większościowi udziałowcy powiat i Bank Spółdzielczy w Więcborku, dopuszczając z mniejszościowymi udziałowcami - gminy Sępólno, Kamień, Sośno i Więcbork oraz pracowników. W styczniu 2002 "Pow Medica" zaczęła działalność. Prezesem został skądinąd znany później kandydat na wiceministra zdrowia Jacek Świątkiewicz. - Długi tym razem przejął powiat - wyjaśnia Stanisław Drozdowski. - "Pow Medica" długo nie porządziła. Prezes Świątkiewicz miał, mówiąc najoględniej, trudny charakter i specyficzne, dyktatorskie metody zarządzania. Poza tym sprawdziło się ostrzeżenie, że bank zawsze jest pasywnym udziałowcem.

    Przez dwa lata "Pow Medica" dorobiła się 3 mln zł długu. Komornik zajął konta, żeby wypłacać pielęgniarskie podwyżki. W sierpniu 2004 r. zapadła decyzja o upadłości, żeby nie dopuścić do wykupienia szpitala przez Świątkiewicza.
    Media oszalały, bo po pierwsze rządził w szpitalu Świątkiewicz, a po drugie była to pierwsza upadłość szpitala w Polsce. Co spowodowało taki dług? Przede wszystkim ustawa 203 nakazująca wypłacenie pielęgniarkom podwyżek. - Z 3 mln aż 1,92 mln zł to były podwyżki z tytułu ustawy 203, reszta to niezapłacone faktury - mówi Drozdowski, który wówczas już był starostą sępoleńskim. - Do Więcborka wszedł syndyk i od razu zapowiedział, że albo wykreuje nowy podmiot do prowadzenia szpitala, albo zlikwiduje spółkę. Na zamknięcie szpitala nie mogliśmy sobie pozwolić. Trzysta osób straciłoby pracę, a pacjenci możliwość leczenia w swoim powiecie.

    Nauka kosztuje
    I znowu powołano spółkę. Tym razem jednak samorządowcy nauczeni doświadczeniem z "Pow Mediką" postanowili trzymać wszystkie wróble w garści. Gdy syndyk ogłosił przetarg, do boju stanęła spółka "Novum Med", w której stuprocentowy udział miał powiat. I choć nie był on imponujący - pawilon oddziału dziecięcego wyceniony na 900 tys. zł oraz 50 tys. zł w gotówce - spółka ruszyła i zaczęła od dzierżawy sprzętu od syndyka, a potem stopniowo wykupywała majątek.
    Długi zostały, ale tym razem zarówno syndyk, jak i powiat wystąpili do sądu o zwrot 2,55 mln zł, które wypłacono pielęgniarkom. Pozwanym jest Narodowy Fundusz Zdrowia, a rozprawy wciąż trwają.

    Spółka "Novum Med" zaczęła działać pod koniec 2004 r., a prawdziwym kapitałem był nie majątek wniesiony przez powiat, a dziesięciomilionowy kontrakt z NFZ. Prezesem został Stanisław Plewako, ordynator interny. - Jako spółka prawa handlowego gospodarujemy w sposób uproszczony, a najważniejszą zasadą jest zakaz zadłużania się - mówi prezes Plewako. - Spółce, która generuje długi, grozi upadłość. Trzeba było pomyśleć o oszczędnościach. Szanse na przetrwanie dawała jedynie tańsza praca.

    Tylko trzy etaty
    I tu należy upatrywać źródła sukcesu. Choć umowy cywilno-prawne rodziły się w bólach, dziś na blisko dwieście osób zatrudnionych w Szpitalu Powiatowym w Więcborku tylko trzy osoby mają etat - prezes, księgowa i naczelna pielęgniarka, a to ze względu na ustawę antykorupcyjną i odpowiedzialność.

    Pozostali pracownicy mają własne firmy. I choć szczególnie w pielęgniarkach od czasu do czasu budzi się tęsknota za etatem, umieją liczyć. W którym szpitalu siostra zarabia od 3 do 5 tys. zł miesięcznie przy stawce godzinowej od 18 zł (jej wysokość zależy od wykształcenia i pozycji)? Albo gdzie lekarz dostaje za pracę w szpitalu minimum 15 tys. zł, a najczęściej dużo więcej? Takie wypłaty wystarczają na złapanie oddechu, odłożenie na urlop i nie zmuszają do szukania dodatkowego źródła dochodu.

    W Więcborku wygrali tą decyzją los na loterii. Nie obowiązuje ich czas pracy, bo każdy jest przedsiębiorcą, a i widmo 48 unijnych godzin pracy lekarza też nie przeraża. W kadrach piętrzą się stosy podań o pracę z bliższych i dalszych stron. - Lekarze są na kontraktach i mają procentowy udział w kontrakcie z NFZ - tłumaczy Plewako. - Sami decydują, ile ich ma być na oddziale, bo od tego zależy, ile zarobią.
    Nic dziwnego, że Więcbork pozyskał specjalistów z Bydgoszczy. Który z lekarzy, choćby w szpitalu wojewódzkim im. Biziela ma szanse na takie pieniądze? - I kreujemy przyszłe zatrudnienie, dając szansę na specjalizację na internie i pediatrii - dodaje Plewako. - Dostają nie mniej niż trzy średnie krajowe, więc chcą u nas zostać, ale na wszelki wypadek podpisujemy siedmioletnie umowy lojalnościowe.

    Teraz budowa za 20 milionów
    Dziś wiadomo, że ten model prowadzenia szpitala sprawdził się. Zewsząd przyjeżdżają podglądać, jak to się robi. Bo jest się czym pochwalić.
    Szpital zmienia się na oczach pacjentów. Nowe sale, sanitariaty, gabinety zabiegowe i sprzęt, certyfikat ISO 9001:2000 to dopiero początek.
    Lecznica w Więcborku pełną parą przygotowuje się do standaryzacji. Jest już koncepcja bydgoskiej pracowni projektowej budowy nowego obiektu. W przyszłym roku powstanie projekt. W planach jest nowy budynek za 20 mln zł, a obietnica 1,5 mln euro z Urzędu Marszałkowskiego na dostosowanie do wymogów unijnych dodaje skrzydeł. - Taki sposób zarządzania chyba się sprawdził, skoro "Novum Med" wypracowało za 2006 r. 525 tys. zł zysku netto - dodaje Drozdowski. - To dobrze rokuje na przyszłość i powiat na pewno znajdzie pieniądze na standaryzację.


    Marietta Chojnacka

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Wszystkie komentarze (1) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo