Rodzina i przyjaciele Leszka Maciejewskiego (żołnierza z...

    Rodzina i przyjaciele Leszka Maciejewskiego (żołnierza z Chełmna) chcą wiedzieć, dlaczego umarł

    Maja Erdmann [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Ślub Ewy i Leszka miał być w czerwcu

    Ślub Ewy i Leszka miał być w czerwcu ©Zdjęcie z domowego archiwum

    - Nie chcemy się na nikim mścić, nie chcemy rozgłosu ani nikogo oskarżać - mówi Rafał, przyjaciel chłopaka. - Chcemy tylko wiedzieć, jak to się stało. Czy naprawdę nie można było mu pomóc?
    Ślub Ewy i Leszka miał być w czerwcu

    Ślub Ewy i Leszka miał być w czerwcu ©Zdjęcie z domowego archiwum

    22-letni Leszek był żołnierzem w jednostce w Chełmnie. Odsłużył dopiero 3 miesiące. Kilka dni temu zmarł. Lekarze orzekli, że to była sepsa. Wczoraj przeprowadzono sekcję zwłok.

    Boję się

    - Nie wierzymy, że nikt mu nie pomógł - mówi Danuta Nowak, matka jego narzeczonej. - Kilka dni walki z chorobą i nie ma go wśród nas. A on przecież od dawna czuł się źle.
    Leszek od dwóch lat mieszkał u rodziców narzeczonej w Dębnie niedaleko Nakła. Był jak syn. Razem z Ewą, przyszłą żoną, snuli plany na przyszłość. Chcieli powoli układać sobie dobre życie. Ewa wyjeżdżała do pracy w Niemczech. Zarabiała na wesele. Ślub miał być w czerwcu.
    Ewa nawet nie zdążyła się z Leszkiem pożegnać. Gdy dojechała do szpitala - był już nieprzytomny. Jedyne, co po nim zostało to pożegnalny SMS. Wysłał go 12 maja przed trzecią nad ranem.
    "Kręgosłup mam nadpęknięty. Nie mogę chodzić. Lekarz powiedział, że do końca służby nie dam rady. Zwolnią mnie do cywila. Boję się." Wszystkie pamiątki Ewa po nim zachowała. SMS też. - Nie chcę już niczego, tylko o jedno mi chodzi. Dlaczego Leszek musiał umrzeć?! - pyta bezradnie Ewa Nowak. - Nie chcę rozpraw, procesów, szukania winnych. Tylko prawdy.
    - Wróciliśmy od niego ze szpitala w niedzielę 14 maja, około 15.00. Był nieprzytomny, nie pozwolili go nawet dotknąć - wspomina pani Danuta. - O 17.00 z wojska przyszła informacja, że Leszek nie żyje.
    - Krążył po szpitalach i nikt mu nie mógł pomóc, nikt nie wpadł na to, co mu jest - Agnieszka była bardzo zżyta z Leszkiem. - Nie wierzę. Nigdy nie zapomnę, jak zadzwonił i krzyczał, że wszystko go boli. Był bezsilny. Tam, zamknięty w koszarach. A my tutaj też mu nie mogliśmy pomóc.

    Bezsilność

    - Problemy ze zdrowiem miał już w marcu. Nie mógł wyleczyć się z zapalenia oskrzeli - mówi Maciej, przyjaciel Leszka. - Czuł się coraz gorzej. Był na przepustce, poszedł do lekarza w Łobżenicy, ale mu powiedzieli, że ma się leczyć w wojsku. Nawet go nie zbadali.
    Przyjaciele podejrzewają, że wojsko nie chce powiedzieć im całej prawdy, że jest jakaś tajemnica w jego śmierci. - Mówili nam na przykład, że Leszek miał robione jakieś zastrzyki, ale na co, gdzie, nie powiedzieli - przypomina Maciej. - Mówili też, że to mogło mieć coś wspólnego z jego śmiercią.
    Leszkowi nie było łatwo w wojsku. Z opowiadań jego przyjaciół wynika, że źle się czuł w jednostce. Niektórzy żołnierze wyśmiewali się z niego, że taki słaby, że pewnie symuluje. Inni mu dokuczali, bo nie został dopuszczony do pełnienia warty. - Był w totalnym stresie - mówi Rafał. - To go zżerało.
    Lekarz z jednostki dał mu skierowanie na prześwietlenie płuc. - Nigdy go nie zrobił, bo rentgen jest czynny do 14.00, a on miał zajęcia do 15.00.
    Niewyleczona infekcja i długotrwały stres mogą osłabić system odpornościowy do tego stopnia, że organizm nie obroni się przed atakiem banalnych bakterii. Wtedy dochodzi do zakażenia ogólnoustrojowego, czyli sepsy.
    Lekarze tłumaczą, że chłopak skarżył się na bóle kręgosłupa. Nie byli w stanie szybciej nabrać podejrzeń, że ma sepsę. - Był wożony na konsultacje. Szukano przyczyn jego złego samopoczucia - mówi Krzysztof Lewicki, rzecznik prasowy jednostki wojskowej w Chełmnie. - Zrobiliśmy wszystko, co możliwe.

    Chcę umrzeć

    - Sądzę, że lekarze na początku myśleli, że on symuluje - mówi przyjaciel Leszka. - Gdyby potraktowali go poważnie, szybciej postawiliby diagnozę. W szpitalu w Świeciu robiono mu zdjęcia rentgenowskie - nic nie wykazały. Potem zawieziono do szpitala wojskowego w Bydgoszczy na konsultację neurologiczną.
    - Podejrzewano zapalenie rwy kulszowej - wyjaśnia Krzysztof Kasprzak, zastępca komendanta szpitala. - Nie potwierdziło się. Nie było podstaw, by żołnierza zatrzymać w szpitalu.
    Leszka odwieziono do jednostki. Dzień później był już w bardzo złym stanie. Rano wysłał do narzeczonej SMS:
    "Chcę już umrzeć. Już nie mam siły dłużej się męczyć. Potrzebuję cię. Nie daję już rady."
    Leszek Maciejewski zmarł, bo miał sepsę spowodowaną zakażeniem gronkowcem. Lekarze próbowali go ratować, sprowadzono specjalną szczepionkę. Niestety, było już za późno. - Taki stan rozwija się bardzo szybko - mówi Krzysztof Kasprzak. - W ciągu kilkunastu godzin człowiek umiera.
    Wczoraj przeprowadzono sekcję zwłok. Potwierdziła ona, że Leszek Maciejewski zmarł z powodu sepsy. Doprowadziła do niewydolności układu krążenia i oddychania.
    Leszek ciągle pisał do znajomych o bólu, o kroplówkach, które mu dają.
    "Jestem na izbie przyjęć. Już nie daję rady z bólu. Ciągle mi dają jakieś kroplówki i zastrzyki. Trzymajcie się. Pa". Zmarł 14 maja, krótko po 16.00.
    Prokuratura wojskowa zajmie się sprawą śmierci Leszka. Być może rodzina dowie się, dlaczego umarł. Czy wszyscy, którzy mieli się nim zająć dopełnili swoich obowiązków? Czy Leszek był jednym z tych, którzy mimo nowoczesnej szczepionki, przegrał walkę o życie? Czy też udzielono mu pomocy zbyt późno i mógł żyć, gdyby poprawną diagnozę postawiono szybciej?

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo