Daj takich imigrantów

    Daj takich imigrantów

    IZABELA DEMBNA [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Magdalena Hojnowska jeszcze latem pracowała jako sprzedawczyni w jednym z bydgoskich sklepów. Teraz jest kasjerką w Dublinie.

    Magdalena Hojnowska jeszcze latem pracowała jako sprzedawczyni w jednym z bydgoskich sklepów. Teraz jest kasjerką w Dublinie. ©Fot. Izabela Dembna

    Nie tylko sprzątają w hotelach i nalewają piwo w pubach. Pracują też w bankach i renomowanych firmach, zakładają własny, dobrze prosperujący biznes. Polacy w Irlandii.
    Magdalena Hojnowska jeszcze latem pracowała jako sprzedawczyni w jednym z bydgoskich sklepów. Teraz jest kasjerką w Dublinie.

    Magdalena Hojnowska jeszcze latem pracowała jako sprzedawczyni w jednym z bydgoskich sklepów. Teraz jest kasjerką w Dublinie. ©Fot. Izabela Dembna

    W półtoramilionowym Dublinie żyje i pracuje około trzysta tysięcy Polaków. Część z nich wyjechała tam jeszcze przed otwarciem irlandzkiego rynku pracy, ale największa fala dotarła po 1 maja 2004 roku.

    Jacek Rujna, dziennikarz "Polskiej Gazety", pierwszego polskiego tygodnika z Dublina dzieli Polaków w Irlandii na trzy grupy:

    - Pierwsza ucieka przed problemami życia codziennego w Polsce.
    To z reguły ludzie, którzy stracili pracę albo zarabiają tak mało, że nie są w stanie się utrzymać. Inni przyjeżdżają tu, by szybciej spłacić kredyty zaciągnięte w Polsce lub zdobyć pieniądze na swój wymarzony dom. I wreszcie trzecia grupa - to osoby, które świadomie podejmują decyzję, że przyjeżdżają tu na dłużej.

    Na jakie zarobki mogą liczyć na Zielonej Wyspie? Minimalna stawka wynosi 7,65 euro na godzinę. Tygodniowo dostają 306 euro. Utrzymanie niewiele kosztuje, tak więc co najmniej jedną trzecią pensji można odłożyć. Ci, którzy decydują się na własny biznes lub pracę w renomowanych firmach (potrzebny angielski i kwalifikacje) zarabiają nawet 3 tys. euro i więcej miesięcznie.

    Rzucił wszystko

    Marcin Soczawa (imię i nazwisko zmienione) przyjechał do Dublina trzy i pół roku temu. Miał w Szczecinie swój własny biznes - sieć kiosków prasowych, inwestował też w kluby piłkarskie. Zmęczyło go ciągle narzekanie w Polsce. Wyjechał.

    - W Dublinie musiałem zatrzymać w hostelu, bo nie znałem tu nikogo. Spaliśmy po 16 osób w pokoju. Koszmar. Najgorsze było to, że nie znałem angielskiego - opowiada.

    Dzięki Polakowi znalazł pracę w dyskotece - nocą ustawiał szklanki i butelki. Od rana praca w restauracji, wieczorem w dyskotece i tak w kółko. Było ciężko, chciał wracać do kraju. Wytrzymał. Wiodło mu się coraz lepiej, awansował. Wrócił do kraju tylko po to, by zamknąć swoją firmę.Sprowadził do Dublina żonę, kilkuletnią córkę, teściów, brata z żoną...

    Smak chleba

    W Irlandii brakowało mu polskiego jedzenia, najbardziej tęsknił za smakiem chleba. Pomysł na biznes był więc oczywisty. - Postanowiłem sprowadzać tutaj polskie produkty spożywcze - mówi Marcin.

    Dziś ma w Dublinie kilka sklepów, które nazwał "Samo Dobro" oraz hurtownie. Ze wspólnikiem, który jest w Szczecinie, przywożą na Zieloną Wyspę chleb, soki, koncentraty, makarony, mięso i wędliny. A nawet pączki. Chleb w jego sklepie kosztuje 1,59 euro, bułka wrocławska 45 eurocentów, pączek 79 eurocentów. Klienci - także Irlandczycy - rozsmakowali się zwłaszcza w polskich wędlinach. Marcin w swoich sklepach zatrudnia tylko Polaków, w jednym z nich, jako kasjerka, pracuje bydgoszczanka Magdalena Hojnowska. Założenie firmy w Irlandii wbrew pozorom nie jest proste - procedury trwają kilka tygodni. Ale prowadzenie biznesu jest o wiele prostsze niż w Polsce.

    Marcin planuje otwarcie kolejnych sklepów, zamianę mieszkania na większe. Polski raczej nie odwiedza, częstym gościem w rodzinnych stronach jest natomiast jego żona.

    Redakcja w hurtowni wołowiny

    Do otwarcia własnego biznesu w Dublinie przymierza się też Maja Lewkowicz, nauczycielka wychowania przedszkolnego spod Krakowa.

    Przyjechała tu z mężem i zaczynała jako kelnerka, w prowadzonym przez irlandzkie małżeństwo Davida i Pauline Nolan, pubie Zagłoba. Polskie kelnerki pracują też w klubie Blue Note. Serwują tam dania polskiej i słowackiej kuchni. Można zjeść kotleta schabowego, żurek, gołąbki w sosie pomidorowym, knedle, gulasz. A na deser obowiązkowo polski sernik z bitą śmietaną.

    Maja już nie pracuje dla Davida i Pauline, bo od miesiąca jest szczęśliwa mamą Kuby. Nie chce rozstawać się z synkiem, dlatego planuje otworzyć prywatne przedszkole.

    Mariusz Garski jeszcze trzy lata temu wydawał w Wielkopolsce dwa tygodniki lokalne, współpracował też z "Gazetą Poznańską". W Irlandii zaczynał jako malarz.Dziś wraz z Moniką Wieczorek wydaje pierwszy polski tygodnik "Polską Gazetę". - Bez kredytów, z całkowicie polskim kapitałem - podkreślają.
    Ich pierwsza siedziba mieściła się w... hurtowni wołowiny. Zaczynali od 20 stron. Dziś tygodnik, który kosztuje 1,99 euro liczy 32 strony, nakład wzrósł do 10 tys. (tygodniowo). Piszą o Polakach i dla Polaków. Stawiają przede wszystkim na porady z zakresu prawa pracy, podatków. Na organizowane w siedzibie redakcji porady przychodzi wielu Polaków.

    Monika i Mariusz są dumni z tego, że w tym roku udało im się po raz pierwszy zorganizować sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W puszkach wolontariusze orkiestry zebrali 6,5 tys. euro. W styczniu po raz kolejny zagrają z Jurkiem Owsiakiem.

    Nie było sensu

    Tyle zarabiają


    Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w wybranych zawodach w Irlandii w euro

    - budownictwo (inżynier 2900-3330, brygadzista 2500-2900, pracownik szeregowy 2080-2330)
    - rolnictwo (pracownik szeregowy 1500, ogrodnik 1200)
    - sektor medyczny (lekarz specjalista 3660-5460, lekarz bez specjalizacji 2775-3930)
    - sektor IT (administrator sieci 2250-3750, programista 1830-4580)



    Irlandczycy chętnie zatrudniają Polaków. Bo są sumienni, dokładni, punktualni i bardzo pracowici. - Były obawy, że Polacy "rozwalą" budżet Irlandii. Nic takiego się nie stało - mówi Mariusz Garski. Podobno szef dublińskiej policji powiedział o Polakach: - Daj Boże takich imigrantów!

    Polaków coraz częściej można spotkać w renomowanych firmach czy instytucjach finansowych. Paulina Jastrzębska dwa lata temu skończyła prawo na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. - Pięć lat ciężkich studiów, potem aplikacja, a dostęp do zawodu ograniczony. Nie było sensu w tej sytuacji zostawać w kraju.

    Wyjechała więc na dwuletnie stypendium do Szkocji, finansowane z unijnego programu Erasmus. Po wysłaniu 50 aplikacji wreszcie znalazła dobrą pracę w renomowanej dublińskiej kancelarii prawniczej Anderson&Gallagher, która m.in prowadzi sprawy o odszkodowania pracownicze.

    Jeszcze nie wie, czy chce zostać w Irlandii na stałe, dlatego zwleka z podjęciem decyzji o przystąpieniu do półrocznych studiów i egzaminów państwowych, by zdobyć tam prawo do wykonywania zawodu.

    Patrycja Zimniak ze Wschowej jest zatrudniona w oddziale banku AIB (Grupa Allied Irish Bank działa nie tylko w Irlandii, ale i w Wielkiej Brytani, Stanach Zjednoczonych, w Polsce posiada 70,5 proc. akcji Bank Zachodniego WBK SA). W większych oddziałach tego banku pracuje przynajmniej jedna osoba mówiąca po polsku. Fintan Nixon, dyrektor oddziału AIB przy O'Connel Street w centrum Dublina nie kryje, że w ostatnich miesiącach wzrosła liczba Polaków, którzy założyli tu swoje konto.

    - W ciągu czterech ostatnich miesięcy otworzyliśmy 1700 kont dla Polaków. I liczymy na znacznie więcej - mówi dyrektor Nixon.

    Bardzo osamotnieni

    - Polacy w Irlandii, którzy przyjechali tu za chlebem są tak naprawdę bardzo osamotnieni - przekonuje tymczasem dominikanin, ojciec Marcin Lisak. W kościele Dominikanów w każdą niedzielę odprawiane są dwie msze po polsku.

    - Ludzie zwykle chcą być wysłuchani. Jest im ciężko z dala od rodziny. Czasami są bez pracy, bez dachu nad głową. Załamani, że im nie udało się. Wstydzą się do tego przyznać, wrócić do kraju. Popadają w alkoholizm, podejmują samobójcze próby. W takich sytuacjach naturalne wydaje się pytanie czy warto było podejmować taki wysiłek? Czasami sama rozmowa wystarczy, by podjęli właściwą decyzję - mówi ojciec Marcin.

    W klasztorze Dominikanów działa też Poradnia Psychologiczna dla Polaków. Dwóch psychologów w każdą sobotę, niemal cały dzień, udziela porad. Jest tylu chętnych, że koniecznie trzeba się wcześniej zarejestrować mailem albo telefonicznie. - Każdy w potrzebie otrzyma od nas wsparcie - zapewnia ojciec Marcin.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo