Wracajcie, jest robota. Które miasta Kujawsko-Pomorskiego...

    Wracajcie, jest robota. Które miasta Kujawsko-Pomorskiego mogą tak zaapelować do Polaków za granicą?

    Michał Żurowski [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Wracajcie, jest robota. Które miasta Kujawsko-Pomorskiego mogą tak zaapelować do Polaków za granicą?
    Duże miasta w Kujawsko-Pomorskiem nie są w stanie, tak jak Wrocław, zaapelować do Polaków w Anglii i Irlandii: "Wracajcie, jest robota!". Bo nie wiadomo czy będzie.
    Wracajcie, jest robota. Które miasta Kujawsko-Pomorskiego mogą tak zaapelować do Polaków za granicą?
    Jeśli władze stolicy Dolnego Śląska potrafią dziś powiedzieć, że do 2008 roku zagraniczne firmy zainwestują tam 5,5 mld. zł i będą potrzebować 28 tysięcy pracowników, to czy na taką prognozę stać trzy największe ośrodki w naszym regionie? Wszak z Bydgoszczy, Torunia, Włocławka - też wyjechały tysiące. Często szukać swojego miejsca do życia, gdzie najwięcej zależeć będzie od nich samych. W Polsce tego nie widzą.

    To niemożliwe

    Na razie prezydent tylko jednego z polskich miast, Rafał Dutkiewicz, zdecydował, że już niedługo na billboardach i w prasie Wielkiej Brytanii i Irlandii pojawi się adresowane do Polaków hasło: "Wracajcie! Jest robota we Wrocławiu". Próbowaliśmy ustalić, czy na coś podobnego mogliby się zdobyć włodarze miast w Kujawsko-Pomorskiem. Jaką wiedzą o poziomie inwestycji w dającej się określić perspektywie i o przyszłości rynku pracy dysponują, by zatrzymać exodus? A może nawet pobudzić do powrotu?
    Już pierwsza rozmowa była jednak sygnałem, że łatwiej powątpiewać w rzetelność prognozy Wrocławia i widzieć w akcji "Wracajcie!..." przede wszystkim chwyt marketingowy.
    - To jest dla mnie lekko futurystyczne, że można przewidzieć takie szczegóły na rynku pracy w perspektywie dwóch lat - mówił Andrzej Chmielewski, dyrektor Biura Prasowego Urzędu Miejskiego w Włocławku. - Przewidzieć dwa lata do przodu, to może dyrektor galerii sztuki - np. autorów kolejnych wystaw - ale nie gmina swój rynek pracy. Owszem, mamy tereny pod inwestycje przy Anwilu, stosunkowo tanią siłę roboczą i dobre rozwiązania komunikacyjne. Ale nawet gdybyśmy już dziś wiedzieli, jakie firmy do nas wejdą, to przy obecnych wysokich technologiach nie da się tego wprost przeliczyć na setki czy tysiące miejsc pracy. Doceniam dynamizm Wrocławia, ale w akcji "Wracajcie..." widzę więcej roboty czysto marketingowej niż analizy i prognozy zatrudnieniowej. Bo to niemożliwe...
    Kto wie, może i faktycznie to przede wszystkim propaganda sukcesu obecnych władz Wrocławia w roku wyborów samorządowych? Postanowiliśmy zweryfikować to na miejscu. Nie w ratuszu jednak, ale z pomocą miejscowych dziennikarzy - znających doskonale tamtejsze realia, z natury swego fachu krytycznych i patrzących władzy na ręce. Tym bardziej więc rozmowa ze specjalistą od "ratusza i okolic" musiała zdumiewać...

    Jak to się robi we Wrocławiu

    - Zdarzyły się u nas dwie rzeczy dość niezwykłe, jak może nigdzie indziej sprzyjające inwestycjom - relacjonował Bartek Knapik - dziennikarz działu miejskiego "Gazety Wrocławskiej", bynajmniej nie rzecznik władz miasta. - Po pierwsze, mamy tu POPiS - współpracę radnych Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, którzy przez całą kadencję jakoś nie zdążyli się pokłócić. I to naprawdę działa! Po drugie, mamy prezydenta, który przed czterema laty przyszedł do ratusza nie z polityki, a z biznesu. Rafał Dutkiewicz, mówiący kilkoma obcymi językami, prowadził wcześniej liczącą się firmę "łowców głów" poszukujących "top-menedżerów". Odkąd został prezydentem niemal co miesiąc pojawiali się w jego gabinecie przedstawiciele dużych światowych firm - Volvo, Whirpool, Hewlett Paccard, Electrolux. Teraz w Kobierzycach pod Wrocławiem realizowana jest największa obca inwestycja w historii Polski - fabryka ciekłokrystalicznych ekranów marki LG, w której zatrudnienie znajdzie 12 tys. osób! Doszło podobno do tego, że w Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych obowiązuje nieoficjalne zalecenie, by na Dolny Śląsk nie kierować już kolejnych dużych inwestorów, bo zabraknie siły roboczej.
    Ale władze miasta już myślą i o tym - mimo że w 630-tysięcznym Wrocławiu studiuje dziś aż 130 tys. zamiejscowych. Tutejsze uczelnie prowadzą w dziesięciu dużych miastach Polski akcję "Wrocław - miasto rozwijające się" mającą przyciągnąć przyszłych studentów. Bo to naprawdę jest miasto rozwijające się. Jest na czwartym miejscu - po Warszawie, Łodzi i Krakowie - pod względem wielkości, ale budżet miasta ma drugi w kraju! Nie ma chyba inwestycji, na którą Wrocław nie umiał wyrwać pieniędzy z budżetu centralnego lub z Unii.
    - Ostatnio, np. warszawskie metro musiało się w kolejce do kasy nieco przesunąć, bo zostało wyprzedzone przez dziewięć tramwajów dla Wrocławia - tłumaczy red. Knapik. - Dziś można sobie tylko życzyć, by ten impet miasta nie osłabł, a Dutkiewiczowi nie odechciało się kandydować na kolejną kadencję.
    Gdyby coś takiego mówił rzecznik ratusza, powiedzielibyśmy: cóż, taka jego rola, płacą mu za chwalenie szefów. Ale jeśli mówi tak dziennikarz, to może coś jednak jest na rzeczy. Postanowiliśmy opowiedzieć o tym w toruńskim i bydgoskim ratuszu...

    Toruń - monitoruje

    Rzecznik prasowy prezydenta Torunia Marcin Czyżniewski zdawał się poważnie potraktować zasadnicze pytanie: czy Toruń dysponuje jakąś prognozą poziomu inwestycji i zatrudnienia na 2-4 najbliższe lata? Rzecznik obiecał, że odpowie na piśmie. I słowa dotrzymał. Na ile ta odpowiedź jest konkretna i czy nią można zachęcić kogoś do powrotu do Torunia, to pozostawiamy ocenie Czytelników:
    "Toruń monitoruje rynek pracy i zbiera dane dotyczące jego zmian w przyszłości. Największe nadzieje wiążemy oczywiście z koncernem SHARP. Toruński Urząd Pracy już przygotowuje zmiany w programach i ofertach szkoleniowych. (...) Spodziewamy się większego zapotrzebowania na pracowników branży elektrycznej, elektronicznej, robotników, logistyków, w tym kierowców i magazynierów. Ze znalezieniem pracy nie powinni mieć problemu pracownicy budowlani, zarówno inżynierowie, jak m.in. monterzy konstrukcji budowlanych i sieci wod.-kan., robotnicy budowlani robót wykończeniowych, średni personel techniczny (elektronik, mechanik, elektromechanik, elektryk), informatycy (programista, administrator sieci informatycznej, specjalista zastosowań informatyki). Spodziewamy się także nowych miejsc pracy w sektorze turystyki i usług. Inwestycjami w tych dziedzinach są zainteresowani m.in. Francuzi (firma Apsys chce zbudować na terenie tzw. Jordanek centrum usługowo-rozrywkowe za 100 mln. euro) i Chińczycy (przebudowa basenu "Wodnik"). Zwiększa się także ruch turystyczny. Od 2005 roku prowadzony jest w Urzędzie Pracy "Monitoring zawodów deficytowych i nadwyżkowych". Uwzględnia 1636 zawodów i specjalności, ankietowane są szkoły ponadgimnazjalne".

    Włocławek - miastotwórczy

    Kilka dni później przyszła obiecana korespondencja z Włocławka. Jeśli ktoś chce, niech nazwie ją odpowiedzią na nasze pytania, które brzmiały: 1. Czy i jaką wiedzą o poziomie inwestycji w dającej się określić perspektywie dysponują władze miasta? 2. Czy istnieje jakaś precyzyjna prognoza spodziewanych inwestycji i liczby miejsc pracy w poszczególnych zawodach?
    Korespondencję podpisała Aleksandra Bartoszewska z włocławskiego magistratu:
    "Przez ponad stulecie podstawową funkcję miastotwórczą Włocławka wyznaczał wielki przemysł. W okresie powojennym nastąpił dynamiczny rozwój miasta i wiodących gałęzi przemysłu. W wyniku metamorfozy ustroju w roku 1989 zaczęły funkcjonować nowe relacje ekonomiczne w oparciu o reguły wolnorynkowe, w wyniku czego produkcja w większości zakładów przemysłowych okazała się nierentowna. Upadły znaczące niegdyś zakłady przemysłowe, m.in. Fabryka Fajansu, Zakłady Celulozowo-Papiernicze. W wyniku tych zmian nastąpił regres gospodarczy, a w efekcie masowych zwolnień wysokie bezrobocie sięgające 24 proc. W ciągu ostatnich kilku lat bezrobocie spadło o ponad 3 proc. Jest to najwyższy wskaźnik spadku bezrobocia, jednak skala tego problemu wciąż pozostaje duża. Obecnie nie jest realne założenie, że w najbliższym czasie nastąpi znaczna poprawa w tym zakresie...".
    I tu mogłoby nastąpić - jak zresztą sugerował wcześniej w rozmowie telefonicznej pan rzecznik Chmielewski - uczciwe i proste stwierdzenie, że nikt w mieście nie wie, jaki w ciągu najbliższych lat będzie poziom inwestycji i ile w ich efekcie powstać może nowych miejsc pracy. Nikt nie wie i trudno oczekiwać, by ktoś to wiedział. Koniec kropka. Tymczasem pani z włocławskiego ratusza pisze dalej...
    "... ważną rolę odegrać może określenie nowych funkcji miastotwórczych. Także w tym celu Urząd Miasta we Włocławku przygotowuje "Strategię - Lokalny Program Rozwoju Miasta na lata 2007-2013". Inwestycje drogowe, w tym drugi etap budowy alei Królowej Jadwigi, przebudowa ulic: Kapitulnej, Łęgskiej... (tu wyliczenie kolejnych ulic)... znalazły się w wykazie inwestycji planowanych do realizacji w ramach Kujawsko-Pomorskiego programu wojewódzkiego na lata 2007-2013. Są to zadania, które bezpośrednio i pośrednio przyczynią się do obniżania bezrobocia i rozwoju miasta. (...) Ważne nie tylko dla rozwoju miasta, ale i regionu byłyby inwestycje o charakterze centralnym: budowa zapory Nieszawa-Ciechocinek i autostrady A-1. Miasto czyni także starania prorozwojowe...".
    Może już starczy. Dalej jest o tytułach i certyfikatach przyznanych Włocławkowi i o tym, że zajmuje 13. miejsce w rankingu Związku Powiatów Polskich z dorobkiem 722 punktów, cokolwiek to oznacza...

    Na koniec Bydgoszcz

    Tu odpowiedź szefowej Powiatowego Biura Pracy Barbary Grabowskiej jest przynajmniej uczciwa: nie ma danych - bo takie badania są zaplanowane dopiero na druga połowę roku i na rok przyszły. Niezależnie od badań lokalnych Bydgoszcz ma uczestniczyć w ogólnokrajowym monitoringu zawodów deficytowych i nadwyżkowych; u nas na próbie 721 pracodawców z Bydgoszczy i 285 z powiatu bydgoskiego.
    - Już dziś jednak można zauważyć niedobór fachowców w kilkunastu zawodach - mówi dyrektor Grabowska. - Brakuje murarzy, tynkarzy, cieśli, zbrojarzy, malarzy-tapeciarzy, sprzedawców, szwaczek, tapicerów, fryzjerów, opiekunów osób chorych i niepełnosprawnych, spawaczy oraz kierowców kategorii CE. Nie mają problemów ze znalezieniem pracy absolwenci szkół wyższych po kierunkach mechanicznych, elektronicznych i budowlanych. Najbardziej brakuje inżynierów z uprawnieniami.
    A inwestycje? Ile ich w Bydgoszczy? Zapytaliśmy o to Sławomira Filipiaka - dyrektora Zespołu Obsługi Inwestora w Urzędzie Miejskim. A ten pokazał nam drugą stronę medalu, jakim stara się błyszczeć Wrocław.
    - Znam szczegóły tego dolnośląskiego boomu i o ile mogę podziwiać ich umiejętność sprzedania się, o tyle traktując dosłownie hasło "Wracajcie, jest robota" byłbym sceptyczny - mówi Filipiak. - Po pierwsze, te okazałe inwestycje nie dotyczą tylko Wrocławia, ale także okolicznych gmin. Wrocław traktuje je w takich promocyjnych akcjach łącznie, np. Kobierzyce pod inwestycję LG jak swoje osiedle. Ja nie mogę tak po prostu przypisać Bydgoszczy inwestycji w Osielsku czy Białych Błotach ani tym bardziej oferować terenów i obiektów pod inwestycje z ościennych gmin. Problem polega na tym, że gminy widzą inwestycje wyłącznie jako bezpośrednie, choć przecież łatwo wskazać wspólny interes: firma X w gminie Y zostawiałyby podatki, ale miejsca pracy tworzone są także dla mieszkańców gminy Z. Dopóki takie myślenie nie będzie regułą, pozostanie nam wyłącznie oferta Bydgoskiego Parku Przemysłowego na terenie Zachemu. A o jest mało. Owszem, wiemy o planowanych w najbliższych latach inwestycjach, ale są to raczej dziesiątki niż setki milionów złotych. Największą będzie holenderski serwis elektroniki biurowej "Teleplan", który po przeprowadzce z ul. Fordońskiej do Parku Przemysłowego da pracę 800 osobom. Pozostałe firmy są w większości handlowe.
    I druga kwestia: czy tylko dlatego, że "jest robota" ludzie zechcą wracać z Anglii? Filipiak bardzo wątpi: - Dlaczego nie udało się zlokalizować żadnej inwestycji w Lubińskiej Strefie Ekonomicznej? Bo tam - w sąsiedztwie zagłębia miedziowego - średnia płaca wynosi 4,5 tys. złotych, a firmy zewnętrzne mogące zainwestować, są zainteresowane tanią siłą roboczą za 800-1000 złotych. Każdy ośrodek kształtuje nie tylko inny poziom wynagrodzeń, ale i inny punkt odniesienia płac. Co może zaoferować najszybciej rozwijające się miasto w Polsce komuś, dla kogo od roku czy dwóch lat płacowym punktem odniesienia jest Londyn?

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo