Melonik i mundur

    Melonik i mundur

    ADAM WILLMA [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Janusz Brodziński z uśmiechem wspomina miny swoich podwładnych, gdy po raz  pierwszy  zobaczyli  go na bicyklu.

    Janusz Brodziński z uśmiechem wspomina miny swoich podwładnych, gdy po raz pierwszy zobaczyli go na bicyklu. ©Fot. Adam Willma

    Janusz Brodziński, komendant miejski z Torunia po służbie policyjną czapkę zamienia na cylinder.
    Janusz Brodziński z uśmiechem wspomina miny swoich podwładnych, gdy po raz  pierwszy  zobaczyli  go na bicyklu.

    Janusz Brodziński z uśmiechem wspomina miny swoich podwładnych, gdy po raz pierwszy zobaczyli go na bicyklu. ©Fot. Adam Willma

    - Z początku sądziłam, że to jakieś przywidzenia. Miałam wrażenie, jakbym podróżowała w czasie - mówi Ania Paczkowska, ekspedienta ze sklepu z ciuchami na Starówce. - Zobaczyłam za szybą eleganckiego pana w meloniku, który najspokojniej podróżował sobie na dziwnym rowerze.

    Krzysztof - zakładał reklamę nad sklepem - usta same mu się rozdziawiły: - Pomyślałem sobie, że to superodlot. Gdy ktoś mi powiedział, że to nasz komendant policji, na początku nie chciałem uwierzyć, ale później doszedłem do wniosku, że gość musi mieć charakter.

    Bicykl w tle

    Podinspektor Janusz Brodziński skromnie rozkłada ręce: - Pasja jak każda inna, tylko może bardziej spektakularna.
    Ale najważniejsze, że relaksująca.

    W sezonie każdego dnia Brodziński w wyćwiczony sposób wskakuje na siodełko umieszczone na wysokości głowy i rusza w podróż dookoła miasta. Średnio 30 kilometrów, czasem dłużej - do 70 kilometrów.

    - To było moje marzenie jeszcze z czasów dzieciństwa. Oglądałem filmy z Charlie Chaplinem i przyglądałem się jadącym w tle welocypedom. Bardzo mnie to rajcowało, ale nie miałem pojęcia jak zdobyć taki pojazd - wspomina Brodziński. - Eksperymentowałem, w piątej klasie znalazłem na złomie ramę od starej Ukrainy i sam złożyłem sobie z niej tandem. Ale to nie było to, o co mi chodziło.

    Szukał literatury, przeglądał stare grafiki i czasopisma. Nawiązał kontakt z konstruktorem z Łodzi. Próbowali zbudować bicykl w oparciu o koło konnej grabarki.
    - To jest dość prosta konstrukcja, tylko że każdy detal trzeba było wykonać ręcznie - wyjaśnia Brodziński.

    Obecna konstrukcja wyszła spod rąk konstruktora Łukasza Cybulskiego, przy wydatnej pomocy Zakładów Lotniczych w Łodzi.

    27-kilogramowa konstrukcja to niemal piórko w porównaniu z 50-kilogramowymi prototypami z drewna brytyjskiej firmy Ariel, która "pojazdy do szybkiego chodzenia" produkowała w latach 1850-1886.

    Sztuka zeskoku

    Nic tylko wsiąść i jechać. Ale jazda bicyklem to wyższa (nie tylko dosłownie) szkoła jazdy. Kurs nauki jazdy przed stuleciem trwał od 4 do 7 dni. I nic dziwnego.

    - Było kilku śmiałków, którzy próbowali wsiąść na mój bicykl jak na zwykły rower. W ostatniej chwili musiałem interweniować, żeby nie pogruchotali sobie kości - śmieje się komendant. - Jazda również wymaga sporo umiejętności, bo w bicyklu nie ma hamulca. Nagłe hamowanie mogłoby wysadzić cyklistę z siodełka. W razie niebezpieczeństwa pozostaje spowalniacz albo zeskok. Na szczęście ten drugi element dobrze przećwiczyłem, bo dwukrotnie zdarzało mi się spadać. Raz pewna pani wtargnęła mi pod koła, kiedyś wąskie koło bicykla wkleszczyło się w szczelinę włazu od studzienki.

    Cylinder od pani Englert

    Bicykl to wydatek kilku tysięcy złotych, ale zakup jeżdżącej machiny jest dopiero początkiem wydatków, na które skazany jest pasjonat. Nie można przecież na stylowym rowerze paradować w dresie. Brodziński trzyma się sztywnej reguły: - Mój strój dostosowywałem do mody z połowy XIX wieku.

    W szafie, w swoim gabinecie, komendant umieścił kolekcję cylindrów, meloników i czapek kaszkietowych. - Cylinder zamówiłem u matki Jana Englerta, która jest specjalistką w tej dziedzinie, czapki kaszkietowe zrobiono w łódzkim teatrze - wyjaśnia Brodziński. - Tu nie może być mowy o prowizorce, bo łatwo zepsuć cały efekt. Spodnie "cyklistki" projektowane były oryginalnie na wzór spodni dziecięcych. Buty koniecznie muszą mieć miękkie podeszwy, aby łatwo wskakiwać i zeskakiwać z roweru. Do tego kilka kompletów rękawiczek. Jesienna porą używam wyłącznie białych, aby kierowcy widzieli, gdy sygnalizuję skręt.

    Glina na szprychach

    Bicykl to pojazd trudny w prowadzeniu, ale i wdzięczny. Można poruszać się na nim wolniej niż pieszy, ale łatwo też błyskawicznie rozpędzić wielkie koło.

    - W teście prędkości, który kiedyś wykonałem, licznik jadącego obok samochodu wskazał 58 km/h. Zwykle poruszam się 25-35 km/h - zapewnia Janusz Brodziński.
    Pojazd komendanta został dopuszczony do ruchu ulicznego, a straż miejska wyróżniła go prawem jazdy po Starówce. Tu budzi entuzjazm turystów. - Cieszy mnie, że ludzie reagują z wielką życzliwością, odwzajemniam ją szczegółowo wyjaśniając zasady prowadzenia bicykla - mówi komendant. - W Polsce jest nas zaledwie dziewięciu, więc niewiele jest okazji przyjrzenia się welocypedowi z bliska.
    Dla komendanta przejażdżki nietypową machiną mają też inny walor. - W ciągu kilku miesięcy nieźle poznałem miasto. Ludzie wiedzą już, kim jestem z zawodu, więc często rozmowy z bicykla schodzą na kwestie związane z bezpieczeństwem.

    Dowiaduję się o ludzkich problemach i staram się je rozwiązywać od ręki. Z wysokości trzech metrów można bardzo wiele dostrzec - śmieje się Brodziński.

    Wyobraźnia

    Zmorą Brodzińskiego są kierowcy: - Nie dlatego, żebym się bał o swoje bezpieczeństwo, ale boję się o nich. Widok bicykla sprawia, że wykręcają głowy albo gapią się w lusterka nie patrząc przed siebie. Na szczęście do stłuczki jeszcze nigdy nie doszło.

    A policjanci? Policjant z drogówki (nie chce ujawniać nazwiska) uśmiecha się: - Na początku, kiedy zobaczyłem komendanta w tym kapeluszu, zamurowało mnie. Ale z czasem ludzie przywykli. W sumie hobby jak hobby. Lepsze to niż siedzenie przed telewizorem.

    Brodziński z uśmiechem wspomina miny swoich podwładnych, gdy po raz pierwszy zobaczyli go na bicyklu: - Chcę pokazać chłopakom, że policjant nie musi być bezbarwnym ponurakiem. Cenię sobie ludzi z wyobraźnią, dlatego zaprosiłem wszystkich, aby przedstawiali swoje pasje na naszej stronie internetowej.

    Na razie śladem komendanta poszło również dwóch funkcjonariuszy - modelarz i wędkarz.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo