Dwie historie o życiu za 135 złotych.

    Dwie historie o życiu za 135 złotych.

    Małgorzata Święchowicz [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Pewnie, że schabu by się chciało. Ale ile to kosztuje?
    Droga z Łasina na Święte. Wiosna, a tu jeszcze śnieg przy drodze. Kiedyś przy drodze były też tory, ale zaczęli rozbierać. Tędy już żaden pociąg nie pojedzie. Pekaes też nie dociera.
    Dorota (23 lata), Anka (22) i tak siedzą w domu. Nie jeżdżą ani do pracy, ani do szkoły. Skończyły podstawówkę, jak mama. Najbardziej wykształcona jest najmłodsza, Beata. Ma świadectwo liceum profilowanego. Ale do matury nie podeszła. - Spięcie z panią od biologii - mówi. - Pani się uwzięła, czy co.
    Może kiedyś jeszcze spróbuje zdać egzaminy, może wyjedzie na studia z psychologii. Ale na razie nie myśli.
    Ojciec (z rentą), matka (z niczym), narzekają, że ciężko, coraz gorzej. Dziś jak Anka poszła do sklepu, to przyniosła chleb na kreskę. A już żeby jogurt, żeby coś do obłożenia, to nie, choć prosiła.
    - Sklepowa nie jest miła - mówi Anka. - Dokucza.
    Dziś przez sklepową mało się nie poryczała. Poszła więc do jednego gospodarza, do drugiego, żeby pożyczyli sto złotych na jedzenie. Nie dali.
    Ojciec usiadł, napisał list do redakcji, żeby może redakcja pomogła, zajęła się, załatwiła. Może ubrania? Córka Ania wzrost 156, Beata 146 i syn, który dopiero ma roczek.
    Może buty? Rozmiar trzy. Albo rozmiar czterdzieści dwa.
    A może przynajmniej występ w programie: Zwyczajni niezwyczajni?

    Bo zginiemy

    List Lecha Góralskiego jest dramatyczny: małe dzieci, ciężka choroba, renty 391 złotych. Zamróz na ścianach, wilgoć, stęchlizna. Bardzo proszę o pomoc bo zginiemy.
    Lech Góralski ma ładny charakter pisma, ale słabe rozeznanie w dochodach. Okazuje się, że renty dostaje 413 plus z opieki 260 i mieszkaniówki 137. Do tego mają 263, które dostaje Ania, bo jej się należy rodzinne. Wychodzi 1073.
    Góralskiemu nie tylko z pieniędzmi się pokręciło. Z dziećmi też. Bo drobiazg, o którym pisał, to nie jego, a córek. Synek Ani właśnie skończył roczek, a Doroty skończy roczek w czerwcu. Dorota właściwie jest już na swoim, trzy kilometry stąd, ma mężczyznę z rentą.
    Anka mężczyzny nie ma, więc we wsi jest gadanie, czyj to dzieciak. Mówią, że pewnie zaszła z jakimś młodym, pewnie z jakimś starym. Wygląda im na to, że z żonatym. Albo z kawalerem. Stąd. Albo z dalekiej zagranicy.
    Rodzicom długo bała się powiedzieć. Dopiero, jak brzuch wysadziło. Wyzłościli się, wykrzyczeli, przeszło. Nie naciskają na ożenek, ani żeby ten, co zmajstrował dziecko, płacił alimenty.

    Z kaszą, ziemniakami

    Mały popiskuje. Lubi, jak mu dać piętkę chleba.
    - Ostatnio schudł dwa kilo, chorował - Ania bierze małego na ręce.
    Tak sobie siedzą. Ania na wersalce albo w fotelu. Dziecko na kolanach. Telewizor chodzi, popatrzą. Później obiad. Pomidorowa na wodzie z nitkami. Ogórkowa albo krupnik z kaszą i ziemniakami (sąsiad poratował ostatnio wiaderkiem ziemniaków).
    - Pewnie, że schabu by się chciało, ale ile to kosztuje? - pyta Góralska.
    Więc schabu nie pamiętają. Tylko kurczaka. Jest wyjątkowo, w okolicach dziesiątego, gdy Góralski odbiera rentę.

    Za tamto czepianie

    Dorota czasami wpada, ponarzeka, bo ciężko żyć z jednej renty.
    - My jej nie pomożemy, ani ona nam - mówią. Ma swoje życie. Oni swoje.
    Śpią w jednym pokoju. Anka przy piecu, bo z małym. Mama pod ścianą (łóżko obłożone starą gąbką, żeby od ściany nie ciągnęło i grzyb nie zajmował pościeli). Ojciec na półkotapcza-nie, Beata na podłodze (materac rano się składa, wieczorem rozkłada).
    - Z opieki jak przyjadą, to popatrzą i zaraz mają pretensje, zawsze coś - Góralska głos podnosi, jakby w pretensjach za tamte pretensje, za tamto czepianie. Kiedy była młodsza, opieka proponowała, żeby poszła za sprzątaczkę w bazie, ale dojazd 15 kilometrów. Wkurzyć się można. Niech dadzą coś, ale bliżej. No to kiedyś sklep jej zaproponowali. Ale przecież z podstawówką, to się człowiek jeszcze pomyli w liczeniu... Nie jest tak, żeby zawsze odmawiała. Bo przecież 10 lat temu poszła do sprzątania, więc chwilowo jakieś zatrudnienie było i później kuroniówka...
    - A z tym sądem, co była kiedyś sprawa o zaniedbywanie dzieci, to nie ma co rozpamiętywać - mówi Góralska. - Bo nie chodziły zawszone, ktoś zlośliwie doniósł. Tyle zarzutów, a nieprawdziwych, bo w zerówce to przecież moje dzieci były najczyściejsze. Kurator zresztą przychodził, sprawdzał.

    Kto wymyślił tę pożyczkę?

    Dziś do Góralskich wpadła kuzynka, zostawiła osiem papierosów własnej roboty. Góralska wypali, uspokoi się.
    - Żeby tak co miesiąc człowiek miał ze dwa tysiące złotych, to by się obrobił - mówi. Wychodziłoby po 400 na osobę, a tak wychodzi po 200, ale tyle jest opłat, że z tego człowiek widzi połowę. Do jedzenia jest głównie chleb i mleko, które zamawia się na początku miesiąca u gospodarza i odbiera co drugi dzień.
    Okna watą poobtykane, sufity czarne, ubrania w starej szafie wilgotne. W łazience woda kapie po ścianach. W kuchni olejna z lamperii odchodzi, podłoga przykryta kawałkami wykładzin: tu kwadrat zielonej, tam prostokąt bordo, tu dywanowa, tam gumolit.
    - Zagina się to diabelstwo, nogi można połamać - Góralska klnie na te kawałki, które sama ułożyła na podłodze.
    Chce, żeby administracja w końcu coś z tym zrobiła, Żeby było ładnie, jak w innych domach. Pogania administrację. A ta wypomina, że są zaległości w czynszu. Więc Góralska na to, że przecież spłaci się z najbliższej mieszkaniówki, niech nie robią problemów. I sklepowa też nie powinna im stale odmawiać, bo przecież jak się coś bierze na kreskę, to wiadomo, że jak przyjdzie czas, to się odda.
    I pożyczkę na pralkę kiedyś się spłaci (Góralska miała dość opierania w rękach). I spłaci się pożyczki na węgiel (nie dość, że bieda, to jeszcze mieliby mieć zimno?).
    Z tych rat, co wzięli na węgiel w ubiegłym roku, to mają jeszcze siedem do spłacenia, każda po 74 złote. No i jeszcze mają w Providencie 1500, nie licząc odsetek. Przekleństwo. Co tydzień trzeba oddać 50. Ten od Providenta przyjeżdża do wsi w każdy wtorek, około szesnastej. Jest miły, ale stanowczy. Wtorek, to panika, tłumaczenie, wymyślanie, skąd wziąć na ratę? Wtorków nikt tu nie lubi. O szesnastej Góralska ma zważony humor i mówi temu od Providenta, żeby jej nie straszył kierownikiem, bo to i tak nic nie da. Góralski się złości: - Kto wymyślił tę pożyczkę?
    Góralski nie powinien się denerwować. Lekarze stwierdzili u niego cukrzycę, słabe serce. Kiedyś, zaraz po tym, jak ksiądz chodził po kolędzie, zabrali go z zawałem. Ksiądz od razu dał Góralskiej 200 złotych na leki, jeszcze nie oddała.
    - Ja się muszę oszczędzać - mówi Góralski.
    Kiedyś robił w pegeerze, później trochę stróżował, ale dawno. Teraz tylko pokręci się po domu, w piecu napali.
    Góralska też tylko w domu. Kontakt ze światem ma przez komórkę, którą dostała w prezencie na urodziny. Mówi, że nawet chętnie by wyszła z domu do pracy, ale gdzie ją starą wezmą, skoro młodych nie biorą.
    Anka, nawet jakby wzięli, to nie pójdzie, bo karmi piersią.
    Beata czeka, może będzie okazja pojechać do Grudziądza na staż. Mówi, że do Grudziądza to jeszcze pojedzie. Bo do Warszawy nie chciała. Caritas ściągał dziewczyny z popegeerowskich wsi, dawał mieszkanie za darmo i czas na znalezienie pracy. Nie skorzystała. Strach. W Warszawie nigdy przecież nie była. Z Warszawy tylko czasami paczki przychodzą, od takich państwa, którzy kiedyś w gazecie wyczytali, że Góralskim bardzo ciężko się żyje. Przysłali 50 złotych, później szynkę w puszce... Jakby tak jeszcze ktoś coś przysłał, to by była ulga. Bo jak nie, to tylko siąść i płakać.

    Trochę wstyd przed sąsiadami, czyli historia całkiem inna

    Aby dojechać do domu Katarzyny, trzeba kierować się drogą z Bydgoszczy na Sępólno Krajeńskie. Katarzyna (31 lat, wykształcenie podstawowe, mąż, ośmioro dzieci) może opowiedzieć, jak wiązać koniec z końcem. Ale nie chce zdjęć w gazecie, nigdy nie myślała, żeby apelować o pomoc. - Sąsiedzi zaczęliby mnie wytykać palcami. Po co - mówi.
    Nikomu się nie żali.
    Ubiegłoroczne zaświadczenie z opieki o dochodach: razem z zasiłkami i rodzinnym - 1354 złote 34 grosze (na jedną osobę wychodzi niespełna 135,5).
    Katarzyna parzy kawę w przytulnej kuchni przerobionej z przedpokoju. Wyciąga ciasteczka (dzieci pierwsze do ciasteczek). Gdyby nie wymyśliła tej przebudowy kuchni, to by mieli tylko dwa pokoje, a tak są trzy. Jakoś dzieci można porozdzielać: 1,5-roczna Marta i 5-letnia Agnieszka śpią z rodzicami w stołowym, starsze na łóżkach piętrowych u siebie:11-letnie bliźniaki - Madzia i Piotr, 13-letni Damian, 14-letni Patryk, 15-letni Adam i jego bliźniaczka Ewa. Z Ewy to szczególnie zdolne dziecko, zawsze świadectwa z paskiem. Pójdzie do liceum. Później chce na studia ekonomiczne, nie będą odradzać, choć to kosztuje.
    - Dzieci powinny zajść dalej niż rodzice - takie jest zdanie Katarzyny. Mówi im, żeby się uczyły. I żeby poznawały kraj. Jak tylko opieka społeczna organizuje kolonie, pakuje dzieciaki, niech jadą w góry, nad morze. Ona morza nigdy nie widziała.

    Netto czy brutto

    Musimy być cicho, bo mąż Katarzyny śpi. Piekarz. Przez ostatni rok był na bezrobociu. Ale tak naprawdę mało miał wolnego, dorabiał to tu, to tam. Przynosił 300-400 na rękę.
    Dziś święto, wrócił z nocki, przyniósł umowę. Ma pracę! Właścicielka piekarni wzięła go najpierw na próbę, teraz na rok. Będzie zaczynał o szóstej wieczorem, kończył o szóstej rano. Do piekarni ma ponad 10 kilometrów, to nic. Wieczorem złapie busik, rano zabierze się transportem z pieczywem. Przynajmniej przywiezie dzieciakom świeży chleb (a im potrzeba trzech bochenków dziennie) i bułki (zejdzie 20, jak nic). Co miesiąc ma zarabiać 900 złotych, tyle ma w umowie. Bał się zapytać, czy 900, to netto czy brutto.

    Raz w miesiącu i na porcje

    W ich domu pieniądze dzieli się na kupki: mieszkanie, mięsny, drogeria, PZU (w razie śmierci jedynego żywiciela rodziny dostaną 8 tysięcy złotych).
    Do mięsnego Katarzyna bierze 200-250. To co przyniesie mieści się w jednej siatce, mielone, kurczaki, kości. Porcjuje. Musi wystarczyć na miesiąc.
    W drogerii od razu robi zapas proszku, mydła, pampersów. Nigdy nie jest tak, że jak się kończy, to wszystko jednocześnie.
    Nie kupuje na kreskę, na raty.
    W ubiegłym roku zrobili wyjątek - babcia wzięła pożyczkę, żeby dzieci miały wymarzony komputer. Katarzyna oddaje babci, jak ma nadwyżkę.
    - Wszystko zaczyna się układać. Mąż znów ma pracę - cieszy się. Starsze dzieci dostały stypendium po 50 złotych. Oczywiście nie do ręki, trzeba najpierw coś kupić, pokazać rachunek. Od stycznia jeszcze nie było ani jednej wypłaty, ale obiecują, że będzie, więc nie ma co się martwić.
    Do domu na razie nic nie potrzeba, pralkę, kuchnię gazową, mikrofalową, kupili kiedyś, jak jeszcze mąż miał stałą pracę. Wymienili okna, więc nie wieje przez szpary.
    Zresztą patrzeć tylko, jak przyjdzie lato. A latem Katarzyna jeździ do rodziny, do znajomych, którzy mają drzewa owocowe. Zbiera, wekuje. Zimą jest jak znalazł.

    Blond pasemka

    - Ja tam bym chciał być mechanikiem, jeździć po kraju dużym samochodem i naprawiać, kiedy mi się popsuje - mówi Patryk. - Pójdę do zawodówki.
    - Nie opowiadaj, pójdziesz do technikum! - upiera się Katarzyna.
    Miała 16 lat, jak urodziła. Było po nauce. Mąż o osiem lat starszy, planowali dwójkę dzieci, trzecie trochę ich przeraziło. Czwarte załamało, na krótko. Po siódmym wydali niemowlęce ubranka. A tu ósme.
    - Jakoś się żyje, nie mogę narzekać - powtarza Katarzyna. - Zresztą czy od narzekania będzie mi lepiej?
    Ostatnio ciocia ją pochwaliła, że taka dzielna. Dba o wszystko. I wcisnęła jej pieniądze na fryzjera, żeby zadbała też o siebie (- Wiosna, trzeba coś ze sobą zrobić - powiedziała). Nawet wybrała salon, umówiła ją, żeby nie było wykrętów.
    Katarzyna zrobiła blond pasemka i wielkie wrażenie na mężu.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo