Wzięły sobie chłopaki ten kraj

    Wzięły sobie chłopaki ten kraj

    JACEK DEPTUŁA

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Nie dowierzałem własnym uszom, kiedy tuż po ogłoszeniu niedzielnych wyników wyborów prezydent-elekt Lech Kaczyński zameldował bratu: Panie prezesie, melduję wykonanie zadania!
    "Zadanie" polegało na zdobyciu pełni władzy w blisko 40-milionowym państwie. Jednak meldunek prezydenta-elekta zawierał w sobie kardynalny błąd. Lech Kaczyński powinien był raportować o wykonaniu zaledwie pierwszej części zadania. Niezwykle ważnej, ale wcale nie najtrudniejszej. Szkoda też, że Jarosław Kaczyński nie mógł odznaczyć prezydenta-elekta medalem "Za zwycięstwo".

    Środa natomiast była dla mnie jednym wielkim niedowierzaniem. Rano desygnowany na premiera Kazimierz Marcinkiewicz powiedział liderom Platformy bez owijania w bawełnę: "Wara od służb specjalnych!". Takiego slangu politycznego nie słyszałem od lat.

    Później nie dowierzałem własnym oczom i uszom obserwując koalicyjny pojedynek dobrze zapowiadających się gołotów z PiS przeciw pudzianowskim z PO. Nie dowierzałem, gdyż istota konfliktu zasadzała się na personalnych ambicjach marszałkowskich i władzy nad teczkami, a nie na sporach o wizję Polski. Tego nie spodziewałem się zupełnie, gdyż od roku słyszałem, że personalia to sprawa trzeciorzędna.

    Co więcej, zdumiał mnie nieracjonalny upór wobec kandydatury Bronisława Komorowskiego. Wygląda na to, że potrafiłby on jako marszałek Sejmu storpedować ideę IV RP braci Kaczyńskich. A przecież marszałek Sejmu nie jest w stanie tego zrobić bez poparcia... PiS! Zapewne chodzi tu o grzech śmiertelny popełniony przez Komorowskiego. Tuż po wyborach parlamentarnych powiedział: "Szkoda Polski!". A Kaczyńscy są pamiętliwi, co tego kalibru politykom po prostu nie przystoi.

    Rozumiem z kolei upór Donalda Tuska, który odmawia przyjęcia funkcji marszałka Sejmu. Jeśli Jarosław Kaczyński nie przyjął teki premiera, to zapewne sam postawił się taktycznie w rezerwie, by we właściwym momencie rzucić się do walki w charakterze atutowego asa. Podobnie myśli Tusk, tyle że z innych powodów - ktoś przecież musi doprowadzić Platformę do stanu używalności po podwójnym nokaucie wyborczym.

    Sami swoi

    Zatem przyczyna zerwania rozmów koalicyjnych jest inna. Jaka? Chodzi głównie o niepohamowane ambicje Kaczyńskich, przypominających jako żywo nie bajkę "O dwóch takich, co ukradli księżyc", ale - nomen omen - komedię "Sami swoi". Oszołomieni pełnią swojego (ale nie Polaków) sukcesu chcą pokazać, kto dyktuje warunki. Ale w sytuacji takiego układu sił w Sejmie przypomina to stare przysłowie: złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma. Liderzy PiS zapomnieli, że prócz wariantu PO-PiS jest jeszcze tylko koncepcja rządu mniejszościowego (realna, ale na krótką metę) lub koalicja z Samoobroną, LPR i PSL. No i rozpisanie nowych wyborów w ciągu paru miesięcy. Ale to byłby gwóźdź do trumny prawicy. Pomijam już taki "drobiazg", że koalicyjne rozmowy programowe - wbrew temu co mówił w środę Jan Rokita - wcale nie zmierzały do końca. Były zaledwie w powijakach.

    Rejs

    Sądziłem, że najcięższa bitwa rozegra się wokół resortów mundurowych, służb specjalnych i sprawiedliwości. Ich objęcie przez PiS dałoby braciom Kaczyńskim absolutną władzę nie tylko nad osławionymi teczkami, ale i nad niezawisłością prokuratur i sądów. Czego zresztą domagał się wcześniej - włącznie z możliwością odwoływania sędziów (sic!) - Lech Kaczyński. Trudno mi myśleć bez strachu o Zbigniewie Wassermanie jako szefie służb specjalnych, Ludwiku Dornie - ministrze MSWiA i Zbigniewie Ziobrze w roli ministra sprawiedliwości. Jeśli Komorowski jest dla PiS "jastrzębiem", to ci trzej panowie mogą być tylko sępami.

    I jeszcze jedno: resorty, które za wszelką cenę chce utrzymać PiS są szczególne. To właśnie w tym obszarze obywatel bezpośrednio styka się z władzą. A bracia Kaczyńscy i potencjalni szefowie tych resortów wielokrotnie udowodnili, że nie lubią obywateli, którzy myślą inaczej niż oni. - Jeśli pan sobie wyobraża, że zbierze się trzech polityków PiS, żeby decydować, komu w Polsce zrobić postępowanie karne, kogo o 5 rano aresztować albo czyją teczkę wyciągnąć, to zgody PO na to nie będzie - powiedział wprost Jan Rokita do Kazimierza Marcinkiewicza.

    Do tej pory Kaczyńscy twierdzili, że komuniści, agenci i brudny biznes uniemożliwiał czystki. Więc ten spisek należy wytropić i zdemaskować. Jeśli to się gwardii PiS nie uda, oznaczać to będzie, że układ zszedł do podziemia. A wtedy będą konieczne bardziej radykalne metody walki, specjalne trybunały dekomunizacyjne i komisje lojalności.

    Natomiast ministerstwa, które oferuje PiS Platformie miałyby zbudować milion mieszkań na początek, naprawić system służby zdrowia, doprowadzić do spadku bezrobocia i wreszcie wybudować tysiące kilometrów autostrad. Donald Tusk obiecywał niewiele, a musiałby realizować obietnice swojego rywala. Nierealne. To oczywiste, że ten plan się nie powiedzie. I oczywiste, że będzie to wina Platformy.

    Wniebowzięci

    Bliźniacy, zafascynowani ideą piłsudczykowską, pomylili epoki, a przede wszystkim przecenili własne możliwości. W pierwszych latach XX wieku w standardach politycznych bez problemu mieścił się zarówno przewrót majowy, jak i późniejsza demokracja kontrolowana przez Marszałka. Wniebowzięci nie dostrzegają, że nie ten czas, nie ten świat i nie ci ludzie. Obu Kaczyńskich nie starczy nawet na połowę formatu Józefa Piłsudskiego. Tylko oni jeszcze tego nie wiedzą.

    Ale wbrew pozorom gra na całość w wykonaniu PiS ma jakiś sens. Jeśli się dobrze zastanowić, to do pełnego szczęścia brakuje Kaczyńskim tylko jednego: rozłamu w Platformie Obywatelskiej. Gdyby zdobyli choć 40-50 mandatów - droga do politycznej rewolucji w Polsce stanie otworem.

    Zwolennicy PiS kpią z Jana Rokity, który jak mantrę powtarza o równowadze w rządzie. Ale ta równowaga to być albo nie być Platformy. Jeśli jej nie będzie, nastąpi powtórka scenariusza koalicji AWS - Unia Wolności, czyli wielka klapa, która pogrzebie nadzieje Polaków. Nie mówiąc o tym, że po 15 latach odradzania się kapitalizmu, Kaczyńscy oferują mglistą, niebezpieczną, eksperymentalną wizję państwa socjalnego. Nie miałbym nic przeciwko niej, gdyby nad głową Polaków nie wisiał ponadtrzydziestomiliardowy deficyt budżetowy (w złotówkach) i blisko 140 mld dolarów długu zagranicznego. W tym roku Polska musi spłacić 2,6 mld dolarów rat kapitałowych i 6 mld samych odsetek! A PiS dalszych większych prywatyzacji nie przewiduje. Skąd więc wziąć pieniądze? To wiedzą tylko bracia Kaczyńscy.

    Kochaj albo rzuć

    Jedynym hamulcowym tego, skądinąd szlachetnego w zamyśle, eksperymentu może być Platforma. Bo przecież nie roszczeniowa Samoobrona, nie ograniczona i nawiedzona LPR czy obrzydliwie dyspozycyjne PSL. Coraz częściej myślę więc, że program tworzony przez partię Kaczyńskich rzekomo od kilkunastu miesięcy był robieniem wody z mózgu. Mam wrażenie, że naprawdę chodziło wyłącznie o zdobycie władzy, a później - jak to w Polsce - "się zobaczy" co dalej.

    Nie zmienia to faktu, że główny ciężar odpowiedzialności za przyszłość tego parlamentu, za przyszłość Polski, ponosi przede wszystkim Prawo i Sprawiedliwość. Odpowiadać będzie również za armię przybocznych i giermków z terenu, głodnych sukcesu, zaściankowych, roszczeniowych i słabo wykształconych. To w większości pogrobowcy ZCh-N, parę dywizji moherowych beretów oraz lepperystów.

    Szczęśliwego Nowego Jorku

    Niezbadane i kręte będą też ścieżki polskiej polityki zagranicznej. Z pewnością nie będziemy świadkami dialogu i pragmatyki dyplomatycznej, lecz dramatycznych gestów, rozdzierania rejtanowskiego kontusza i złowrogich demonstracji. Wymiana kadr dyplomatycznych, nazywana przez Lecha Kaczyńskiego "oczyszczaniem", może spowodować zerwanie tak niezbędnej w polityce międzynarodowej ciągłości. Poniedziałkowe oświadczenie prezydenta-elekta, że... czeka w Warszawie na Władimira Putina przejdzie zapewne do historii dyplomacji. Stanowcze poparcie kanclerz Angeli Merkel dla budowy Centrum Wypędzonych w Berlinie będzie źródłem dalszego pogorszenia stosunków polsko-niemieckich. Jedynym przewidywalnym punktem dyplomacji Lecha Kaczyńskiego jest zapowiedź pogłębiania współpracy z Watykanem i USA.

    Miś

    Znany publicysta Janusz Majcherek ocenia prezydenta-elekta jako dość osobliwą mieszankę idei i cech Romana Dmowskiego, Józefa Piłsudskiego i Edwarda Gierka.

    Ja dorzuciłbym jeszcze Lecha Wałęsę i IV w miejsce drugiej Japonii.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo