Druga ręka Jana

    Druga ręka Jana

    ADAM WILLMA

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Grupa średniowiecznych rzeźb wraca po konserwacji do kościoła konkatedralnego w Chełmży. Wraz ze swoimi tajemnicami.
    Jeśli Chełmża komuś z czymś się kojarzy, to głównie z cukrownią, czasem z wysokim bezrobociem i kąpieliskiem nad malowniczym jeziorem. Rzadziej ze średniowieczną historią, którą zawłaszczył okoliczny Toruń na spółkę z pełnym zabytków Chełmnem. A szkoda, bo na politycznej mapie średniowiecznej Europy był to punkt, którego zlekceważyć nie sposób.

    Mistrzowie i cukrownicy

    - To właśnie Chełmża miała być nekropolią największych postaci zakonu krzyżackiego i przez pewien czas taką rolę pełniła - podkreśla dr Piotr Birecki, historyk sztuki z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
    - W Chełmży miejsce spoczynku znalazło aż trzech krajowych mistrzów zakonu krzyżackego, w tym jeden Wielki, rządzący wszystkimi Krzyżakami Zygfryd von Feuchtwangen, który przeniósł siedzibę zakonu z Wenecji do Malborka.
    Bryłę chełmżyńskiej konkatedry pod wezwaniem Świętej Trójcy wznoszono mozolnie od 1251 roku przez cale stulecie.
    W 1422 roku budynki kapituły chełmżyńskiej zamieniły się w twierdzę dla odparcia ataku wojsk króla Jagiełły. Rycerze polscy spustoszyli krzyżackie dobra, świątynia poszła z dymem.
    Czy drewniana postać Chrystusa pamięta tamte wydarzenia? Prowadzone od dwóch miesięcy prace konserwatorskie mogły przynieść odpowiedź na to pytanie. - Tak naprawdę nie wiadomo, w którym roku rzeźby pojawiły się w kościele - przyznaje Piotr Birecki - Przy zdejmowaniu kolejnych warstw malarskich konserwatorzy doszli aż do pierwszej. Okazało się, że drewniana postać jest na całej powierzchni czarna od sadzy. Niewykluczone więc, że kiedy rycerze Jagiełły wtargnęli do kościoła, Ukrzyżowanie już tam było i ucierpiało od pożaru.

    Czarna zagadka

    Ale tu pojawia się pierwsza zagadka - na figurach, Jana i Marii Magdaleny, nie ma śladu po sadzy. Już na pierwszy rzut oka widać zresztą, że wyszły spod dłuta raczej ucznia niż mistrza, którego dziełem jest chełmżyński Chrystus.
    - Niewykluczone, że oryginalne postaci Jana i Marii Magdaleny poważnie ucierpiały, może nawet spłonęły podczas działań wojennych. Figura Ukrzyżowanego znajdowała się wyżej, a więc ogień mógł jej nie dosięgnąć - snuje przypuszczenia Piotr Birecki. - A zatem Jan i Maria Magdalena mogą pochodzić z późniejszego okresu. Pod względem artystycznym są to zresztą rzeźby wyraźnie słabsze, znacznie mniej w nich detali.
    - Rzeźba Chrystusa to dzieło wysokiej próby - podkreśla Juliusz Raczkowski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, specjalizujący się w sztuce gotyku. Sporo w niej precyzyjnych szczegółów, które uwypuklają ekspresję śmierci. W uchylonych ustach widać zęby, a nawet lekko wysunięty język. Po pożarze rzeźba została pomalowana ponownie - dawny rzemieślnik nałożył kilka warstw farby, aby uzyskać siny kolor ciała umarłego.
    Reszta była majstersztykiem - jak byśmy dziś powiedzieli - charakteryzacji. Fakturę skóry oddano przy pomocy mieszkanki papieru, skóry i kleju kostnego.
    - To popularne w tamtych czasach metody - wyjaśnia doktor Birecki. - Na przykład żyły na ciele oddawano przy pomocy sznurka. Gruba warstwa farby imitowała zastygłą krew. Aby uzyskać efekt naturalności, fragmenty rzeźbionych szat wykonywano z impregnowanej skóry. Przykładem jest rękaw Jana, wykonany właśnie ze skóry.
    Święty Jan kryje jeszcze jedną tajemnicę - jego dłoń nie jest oryginalna. Dorobiono ją później, niezbyt zresztą fachowo. Wyraźnie odstaje od reszty. Okoliczności, w których średniowieczna rzeźba została uszkodzona, nigdy zapewne nie zostaną już wyjaśnione.

    Worek z krwią

    Figura Jezusa jest wydrążona w środku. Otwór zaślepiony został skrupulatnie drewnianym elementem. To typowy zabieg średniowiecznych artystów, wynikający z prozaicznych przyczyn - chodziło o to, aby zmniejszyć wagę figury. Nie tylko dla potrzeb transportu (pojawiła się niedawni hipoteza, że Chrystus z Chełmży powstać mógł w jednym z czeskich warsztatów), ale i o jego użycie w liturgii. XV wiek przyniósł ożywienie religijne określane jako devotio moderna. Kościelne rzeźby ożyły, stały się bohaterami religijnych spektakli. W wielu kościołach w czasie Wielkanocy wciągano czasem rzeźbę Jezusa (lub - o zgrozo - żywego aktora) aż pod sklepienie, aby plastycznie przedstawić Wniebowstąpienie.
    Tajemniczy rytuał, zamknięty dla ludzi spoza zgromadzenia, towarzyszył przez wieki zakonnicom z Chełmna. Wewnątrz rzeźby Chrystusa umieszczano worek ze zwierzęcą krwią. Przy składaniu ramion worek pękał, a z ran wydrążonych w drewnie wypływała krew. Zakonnice obmywały "ciało", otulały je całunem i składały w grobie.
    Podczas konserwacji przy koronie cierniowej Chrystusa z Chełmży konserwatorzy odnaleźli kilka ludzkich włosów. - To zapewne pozostałość po peruce - przypuszcza Piotr Birecki. - Częstą praktyką było wzbogacanie rzeźby o ludzkie włosy. Chodziło o podkreślenie realizmu.
    Kim był człowiek, który użyczył włosów Ukrzyżowanemu, już się nie dowiemy. Podobną tajemnicę kryje rzeźba Matki Boskiej w Sanktuarium w Rywałdzie Królewskim. Kruczoczarne włosy (dziś już rudziejące) sprawiły, że figurka była darzona szczególnym kultem przez Romów.

    Robak toczy Magdalenę

    Zespół rzeźb z Chełmży odnawiany był już kilka razy. Po raz ostatni zapewne na przełomie XIX i XX wieku. Dzieła tego podejmowali się zwykle rzemieślnicy lub lokalni artyści. Choć efekty nie zawsze były najwyższej próby, to jednak kolejne warstwy same w sobie stanowią dziś substancję zabytkową, której należy się szacunek.
    Nade wszystko średniowieczne drewno trzeba było zabezpieczyć przed spustoszeniem, jaki czynią kołatki. Lipa, ulubiony materiał rzeźbiarzy, jest też przysmakiem owadów. A te najczęściej trafiają do kościołów na zasadzie konia trojańskiego. Wystarczy kilka świeżych desek użytych do remontu ławki lub do rusztowania, aby zabytkowe rzeźby znalazły się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
    Po zaimpregnowaniu drewna w grupie Ukrzyżowania wypełniono ubytki w warstwie malarskiej. Znikły przetarcia na stopach Jezusa zwyczajowo całowanych przez parafian. Konserwatorzy zdjęli warstwę złoceń na przepasce i koronie cierniowej i na podkładzie z glinki położyli nowe płatki, które nabiorą blasku po wypolerowaniu agatem.
    Jeśli wojny ominą Chełmżę, kolejna konserwacja potrzebna będzie najwcześniej w przyszłym stuleciu. Może wówczas peruki wrócą do łask.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo