Nadzieja w lutym

    Nadzieja w lutym

    Karina Obara [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Hania ma sześcioletnią córkę Asię. Dziewczynka nie widziała taty od dwóch lat, ale tata zatroszczył się o kontakt z małą. Kupił kamerę i wysłał Asi z Anglii. Teraz rozmawiają przez Internet na Skype. Za darmo. Ale alimentów tata nie płaci. Równo dwa lata.
    Gdyby Zosia, dorodna 40-letnia blondynka, która ma powykręcane dłonie od dźwigania ciężkiej niepełnosprawnej 18-letniej córki Zuzi wiedziała, że los podwójnie ją doświadczy, chyba nie zdecydowałaby się na wyjście za mąż. Tym bardziej że teraz, mimo iż kocha męża, musiała się rozwieść.
    - Byłam panną z głęboko upośledzonym umysłowo dzieckiem - wyznaje Zosia z Torunia. - Ojciec Zuzi nie płacił mi nigdy alimentów dobrowolnie, więc dostawałam z Funduszu Alimentacyjnego 550 zł.
    Po kilku latach wyszłam za mąż za rozwodnika. Mąż zarabia 700 zł jako ochroniarz. Płaci uczciwie 400 zł alimentów na dwójkę swych dzieci. Po likwidacji Funduszu 1 maja 2004 roku okazało się, że nie dostałabym nawet połowy tego, co płacił mi Fundusz, bo jestem mężatką! Jak mogę iść do pracy - zastanawiałam się - skoro moja córka wymaga ustawicznej opieki?
    Zosia poszła więc do sądu i wzięła rozwód z mężem. W ten sposób udało jej się dostać 250 zł dodatku z tytułu samotnego wychowywania niepełnosprawnego dziecka. I tak jest stratna 300 zł na likwidacji Funduszu Alimentacyjnego. Razem z córką i mężem, teraz "byłym" oficjalnie, mają na utrzymanie 550 zł.

    Kawa dla pana władzy

    Halina, około 50. Zadbana, zaradna, pracuje w laboratorium, zarabia 1500 zł. Mąż porzucił ją dla młodszej po 17 latach małżeństwa. Pojechał do Anglii po lepsze życie. Lepsze jednak tylko dla niego, bo córki Haliny i Ryszarda, wzorowe studentki, nie posmakowały taty pieniędzy.
    - Miałam przysądzone alimenty po 450 zł na córkę - opowiada swą historię Halina. - Teraz, odkąd zlikwidowano Fundusz, dostaję po 170 zł zasiłku na dziecko. A i te 170 to po ciężkiej walce stowarzyszenia poszkodowanych likwidacją Funduszu Alimentacyjnego, bo wcześniej studenci nie dostawali nic. Znam adres męża, wiem gdzie pracuje i podaję te dane policji co kilka miesięcy. Mimo to, niemalże co miesiąc, policjant przychodzi do mojego domu i szuka tatusia po kątach. Robię panu władzy kawę, on coś skrobie w protokole przy stole, że był, zanotował, odfajkował. Do widzenia - słyszę. Zamykam drzwi. I tak drugi rok męża nie znaleźli.
    Kobiet z podobnymi biografiami jest w naszym województwie tysiące. W Bydgoszczy zawiązały stowarzyszenie. Przystąpiło do niego dwa tysiące pań, samotnych matek, które nie dostają alimentów, ale wierzą, że nowy rząd przywróci im utracony Fundusz Alimentacyjny. W Toruniu pań jest 30, tych z miasta i z okolic.
    - Pomagałam dziewczynom z Torunia założyć stowarzyszenie - mówi Ilona Janiszewska, założycielka Stowarzyszenia Poszkodowanych Likwidacją Funduszu Alimentacyjnego w Bydgoszczy. - Największym naszym problemem jest właśnie to, że egzekucja alimentów jest bardzo mało skuteczna. Jedna z naszych członkiń zrobiła zdjęcia ojcu, podała jego namiary i położyła na biurko komornika. Ten odsunął dyskretnie papiery z biurka i powiedział ściszonym głosem: "Niech pani to zabierze, bo to nielegalne, nie wolno nikogo śledzić". Ale sam niewiele zrobił, aby byłego męża tej pani zmusić do płacenia alimentów.
    Policja zapewnia, że robi wszystko co może, aby ścigać uchylających się od płacenia dłużników alimentacyjnych.
    - Bywa jednak tak, że kobieta ma niewielkie dochody, a dłużnik jest cwany, bo raz płaci, raz nie, albo płaci troszeczkę, aby odwlec egzekucję - mówi Lilianna Kruś Kwiatkowska, rzecznik toruńskiej policji. - Wielu pracuje na czarno, zmienia miejsca pobytu jak rękawiczki, a wtedy trudno dowieść takiej osobie, że uporczywie uchyla się od płacenia alimentów. Nie zmienia to faktu, że za uporczywe uchylanie się od obowiązku alimentacyjnego grożą dwa lata więzienia, rzadko stosowany jest areszt, chyba że taka osoba ma wcześniej zasądzony wyrok.

    I jak tu dalej żyć?

    Ile to kosztuje


    Zaliczka alimentacyjna - 170 zł należy się osobie, która samotnie wychowuje dziecko, ale pod warunkiem, że nie przekracza progu dochodowego na osobę w wysokości 583 zł miesięcznie. Jeżeli nie przekracza 50 proc. tej kwoty (291,50 zł) to może uzyskać zaliczkę w wysokości 300 zł (przy 1 lub 2 dzieci; jeśli ma 3 dzieci to otrzymać może na nie po 250 zł ). Ta sytuacja ogranicza zawodowo, bo traci się świadczenia po podjęciu pracy - mówią samotne matki. Otrzymanie zaliczki zależy też od statusu kobiety. Nie mają na nią szans mężatki



    Małgorzata Piotraszewska z Prokuratury Rejonowej Toruń Wschód zapewnia, że fakt zlikwidowania Funduszu Alimentacyjnego dla bytu przestępstwa nie ma znaczenia.
    - Raz na pół roku mamy obowiązek sprawdzać, czy poszukiwany, np. za niepłacenie alimentów, nie mieszka pod ostatnim adresem stałego zameldowania, stąd pewnie odwiedziny u pani Haliny - tłumaczy prokurator. - Jeśli poszukiwany za niepłacenie alimentów wyjechał za granicę, to jest możliwość ścigania go poprzez tzw. europejski nakaz aresztowania. Jest to jednak przepis nowy, pojawił się w Polsce przed kilku laty, a przeszkody w jego funkcjonowaniu być może leżą w sądach rodzinnych.
    Kobiety z toruńskiego stowarzyszenia znalazły oparcie w pośle PiS Zbigniewie Giżyńskim. Otrzymały od niego pokój przy biurze poselskim. Mają do dyspozycji prawnika, pedagoga, psychologa.
    - Żyjemy nadzieją, że rząd wypracuje przynajmniej kompromis - powiada Daria Cieplik, jedna z założycielek toruńskiego stowarzyszenia. - Stowarzyszenia dały nam możliwość działania, walki o prawa naszych dzieci. Ani Magdalena Środa, ani Izabela Jaruga-Nowacka palcem nie kiwnęły w naszej sprawie przed rokiem. Nawet nam nie odpisały na prośby i pisma. A teraz? Obywatelski projekt naszej ustawy o przywrócenie Funduszu leży w Sejmie i ma być po raz pierwszy czytany w lutym.
    - Obiecał nam to marszałek Marek Jurek - dodaje Irena Dąbrowska, która wraz z Darią stoją na czele toruńskiego stowarzyszenia. - Na początku miałyśmy wrażenie, że to walka z wiatrakami. Nie możemy się jednak pogodzić z tym, że kobieta wychowująca samotnie dziecko nie może pójść do pracy, bo nie dostanie nawet zaliczki alimentacyjnej. Po prostu nie może przekroczyć progu zarobków. I jak żyć za taką kwotę?
    Życiu na skraju nędzy na co dzień przyglądają się urzędniczki w opiece społecznej, których biurka pełne są próśb o zasiłki.
    - To nie jest tak, że wszyscy podopieczni mają postawę roszczeniową, oni często cierpią, że muszą poprosić o pomoc - przyznaje urzędniczka z podtoruńskiej wsi. - Przyszła do mnie kobieta i poprosiła o pół tony węgla, bo nie daje rady, choć pracuje, ale jest sama z trójką dzieci. "Jak miałam alimenty, to sama sobie kupiłam i nie musiałam prosić - mówiła ze łzami w oczach". I to była prawda, nigdy wcześniej do nas nie przychodziła.
    Hania, mama Asi, nie wie jak postąpić. Pozwala małej pogadać z tatą na Skype. Dobrze, że dziecko ma kontakt z ojcem, za darmo. Ale jak tatę namierzyć przez Internet? I kto poszuka go w Anglii? - Nadzieja w lutym - wzdycha Hania i głaszcze Asię po głowie, gdy ta opowiada tacie o kolejnej piątce w szkole.

    ***
    PS. Imiona niektórych bohaterek zostały zmienione.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo