Policjant pije i jedzie - dość tego horroru

    Policjant pije i jedzie - dość tego horroru

    Wojciech Mąka [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Policjant pije i jedzie - dość tego horroru
    Pijany policjant wjechał samochodem w tłum gapiów i ranił troje dzieci. Pijany dzielnicowy prowadząc auto zabił dwie kobiety. O alkoholizmie (jest nim dotkniętych 15 procent policjantów) nawet Komenda Główna mówi coraz głośniej. Ale na razie nic z tego nie wynika.
    Policjant pije i jedzie - dość tego horroru
    "Chłopaki przyjadą, to wszystko załatwią, a brykę się wyklepie" - usłyszeli gapie na miejscu wypadku od pijanych policjantów z Ożarowa, gdy ich samochód wylądował na przydrożnym drzewie. Wcześniej auto uderzyło w prawidłowo jadący samochód. Obaj policjanci - dzielnicowy z Ożarowa i jego kolega z Ostrowca, byli tak pijani, że nie mogli wysiąść z samochodu. Do wypadku doszło w lipcu ub. roku.
    W grudniu tego samego roku pijani policjanci staranowali radiowozem ogrodzenie prywatnej posesji i uderzyli w stojący tam samochód - do zdarzenia doszło w Długołęce pod Wrocławiem.
    Jeden z funkcjonariuszy miał prawie 2 promile alkoholu we krwi. Obaj długo pracowali w policji - jeden 13 lat, drugi - 11. Był to 14 i 15 policjant na Dolnym Śląsku, który w ub. roku został przyłapany na pijaństwie.
    Pięć uszkodzonych samochodów i sparaliżowany przez kilka godzin ruch na trasie pod Bytomiem to efekt kolizji, do której doprowadził w marcu br. pijany 50-letni policjant z wydziału konwojowego komendy w Tarnowskich Górach. Prowadzony przez niego volkswagen passat najechał na stojącego na czerwonym świetle forda. Policjant uciekł z miejsca kolizji, ale został złapany. Miał 2,34 promila alkoholu we krwi.
    Dwa tygodnie temu w podbydgoskich Strzelcach Dolnych doszło do kolizji. Policjanci, którzy przybyli na miejsce, w sprawcy kolizji rozpoznali swojego kolegę z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Był po służbie, ale usiadł za kółkiem pijany - miał 2,36 promila.

    Po pachołkach, w tłum

    W połowie ub. roku w Stargardzie Szczecińskim zorganizowano festyn motoryzacyjny. Wziął z nim udział Artur W. Już na początku przejazdu kierowca miał kłopoty z prowadzeniem samochodu - przewracał pachołki i nie reagował na polecenia sędziów. W pewnym momencie nie opanował samochodu i wjechał w publiczność. Trójka dzieci została ranna. Okazało się, że Artur W. miał około 2,5 promila alkoholu we krwi. Sprawca tragedii był policjantem komendy powiatowej w Stargardzie. Razem z nim w samochodzie siedział kolega ze służby.
    Stargardzki dramat zaszkodził też komendantowi powiatowemu w Stargardzie. Po wypadku Artur W. napisał raport o zwolnienie ze służby, a komendant go przyjął, nie wszczynając postępowania dyscyplinarnego. W ten sposób policjant zachował prawo do pełnej odprawy. Gdy o wszystkim dowiedział się komendant wojewódzki - wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec przełożonego Artura W.

    Zabił

    Ilu pijanych funkcjonariuszy złapano


    2001 rok - 382
    2002 rok - 420
    2003 rok - 380
    2004 rok - 349
    2005 rok - 378



    Monika miała 20 lat, Lidka - 19. Wracały z kolegą poboczem pustej drogi w nocy z imprezy. Chłopakowi się udało, szedł za nimi, więc rozpędzony polonez go nie dosięgnął. Auto wbiło się w pobliskie drzewo. Zakrwawiony kierowca uciekł. Obie dziewczyny zginęły. Świadek wypadku rozpoznał kierowcę - Kazimierza W., dzielnicowego z komendy powiatowej w Kozienicach. Zatrzymano go kilkanaście minut później. Był pijany. Trafił do aresztu.
    Policjantowi przełożeni wystawili bardzo dobrą opinię - aktywny, chwalony itd. Nikt nie pamiętał o tym, że Kazimierz W. nie pierwszy raz siadał za kółkiem po pijaku. W 2000 roku spowodował kolizję. Trzy wcześniejsze lata pod rząd był karany naganami za stawianie się w pracy pod wpływem alkoholu. Tyle że nie było po tym śladu w jego teczce personalnej. Przewinienia w policji ulegają zatarciu po 5 latach.
    Następnego dnia po wypadku - 8 lipca 2005 roku - przed komendą w Kozienicach pojawiła się stuosobowa grupa manifestantów. Mieli transparent: "Pijany kierowca - policjant zabił Lidkę".

    Wódka i pistolet

    Prawie dwa tysiące sztuk bojowej amunicji znaleziono w połowie roku na strzelnicy w Piotrkowie Trybunalskim. Okazało się, że tego dnia ćwiczyli policjanci. Strzelali i pili wódkę. Uciekli, gdy dowiedzieli się, że na strzelnicy może się pojawić komendant.
    W połowie ubiegłego roku dwaj policjanci z katowickich oddziałów prewencji, będąc po służbie, spacerowali nocą po ulicach miasta. Nie wiadomo dlaczego nagle zaczęli się szarpać z jakimś przechodniem. Jeden z policjantów wyciągnął służbową broń i strzelił. Pocisk trafił kolegę - ten został ranny. Jak się okazało po badaniu alkomatem, obaj funkcjonariusze byli pijani.

    Mieli wyrzucać, ale...

    Oficjalnie w policji mówi się tak: do 1989 roku na wódkę przymykano oko, bo to stresująca praca. Potem o problemie zaczęto mówić, ale nikt nic z tym nie robił, bo były ważniejsze sprawy w państwie. W ostatnich latach nawet Komenda Główna Policji zaczyna oficjalnie, ale nieśmiało mówić o alkoholizmie wśród policjantów. Jak na razie najodważniejszy był nadinspektor Marek Hebda, były komendant wojewódzki policji w Lubelskiem, a później zastępca komendanta głównego, gdy w październiku 2004 roku zwolnił za pijaństwo szesnastego funkcjonariusza. Hebda stwierdził wprost: alkohol w policji to problem. I wysłał apel do rodzin o zdecydowane reakcje na problemy alkoholowe policjantów.
    To nie pierwsza próba walki z nałogiem w policyjnych szeregach. W kwietniu komendant główny nakazał komendantom wojewódzkim restrykcyjne traktowanie przyłapanych na pijaństwie policjantów - zwłaszcza sprawców przestępstw i wykroczeń. Mieli być wyrzucani ze służby, a nie odchodzić na własną prośbę, zachowując przywileje.
    Z nakazu komendanta niewiele wyszło. Gdy w 2005 roku biuro ochrony informacji niejawnych i inspekcji KGP przyjrzało się problemowi, okazało się, że z ponad 300 przyłapanych na pijaństwie policjantów sprawców przestępstw w całym kraju - ponad 100 odeszło na własną prośbę.

    My - pośrodku

    Wódka z policyjnych szeregów nie znika - w 2001 roku w kraju złapano pijanych 382 funkcjonariuszy. Rok później 420. W 2003 było ich 380. Dwa lata temu - 349. Rok temu - 378.
    Najwięcej pije się w komendzie stołecznej - w 2004 roku przyłapano tam aż 39 pijanych policjantów. Niewiele mniej było w całym województwie mazowieckim. W Łódzkiem - prawie 30. Najmniej - przynajmniej statystycznie - policjanci piją w Opolskiem.
    Kujawsko-Pomorskie jest w połowie stawki. Dwa lata temu tzw. wydarzeń nadzwyczajnych z udziałem pijanych policjantów było 13. Rok temu - 15. W tym roku - na razie - tylko jeden.
    Te dane to statystyka - przypadki ujawnione. Według badań Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i terapeutów ze szpitala MSWiA w Otwocku alkoholizmem jest dotkniętych piętnaście procent policjantów. Średnia dla innych grup społecznych to 10 procent.

    Odtruwanie

    - Alkoholizm wśród policjantów przestaje być tematem tabu, w samym środowisku maleje też przyzwolenie na jego używanie - twierdzi nadkomisarz Elżbieta Sadzikowska, psycholog z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.
    Od sześciu lat z pijaństwem wśród policjantów walczą psychologowie. W każdej komendzie wojewódzkiej jest ich kilku. Uczą komendantów, w jaki sposób ci mają rozpoznawać problemy alkoholowe u podwładnych. Sygnałów ostrzegawczych może być kilka: policjant bierze niespodziewanie wolny dzień, najczęściej w poniedziałek; przychodzi na kacu; jest zmęczony; trafiają mu się nagłe zwolnienia lekarskie; spóźnia się z wykonywaniem zadań.
    Gdy alkoholik w mundurze wpadnie - przełożony zawiera z nim coś w rodzaju kontraktu: idziesz na leczenie i wracasz do służby. Jak znów wrócisz do wódki - wylatujesz z policji.
    Jedyny w Polsce ośrodek leczenia choroby alkoholowej wśród policjantów jest w klinice MSWiA w Otwocku. Na oddziale przebywa średnio około 50 policjantów z całego kraju. W czasie sześciu tygodni najpierw są odtruwani, potem terapeuci uczą ich, jak mają sobie radzić bez alkoholu. Warunek przyjęcia do Otwocka jest jeden - w dniu przyjęcia policjant nie może mieć we krwi więcej jak jeden promil alkoholu. - Leczenie odbywa się na koszt MSWiA - przyznaje Paweł Biedziak, rzecznik komendanta głównego policji.
    Rzadko kiedy policjanci zgłaszają się na leczenie dobrowolnie. Większość robi to dopiero na polecenie przełożonego. W ubiegłym roku np. w województwie łódzkim zawarto pięć kontraktów z policjantami alkoholikami. W Kujawsko-Pomorskiem w tym samym czasie takich kontraktów było osiem.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo