Zadzwonił do prezesa

    Zadzwonił do prezesa

    DARIUSZ KNAPIK [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Gdyby Centralne Biuro Antykorupcyjne zawitało do Lubienia, może znalazłoby tam dla siebie coś interesującego.
    W kwietniu tego roku włocławska firma "Przembud" wygrała przetarg na ocieplenie Zespołu Szkół w Lubieniu Kujawskim. Ale już kilka dni po otrzymaniu oficjalnego werdyktu komisji, burmistrz Paweł Wiktorski, oznajmił jej prezesowi Zygmuntowi Polakowi, że sprawa się skomplikowała. W ofercie brakuje bowiem zaświadczenia o niekaralności firmy i to ją dyskwalifikuje. Przetarg odbędzie się więc od nowa, ale już bez "Przembudu".

    Prezes był w szoku. Osobiście przywiózł owe zaświadczenie z Warszawy, potem wraz z innymi dokumentami włożył do koperty i zawiózł wszystko do Lubienia. Duplikat zaświadczenia i inne kopie do dziś leżą w jego biurku. Jeśli nawet dokument zaginął gdzieś w urzędzie, to jakim cudem aż do wydania werdyktu komisja nie dopatrzyła się tak istotnego mankamentu?

    Zadzwonił do prezesa

    Ten przetarg od początku wyglądał dziwnie. Gdy kończył się termin przyjmowania zgłoszeń, zadzwonił do prezesa Polaka przedsiębiorca budowlany z Chodcza Marcin Molewski i zaczął wypytywać, czy będzie startował? On bowiem się waha, badał specyfikację i wydaje mu się pogmatwana. Polak kompletnie nie znał rozmówcy, oświadczył więc, że jeszcze nie wie.

    Faktycznie, szef "Przembudu" nie wiedział jeszcze wtedy o wielu sprawach. Choćby o tym, że Molewski to jeden z pięciu udziałowców działającej w Lubieniu spółki "Energia". Wśród pozostałych jest m.in. wpływowy radny Piotr Seklecki i jego zięć Dariusz Deicki, urzędnik z ratusza, który zajmuje się właśnie inwestycjami. W specyfikacji, którą otrzymał prezes Polak, figuruje zapis, że osobą upoważnioną przez Urząd Miasta do kontaktów z uczestnikami przetargu jest Dariusz Deicki.

    Zaledwie miesiąc wcześniej firma Molewskiego wygrała ogłoszony przez miasto Lubień przetarg na remont i adaptację Domu Kultury. Roboty wyceniła na ponad 200 tysięcy.

    Polisa dla inwestora

    Swoją drogą Polaka też zdziwiły niektóre zapisy w specyfikacji przetargu. Zwłaszcza ten, by już w ofercie firma wykazała się polisą ubezpieczeniową na minimum milion złotych. Jak na wartość robót, która nieco przekraczała pół miliona, była to wygórowana suma. - Zaliczyłem już wiele przetargów, ale nawet jeśli inwestor żądał podwyższenia polisy, to nigdy od wszystkich uczestników, ale jedynie od zwycięzcy. Jakby ktoś już na wstępie chciał wystraszyć kandydatów - mówi Polak.
    I faktycznie, do przetargu zgłosiły się tylko trzy firmy. Spółka ze Śląska zażądała 656 tysięcy złotych, Marcin Molewski - 656, zaś "Przembud" - 534 tysiące. 26 kwietnia prezes Polak otrzymał pismo, że wygrała jego oferta.

    Kilka dni później burmistrz Wiktorski oznajmił mu, że Molewski wniósł protest.
    W połowie maja jeszcze raz zebrała się komisja przetargowa. Samokrytycznie przyznała, że oferta "Przembudu" oceniona została "niewłaściwie", a zarzuty podniesione w proteście są słuszne.
    Włocławską spółkę zdyskwalifikowano i jako najlepszą wybrano ofertę Molewskiego.
    Był jednak problem.

    Cena, jakiej żądał Molewski była o 110 tysięcy wyższa od kwoty, którą chciał "Przembud". W budżecie miasta nie było na tę inwestycję aż tylu pieniędzy. Problem spadł na radnych. Straszono ich, że jeśli nie dadzą pieniędzy, trzeba ogłosić nowy przetarg, a to grozi przesunięciem robót na następny rok. I przepadną środki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Radni dali się przekonać.

    Protest do szuflady

    Już na pierwszy sygnał, że jego firmie grozi dyskwalifikacja, prezes Polak pojechał ze wspólnikiem do Lubienia i zażądał wyjaśnień. Przyjął ich Dariusz Deicki. Okazało się, że w ofercie brakuje zaświadczenia, że firma nie figuruje w kartotece Krajowego Rejestru Karnego. Prezes na próżno pokazywał duplikat zaświadczenia. Najdziwniejsze, że figurowało ono też w dostarczonym do Urzędu Miasta spisie załączników.
    Pozostałe zarzuty dotyczyły braku parafek na kilkunastu stronach oferty oraz niewłaściwej formy potwierdzenia kserokopii. "Przembud" złożył protest, ratusz nie odpowiedział.

    Burmistrz ubolewa

    - Bardzo żałuję, że musiałem odrzucić tę ofertę, ale nie było innego wyjścia - ubolewa burmistrz Wiktorski. Zarzuty, które podniósł w swoim proteście Molewski, dyskwalifikowały bowiem całkowicie jego konkurenta. Wiktorski podkreśla, że konsultował to z radcą. Zdaniem prawnika, gdyby Molewski odwołał się do Urzędu Zamówień Publicznych, wygrałby jak w banku.

    Skoro burmistrzowi tak zależało na wygranej "Przembudu", czemu nie skorzystał z furtki, jaką daje ustawa o zamówieniach publicznych? Przecież można było wezwać spółkę, by uzupełniła braki formalne. - Nieprawda, dopiero obowiązujące od 25 maja przepisy dają takie prawo - twierdzi Wiktorski. Jego zdaniem Polak mógł się odwołać do Urzędu Zamówień Publicznych. Dlaczego komisja w porę nie dopatrzyła się, że brakuje ważnego dokumentu? - No wie pan, to był taki błąd, który nam nie przeszkadzał - mówi burmistrz. Odrzuca zarzut, że zaświadczenie mogło zaginąć gdzieś w urzędzie. A Deicki został wykluczony z prac nad przetargiem.

    Jednak by przegrali

    - Owszem, mogłem się odwołać i myślę, że miałbym duże szanse na wygraną - mówi prezes Polak. Ale po co, skoro jeszcze w maju jego spółka zdobyła inne, dość intratne zlecenie.

    Rzecznik Urzędu Zamówień Publicznych Anita Wiśniak Olczak nie ma żadnych wątpliwości. - W opisanym przypadku zamawiający wzywa wykonawców, którzy w wyznaczonym terminie nie złożyli dokumentów potwierdzających, że spełniają warunki, by uczestniczyć w postępowaniu, do ich uzupełnienia. Dotyczy to sytuacji, gdy skutkowałoby to unieważnieniem postępowania. Tak mówi art. 26, ustęp 3, który obowiązywał przed nowelizacją ustawy, 25 maja tego roku. Proszę zwrócić uwagę, nie użyto słowa "zamawiający może", ale "wzywa". Należało więc skorzystać z tego przepisu.

    Tak się łamie prawo

    Niedawno ujawniliśmy, jak to, łamiąc przepisy, ułatwia się życie udziałowcom spółki "Energia". W Rzeżewie pod Lubieniem spółka chce zbudować cztery elektrownie wiatrowe. Wieś nie ma jednak aktualnego planu zagospodarowania przestrzennego. Prawo wymaga w takich przypadkach, by co najmniej jedna działka sąsiadująca z terenem inwestora była zabudowana. W lipcu ratusz wydał więc radnemu Sekleckiemu decyzję o warunkach zabudowy. Jest w niej zapis, że na sąsiedniej działce nr 60 "znajduje się zabudowa zagrodowa". - To kłamstwa, zawsze było tu puste pole - mówi właściciel gruntu.

    Wkrótce po naszej publikacji Samorządowe Kolegium Odwoławcze. uchyliło wszystkie decyzje burmistrza Lubienia dotyczące inwestycji spółki "Energia".
    Przy ul. Żeromskiego w Lubieniu znajduje się ciąg pawilonów handlowych. Teren jest atrakcyjny, sąsiaduje z biegnącą przez środek miasta krajową drogą nr 1. Wzdłuż pawilonów ciągnie się pas gruntów należących do miasta. Od ponad 10 lat właściciele zabiegali o kupno tego terenu, ich działki mają bowiem 35 metrów powierzchni. Bezskutecznie. Raptem, wiosną tego roku podwładny burmistrza Dariusz Deicki kupił trzy działki na ul. Żeromskiego. Gmina zarządziła błyskawicznie podział swoich gruntów. Wykonał go geodeta Grzegorz Szczęsny, udziałowiec "Energii" i wspólnik Deickiego, który zajmuje się w urzędzie inwestycjami. Potem ogłoszono przetarg ograniczony, jedynie dla właścicieli przyległych działek.
    - Nie przesadzajmy! Ludzie zabiegali w urzędzie o kupno tych gruntów, chodzili, chodzili i w końcu jest efekt - komentuje burmistrz.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo