Dziecko za tysiąc

    Dziecko za tysiąc

    JOLANTA ZIELAZNA

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Dziecko za tysiąc
    Becików już nie ma. Jest za to becikowe, czyli wiele hałasu. Pieniędzy też więcej, ale nie dla wszystkich.
    Dziecko za tysiąc
    Hałas jest nie tyle o 500 złotych więcej dla niektórych, ile o następny tysiąc dla wszystkich. A jeszcze większy hałas jest o to, co widać w tle dyskusji: zapłacimy tysiąc albo dwa, żeby kobiety więcej rodziły i żeby przyrost naturalny był większy. Politycy szybko pojęli głupotę takiego myślenia i wycofali się, ale hasło zostało.

    Pożal się Boże polityka

    Agnieszkę mama jeszcze zawijała w becik, ale ona swego synka już nie.
    To znaczy kupiła "becik wielofunkcyjny", tak się teraz nazywa mięciutki, ciepły kocyk, zapinany na suwak i napy. Dwa miesiące przed porodem pojechali z mężem do hurtowni. Ubranka, te wszystkie koszulki, kaftaniki, śpiochy, czapeczki, pieluchy i pampersy, kocyk, pościel, wanienka, przewijak i dziesiątki innych rzeczy z trudem zmieściły się w samochodzie. Zostawili wtedy w kasie około 700 złotych, a i tak później trzeba było pojechać jeszcze raz. Bo część kaftaników okazała się za mała, niektóre kosmetyki uczulały, brakowało tego i owego. Tym razem poszło chyba jeszcze 400 złotych. Łóżeczko kupili od znajomych za grosze. Babci wdzięczni są za wózek, bo to największy wydatek.
    Za zamożnych się nie uważają, na zasiłek rodzinny jednak są za bogaci. A nie ukrywają, że jednorazowy zastrzyk gotówki, gdy ma się pojawić dziecko, bardzo by się przydał. Ale rodzić dla tysiąca złotych?! A później co? Śmiech pusty Agnieszkę ogrania, gdy słucha o takiej "polityce prorodzinnej".

    Nie dla marnego tysiąca

    Rodziny nie myślą kategoriami demografów, bijących na alarm, że coraz nas mniej, nie martwią się o tak zwaną zastępowalność pokoleń. Te, które w ogóle zadają sobie pytanie: czy już? zamieniają je raczej na: czy możemy sobie pozwolić, czy w ogóle nas stać na dziecko?
    - Chęć posiadania potomstwa wynika z nastawienia do niego i do rodzicielstwa - mówi psycholog, dr Anna Gasiulowa. Choć na emeryturze, pracuje na uniwersytetach w Toruniu i Bydgoszczy. Wiadomo, że jednym z elementów jest ekonomia: - Ale nie na tyle, by dla marnego tysiąca złotych ludzie chcieli mieć dziecko lub nie - uważa. Cieszy się, gdy widzi, że znane kobiety pokazują się w ciąży albo w otoczeniu rodziny. - Zaczyna to być pokazywane jako wartości, z którymi ludzie chcieliby się identyfikować.
    Psycholodzy raczej nie mają złudzeń: jeśli za rok urodzi się więcej dzieci, to nie z powodu tysiąca złotych. - Wiele rodzin nie chce mieć więcej niż jedno dziecko albo chce mieć je później - uważa prof. Małgorzata Kościelska, psycholog kliniczny z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. - Prestiż, nacisk na osiągnięcie wymaganych standardów życia sprawia, że ludzie boją się. Boją, że nie sprostają potrzebom uzyskania mieszkania, samochodu - to jest ich zdaniem niezbędne, żeby wychować dziecko.
    Tysiąc złotych becikowego to nie aż tak dużo, gdyby się chciało za to kupić wyprawkę. Wystarczy wejść do pierwszego lepszego sklepu dla dzieci i choć pobieżnie policzyć, by przekonać się, na co wystarczy zasiłek.
    - Dla rodzin uprawnionych do zasiłku rodzinnego dodatkowe 500 złotych, a teraz tysiąc to na pewno spory zastrzyk - uważa Stefania Myszkier, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej w bydgoskim urzędzie wojewódzkim. - Ja bym jednak była za tym, żeby więcej dostały te, które są najbiedniejsze i rodziny wielodzietne.
    Kasa to nie to
    Dyrektor Myszkier wątpi, czy tysiąc złotych zachęci matki do rodzenia kolejnych dzieci. - Kobiety są coraz lepiej wykształcone, coraz później decydują się na dziecko. Ważny jest dostęp do żłobków, przedszkoli, żeby były niedrogie i czynne dłużej niż do godziny 16.00 Polityka prorodzinna to kwestia całego jasnego systemu wspierania rodziny.
    Wystarczy wejść na internetowe fora dyskusyjne i poczytać komentarze o tysiączłotowej "zachęcie". Owszem, przyda się na wydatki, ale są sprawy bez porównania ważniejsze.

    Ile się urodziło

    Ile się urodziło


    W pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku w województwie kujawsko-pomorskim urodziło się 15 577 dzieci. Najwięcej w powiecie inowrocławskim - 1 144. Niemal co druga matka (7 573) w województwie dostała dodatek na urodzone maleństwo.



    Długie odkręcanie

    Zmienia się hierarchia spraw ważnych. Dr Anna Gasiulowa obserwuje kobiety od lat. - Zwykle po roku zajęć pytam studentów, co dla nich najważniejsze? Kiedyś na pierwszym miejscu wymieniali życie rodzinne. Od jakichś dziesięciu lat - samorealizację. W ankietach widać, że rodzina spadła z pierwszego miejsca gdzieś niżej. Gdzieś się też zapodziały: uczucie, odpowiedzialność. Kandydat na dobrego męża powinien mieć mieszkanie, samochód. Kiedyś takich materialnych wymagań nie było. On zaś mówi, że ona powinna być atrakcyjna fizycznie, seksualnie. - Zmieniła się mentalność - komentuje psycholog. - Trzeba lat, żeby to odkręcić, żeby się wzorzec zmienił. Dodaje, że potrzeba wielu działań, rozważnej opieki, pozwalającej na minimum godnego życia. Wtedy ludzie lepiej patrzeć będą na rodzicielstwo.



    Ile za najmniejsze?

    Ile za najmniejsze?


    Koszulki: 5-11 zł, kaftaniki 10-22 zł, sweterki 30-60 zł, śpiochy 8-22, kombinezon 50-80 zł, śpiwór do wózka - 80 zł, becik wielofunkcyjny 55-80 zł, kocyk 22-115 zł, rożek 32-47 zł, pampersy (najtańsze i najmniejsze) 48 groszy za sztukę, tetrowe pieluchy 2 zł za sztukę. Łóżeczko 125-360 zł, materac 50-80, pościel 55-180 zł. Wózek - taki, na który zwraca się uwagę - od 900 zł.
    Mleko "od urodzenia" od 11 zł za paczkę, starczy na tydzień albo i nie. Do tego oliwki, zasypki, chusteczki, smoczki, butelki i dziesiątki drobiazgów, a wszystko składa się na wydatki około 2 tysięcy złotych. To na początek.



    Żeby była praca i urlop

    Agnieszka, której synek nie wie, co to becik, do pracy wróciła po pięciu miesiącach. Chętnie zostałaby z małym dłużej, ale w domowej kasie bardzo brakuje pieniędzy. Pensja potrzebna jest na czynsz i spłatę kredytu na mieszkanie. Troszeczkę zostaje dla opiekunki. Młoda babcia jeszcze pracuje i wnukiem zająć się nie może. Za to pomaga im w większych wydatkach. Dlatego dłuższy urlop macierzyński to jest to, za czym Agnieszka by optowała.
    Chciałyby go też pracujące kobiety, które oczekują dziecka. Przychodzą na kontrolę do lekarza i mówią położnym nie o "becikowym", ale właśnie o urlopie.
    Większości podopiecznych Renaty Wasielewskiej dłuższy urlop nie jest potrzebny, bo rzadko która młoda mama pracuje. Jako położna środowiskowa rodzinna ma pod opieka spory rejon Bydgoszczy, akurat ten obejmujący stare i ubogie dzielnice. Miesięcznie odwiedza 10-11 rodzin, niemal wszystkie matki to młode dziewczyny, rodzące swoje pierwsze dziecko. Rzadko która bierze ślub z ojcem dziecka. Te, które urodziły w grudniu dostały już po pięćset złotych, mamy styczniowe dostaną tysiąc. - Dla niektórych to masa pieniędzy - nie ma wątpliwości położna. Tu nie traci się pieniędzy na nowe ciuszki, wózek, łóżeczko. Ubranka wędrują od koleżanki do koleżanki. Kupuje się tylko to, co niezbędne.
    Renata Wasielewska: - Ja bym chciała, żeby oni wszyscy mieli pracę, to zarobią na dzieci. Jak będą co miesiąc otrzymywać pensję, kupią, co będzie potrzebne.

    Internauci komentują

    Internauci komentują


    OJCIEC: Dłuższy urlop macierzyński jest korzystny przede wszystkim dla dziecka, wie o tym każdy, kto je ma.
    OBYWATELKA: Niech LPR i podobni wreszcie zrozumieją, że rodzinom potrzebna jest PRACA, dobre (godne) zarobki, a wtedy sami zdecydują, czy i ile razy rodzić i wychowywać. Niech ta partia lepiej się zabierze za stwarzanie warunków sprzyjających zatrudnieniu, a ludzie pracujący sami sobie dadzą radę.
    WIOLETTA: Jestem w ciąży i z tego co widać dostanę te 1000 zł. I powiem wam, że bardzo mi się przyda właśnie na wydatki na dziecko, bo z kasą krucho. Niemniej uważam, że pomysł nie jest zbyt dobry, kasa będzie źle wykorzystana, a jeśli ktoś chce mieć dziecko (tak normalnie, po prostu), ta kasa nie ma żadnego znaczenia.



    Już przerabialiśmy

    W ośrodkach pomocy społecznej czy urzędach gmin przyszłe mamy specjalnie się nie dopytują, co z tymi pieniędzmi. Hałas był w Sejmie, w mediach, a w gminach cisza. Za mało czasu minęło. Urzędnicy czekają na Dziennik Ustaw, muszą zobaczyć, co i jak w ustawie zmieniono.
    W tym całym szumie zwyczajnie zapomniano, że "becikowe", choć wtedy tak nie mówiono, wypłacano także w latach 90. Początkowo przed i długo po porodzie, później stopniowo to ograniczano, bo za dużo kosztowało. - Niektóre kobiety dwa razy zdążyły urodzić, żeby dłużej bez przerwy dostawać pieniądze - pamiętają pracownicy socjalni.

    Piękny gest

    Anna Gasiulowa: - Ten tysiąc jest ważny jako symbol, gest. Jak się chce mówić poważnie o wspieraniu rodziny, to rząd zrobił pierwszy krok i powinien iść dalej.
    Są rodziny, w których dzieci rodzą się licznie bez względu na to, ile wynosi zasiłek. I są takie, których nawet 10 tysięcy złotych nie przekona do drugiego dziecka. Tak było, jest i będzie.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo