I że stał się istny cud

    I że stał się istny cud

    Maria Eichler

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Ola Stasińska z małą Magdą i jej mamą Grażyną Muchowską

    Ola Stasińska z małą Magdą i jej mamą Grażyną Muchowską ©Fot. Aleksander Knitter

    Dzieci przychodzą na świat w coraz bardziej sterylnych warunkach - już nie w stajence, nawet nie w domu.
    Ola Stasińska z małą Magdą i jej mamą Grażyną Muchowską

    Ola Stasińska z małą Magdą i jej mamą Grażyną Muchowską ©Fot. Aleksander Knitter

    To już koniec czasów, gdy obowiązkowo golono włosy łonowe i robiono lewatywę. Nie ma już takich samych podkasanych koszulek dla przyszłych matek przypominających wór pokutny, Nie ma trzech toalet na dwudziestołóżkowy oddział, jak to było w Chojnicach, w starym szpitalu. Ba, nawet nie ma tej obskurnej lecznicy, kobiety rodzą w nowym, nowoczesnym do bólu, gdzie jest komfort, sprzęt, pokoje dla dwóch pacjentek, sala telewizyjna i możliwość prawie nieograniczonego odwiedzania. Prawie, bo w sali dla matek są jeszcze wyznaczone godziny, ale w telewizyjnym limitu nie ma. - Ale tak naprawdę nieważne są ściany - mówią położne.


    Mama tuli dziecko


    Teraz zaraz po urodzeniu mama od razu przebywa z dzieckiem. Bały się na początku i mamy, i położne. Te pierwsze, jak sobie poradzą, bo przecież poród to wysiłek, a tu od razu trzeba nie tylko nakarmić, ale przewinąć czy wykąpać. Położne - bo trzeba było zreorganizować pracę. Ale plusy ogromne. Skończyły się kłopoty z zastojami i zapaleniami piersi. Wcześniej różnie bywało - maluszek, jak go przynoszono, akurat nie był głodny, przesypiał karmienie, a piersi mamie nabrzmiewały mlekiem, nikt go nie ściągał. Robiły się jak kamienie.


    Mama miała też często lepsze oko na własne dziecko, obejrzała uważnie każdy paluszek i podnosiła alarm, jak coś było nie tak.


    Nawet w wodzie


    A mamy są coraz bardziej świadome. Zwłaszcza dzięki zajęciom w szkole rodzenia. To już przeszłość, że kobieta leży jak kłoda na łóżku w jednej pozycji, patrzy w sufit i panicznie boi się fali bólu. Teraz mogą chodzić, brać prysznic, kucać, klęczeć. A nawet rodzić w wodzie, choć w Chojnicach dużego zainteresowania nie ma.


    Teraz przyszła mama, zanim urodzi, zwiedza oddział, wie, jak tu jest, co ją tu czeka. Dowiaduje się, że jak ją będzie za bardzo bolało, to podadzą jej środki przeciwbólowe. Porodów w znieczuleniu w Chojnicach nie ma. Położne mówią im, że ciąża to nie choroba. - Do szpitala przychodzi zdrowy człowiek - mówi Aleksandra Stasińska, położna koordynująca oddziału położniczego w Chojnicach. - I tu nic strasznego nie ma prawa się wydarzyć.


    A jeśli się jednak coś zdarza, to dla wszystkich jest to ogromny stres.


    Mąż trzyma za rękę


    Nowy element krajobrazu to "rodzący" ojcowie. Jest ich coraz więcej. Są tacy, co wiedzą bez szkoły rodzenia, co tu będą robić, bo przecież, jak stwierdził jeden z panów: - Ja jestem z gospodarstwa i wiem, jak się krowy cielą. Ale i tacy, jak mężczyzna z rozsypującego się małżeństwa, który nie umiał pohamować emocji. - Co się tak drzesz - wrzeszczał na żonę. A jej rodzice myśleli, że jak razem urodzą, to się im rodzina sklei.


    Jeśli położna uzna, że mężczyzna będzie pomocny przy porodzie, może przy nim być. Dostaje fartuch, czapeczkę i do roboty. Nie każdy chce przeciąć pępowinę, ale jak już to robi, to nie mdleje. No i nie przychodzą po kielichu. - Pamiętam taką jedną parę - wspomina Stasińska. - On tak ładnie powiedział, że oprócz tego, że są małżeństwem, są jeszcze przyjaciółmi. I dlatego chcą rodzić razem.


    Tacy po porodzie mają łzy w oczach. A ona mówi, że nic nie bolało. I że stał się cud.


    Gwiazdka łączy


    Nastolatek, które rodzą, jest mniej.


    Kobiety, które nie chcą zabrać swojego dziecka, zdarzają się raz na dwa, trzy lata. Jedna taka od razu powiedziała, że nie weźmie.


    Tłumaczyły jej położne, że jest jeszcze czas na decyzję, a jak urodziła Basieńkę, to jej położyły na piersi. Nakarmiła, przytuliła.


    Potem się okazało, że bała się najbardziej reakcji swojej mamy, która w innych czasach była panną z dzieckiem i nie chciała takiego losu dla swojej córki. Zdarzyło się. Ale młoda mama pokochała swoje dziecko i ze swoją mamą też przełamała lody, bo na Gwiazdkę trudno się gniewać. A dla Basieńki to cały oddział zebrał taką wyprawkę, że ho ho.


    Ksiądz ją ochrzcił, pieniędzy nie wziął, babcia za wnusię by się dziś dała posiekać, a mama radzi sobie. Na święta przysyła do szpitala kartkę ze zdjęciem córeczki. Nie żałuje.


    Prawdziwy skarb


    Mamy wiedzą, że ich mleko to prawdziwy skarb dla dziecka. Albo wynoszą to z domu, albo dowiedzą się skądinąd, nawet z kolorowych gazet. Rzadko kiedy wstydzą się, że karmią dziecko nie tylko przez pierwsze trzy miesiące. Coraz częściej robią to na widoku.


    Od marca tego roku jest w chojnickim szpitalu pielęgniarka laktacyjna. Powie, dlaczego warto karmić piersią, nauczy prawidłowej techniki, pomoże, jak radzić sobie z zastojem i nawałem mlecznym.


    Szpital przed kilkoma dniami otrzymał tytuł "Przyjaznego dziecku". Za to, jak traktuje się tu rodzące i ich pociechy.


    - Rzecz nie w tytułach - macha ręką Stasińska. - Choć zrobiliśmy wszyscy ogromną robotę. Tak się nam marzy, żeby nie tonąć w dokumentacji, a mieć więcej czasu dla naszych pacjentek.


    Bo ciągle jeszcze potrzeba przede wszystkim ciepła, by cud narodzin przeżyć tak, jakby to było najważniejsze święto.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo