Pacjent zmarł na zawał pod drzwiami gabinetu

    Pacjent zmarł na zawał pod drzwiami gabinetu

    Maja Erdmann [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Pacjent zmarł na zawał pod drzwiami gabinetu

    ©Ilustarcja: Ryszard Szmitkowski

    Henryk Dornowski skarżył się na bóle w klatce piersiowej. Lekarz go zbadał i skierował na badania. Niestety, pacjent nie zdążył już donieść wyników.
    Pacjent zmarł na zawał pod drzwiami gabinetu

    ©Ilustarcja: Ryszard Szmitkowski

    Upadł pod drzwiami gabinetu lekarskiego. W ręku trzymał wyniki EKG.

    Oskarżenia

    - Rodzina powinna poczuwać się do winy - mówi Henryk Zaborowski z przychodni "Medicus" w Nakle, lekarz, przed którego gabinetem miał zawał pan Dornowski. - Przecież mogli tego pana wcześniej do nas przywieźć albo pogotowie wezwać.
    - To doktor Zaborowski nie zajął się nim jak trzeba - mówią Dornowscy. - Przecież po to do lekarza go zawieźliśmy, żeby go leczył.
    A pan Dornowski nie odzyskał przytomności. Zmarł w szpitalu w Bydgoszczy.
    - Jedliśmy śniadanie, gdy mąż przyznał się, że go w klatce piersiowej boli. Myślałam, że za dużo kanapek zjadł i coś mu tak ciężko się zrobiło. Ale nie mijało, więc syn go do lekarza do Nakła zawiózł. No i nigdy już do nas Henryk nie wrócił - żona pana Dornowskiego nie potrafi spokojnie mówić o śmierci człowieka, z którym przeżyła kilkadziesiąt lat. Nie może pogodzić się z myślą, że kilkanaście minut zaważyło o jego życiu.
    Do Bydgoskiej Izby Lekarskiej napisała już skargę na lekarza, który w porę nie zajął się jej mężem. - Ale czy coś to da? - zastanawia się. - Przecież z lekarzami nikt nie wygra. Zaczną się wykręcać. Tłumaczyć, że wszystko zrobili tak, jak trzeba. A ja przecież, nawet na ten mój prosty rozum wiem, że nic nie działo się tak jak powinno. Mam w domu encyklopedię zdrowia i wszystko sobie na temat zawału przeczytałam. Mojego Henryka sobie po prostu zlekceważyli. A mógłby z nami dalej być.

    Wypadki

    Zawał


    "Pojawienie się silnego bólu w klatce piersiowej, który trwa bez przerwy dłużej niż 20 minut może być objawem zawału serca. W takiej sytuacji niezbędne jest bardzo szybkie rozpoczęcie leczenia w szpitalu.(..)
    W pierwszych godzinach zawału serca istnieje bardzo duże ryzyko wystąpienia groźnych dla życia powikłań. Przyczyną powikłań są niebezpieczne zaburzenia rytmu serca. Mogą one spowodować zatrzymanie krążenia krwi, czyli tak zwany stan "śmierci klinicznej". Gdy dochodzi do zatrzymania krążenia, ledwie trzy minuty dzielą chorego od śmierci. (...)



    - Bez niego tak tu pusto - mówi córka pana Henryka. - Naszym domem dyrygował. Cały czas w ruchu, mimo swych osiemdziesięciu lat.
    A pan Henryk wcale na osiemdziesiątkę nie wyglądał. Dla rodziny i znajomych był przykładem starszego pana, który się chorobom nie kłaniał. Kartotekę w przychodni miał czystą.
    - Poszliśmy do doktora i pytaliśmy, jak do tego doszło. Coś próbował tłumaczyć, kręcił - wyrokuje pani Dornowska.
    - Do przychodni zawiózł męża syn. Jakoś te kilka kilometrów do Nakła dał radę, choć z nogą w gipsie trudno kierować. Nie miał jednak siły, by ojca w przychodni nadzorować. Puścił go do lekarza samego - opowiada pani Zofia.
    - Kto się spodziewał, że to zawał. Przecież lekarzami nie jesteśmy, nie wiemy jakie są objawy - mówi syn pana Henryka. - Oddaliśmy ojca w dobre ręce, taką przynajmniej wtedy mieliśmy nadzieję.
    Co się dalej działo z panem Henrykiem? Wersja zależy od opowiadającego. Wiadomo, że pan Dornowski zarejestrował się w okienku i czekał z innymi pacjentami w kolejce do doktora Zaborowskiego. Wiadomo, że doktor zbadał go i kazał iść zrobić EKG. Do zabiegowego od gabinetu, w którym wykonywano to badanie jest 20-30 metrów. Pan Henryk przeszedł je o własnych siłach. Zrobiono mu badanie. Potem z wynikami sam dotarł aż pod drzwi gabinetu. Tam upadł...
    Lekarz wybiegł na korytarz. Rozpoczęła się reanimacja. Potem wezwano pogotowie. Umierający pan Henryk najpierw trafił do szpitala w Nakle, potem dopiero zawieziono go do Szpitala Uniwersyteckiego w Bydgoszczy - na ratunek było już za późno.

    Wyjaśnienia

    - Zrobiłem wszystko jak należy. Miałem podejrzenia, że to może być zawał. Codziennie mam przecież dwa, trzy takie przypadki - tłumaczy doktor Henryk Zaborowski. - Wysłałem pacjenta na badanie EKG, więc dopełniłem swoich powinności.
    Jak doszło do tego, że pan Henryk sam wstał z kozetki, ubrał się i przemierzał korytarz by wrócić do lekarza? - Obsługująca aparaturę, widziała na wykresie, że jest zawał. Próbowała pacjenta powstrzymać, ale ten jej wyszarpnął wyniki. Ubrał się i poszedł.
    - Dlaczego pielęgniarka nie uprzedziła telefonicznie, że mąż idzie do gabinetu? - pyta pani Dornowska. - Jak starszy człowiek z zawałem może się szarpać i wyrywać wyniki? I jeszcze się zdążył ubrać, zanim do lekarza poszedł! Jeśli jest tak, jak mówi doktor, młoda, sprawna pielęgniarka trzy razy szybciej by do niego dobiegła. Wyciągnęłaby go z gabinetu i razem zatrzymaliby Henryka na korytarzu. To nieprawdopodobne.
    Jak wygląda wersja rodziny? Lekarz wysłał Henryka na badanie i czekał aż ten przyjdzie. Pielęgniarka nie spojrzała nawet na wyniki. Wręczyła je choremu. Kazała się ubrać i pójść do lekarza. Potem uknuli całą swoją kolej wypadków. - Jakie tempo by musiał mieć mój ojciec z zawałem, by prześcignąć pielęgniarkę? - pyta córka.
    - A syn cały czas w samochodzie na ojca czekał. W końcu zaczął się niepokoić. Wyczołgał się z auta. I zobaczył jak do karetki tatę biorą.
    W Szpitalu Uniwersyteckim rodzina usłyszała od kardiologa jedno zdanie, które zostanie tak w ich pamięci na zawsze: - Za późno, to wszystko było za późno.
    - Co innego, jak człowiek w szpitalu na zawał umiera. Wszyscy ratują jego życie. A co innego, gdy tak, pod drzwiami gabinetu, w przychodni kończy życie - wyrokuje syn Henryka.
    Do doktora Zaborowskiego jeździli krewni Henryka. Pytali jak doszło do zawału. Próbowali zrekonstruować jego ostatnie chwile. Syn usłyszał najbardziej nieprawdopodobną wersję: - Średni wiek życia mężczyzny to 73 lata, pana ojciec przeżył więcej. Tak mi doktor wyjaśnił, co się stało - syn nie kryje zdenerwowania.
    Pytań rodziny jest więcej. Córka chciała kserować kartotekę ojca. Nie pozwolono jej. - Jedyne co zobaczyłam, to wpis, że jak tata trafił do lekarza miał ciśnienie 130 na 80. Chciałabym takie mieć. To nieprawdopodobne przy zawale!

    Spokój

    - Zbadałem pacjenta i doszedłem do wniosku, że to nietypowy przypadek - tłumaczy doktor Zaborowski. - Postanowiłem zlecić badanie dodatkowe EKG. Poprosiłem, by pacjent z wynikiem, który był od ręki do mnie wrócił. Pan Dornowski nie dotarł, bo w drodze zwrotnej doszło do zatrzymania krążenia. To było tu. Pod drzwiami. Reanimowaliśmy go, uzyskaliśmy powrót pracy serca.
    Najlepsze wyniki leczenia zawału serca można uzyskać, gdy chory dociera do szpitala w ciągu pierwszej godziny od początku bólu zawałowego. W tym czasie zmiany w sercu są w dużej części odwracalne".
    Fragmenty broszury edukacyjnej "Choroba wieńcowa", Aldony Kubicy i Marii Bogdan.
    Dlaczego doktor bardziej nie przejął się pacjentem, którego podejrzewał o zawał? - Droga pani, każdy student medycyny może wymienić od ręki 20 różnych przyczyn bólu w klatce piersiowej. To może być nawet zwykła zgaga - wyjaśnia Zaborowski. - W tym przypadku pech chciał, że to był zawał, i że przed moimi drzwiami to się stało.
    A być może rodzina naoglądała się za dużo seriali o lekarzach i reanimacji? - Powinno być tak, że lekarz idzie z ojcem na EKG i od razu reaguje. Albo wzywa pielęgniarkę do gabinetu, by na miejscu badanie zrobiła. Ale tak nie było. Przecież teraz nawet dzieci w szkole uczą reanimacji - mówi córka Henryka.
    - A mnie lekarka z tej przychodni tylko pytała, po co taki raban robimy? - opowiada synowa - Mówiła, że nagonkę na przychodnię robimy. Jakby nasz ojciec nie był w tym wszystkim najważniejszy.
    - Takie są statystyki, proszę pani, średni wiek mężczyzny w Polsce to 73 lata - powtarza doktor Zaborowski. - A przypadek pana Dornowskiego nie był typowy.
    Rodzina nigdy nie usłyszała od lekarza słowa "przepraszam".

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo