Szczury i ludzie

    Szczury i ludzie

    Maja Erdmann

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    W wielkim podziemnym kraju pełnym kanałów, tuneli i rur żyje naród szczurów polskich.
    Pod naszymi domami aż się kłębi od gryzoni. Średnio na mieszkańca Bydgoszczy, Torunia czy Włocławka przypada siedem szczurów. W centrach miast, blisko wody, jest ich jeszcze więcej. Tu jeden człowiek musiałby stawić czoło kilkunastu lokatorom podziemnego miasta.

    Błyszczą czerwone oczy

    Pan Feliks z panią Anielą zamieszkali w Toruniu niedawno. Córka kupiła im mieszkanie w centrum miasta, żeby mieć rodziców blisko siebie.
    Wieczorem, po przeprowadzce pani Aniela wybiera się do ubikacji, która jest w podwórzu. Wraca. - Drogi Feliksie, kotom w nocy się oczy świecą na zielono, a jakiej gadzinie na czerwono się zapalają? - Sznurom chyba - odpowiada mąż. Aniela mdleje. Po drodze do sławojki widziała kilkanaście par czerwonych oczu śledzących każdy jej ruch.
    Mąż musi szybko instalować w domu ubikację, a Aniela odmawia wyrzucania śmieci do kubła przy ubikacjach. Nawet za dnia.
    W wielu bydgoskich kamienicach szczurów jest zatrzęsienie. Mężczyźni udają, że nie robi to na nich wrażenia i dzielnie wysypują śmieci nie zwracając uwagi na gryzonie. Te - gdy usłyszą najmniejszy szelest lub odgłos kroków - uciekają. Inaczej z kobietami. W jednej z kamienic przy Sienkiewicza lokatorzy mają szczególną rozrywkę. - Pani podejdzie tu, do okna na półpiętrze - kobieta ciągnie mnie w stronę parapetu i daje plastikową butelkę do ręki. - Tak trenujemy rzut do kosza śmieciami, inaczej żadna nie wejdzie na podwórko. A teraz pani rzuci butelkę w ten środkowy kosz i liczy. Rzucam i liczę. Szczury wylewają się dosłownie z każdej dziury w podwórzu, z każdego kubła na śmieci wychodzi ich kilkanaście. Trudno się nawet połapać, ile ich może być. Czterdzieści, może pięćdziesiąt?
    - Na szczurach żyjemy. Utrapienie tylko z dzieciakami mamy, które tak się bawią, że w nie, czym popadnie, rzucają, ze skobelków strzelają i strasznie hałasują. Wie pani? Do piwnicy po węgiel też nie schodzimy. Bo tam tego badziewia całe kolonie są.
    Jedna z kobiet z kamienicy przy Gdańskiej pewnego wieczora odważyła się wyjść na podwórko i wyrzucić śmieci jak należy, a nie z okna do celu. Drzwi na podwórko się zatrzasnęły. Kwadrans wrzeszczała, aż się sąsiadka zorientowała, że to nie pijackie awantury, tylko wołanie o pomoc. - Przez godzinę ją trzeba było uspokajać. Jakiegoś szoku doznała czy co? A ani jednego szczura koło niej nie było.

    Wezwij specjalistę

    Fachowcy od deratyzacji, którzy wiedzą o szczurach wszystko, mówią: - Nigdy się ich nie pozbędziemy z miast. Dla nich to my, ludzie jesteśmy intruzami w ich świecie - mówi Zygmunt Jeszka, szef firmy deratyzacyjnej. - Ale ograniczyć ich liczbę można.
    Szczury tak naprawdę to łagodne stworzenia lubiące, żeby był spokój, jedzenie i blisko woda. Jeśli ich tego pozbawić - wyprowadzają się. Okazuje się jednak, że to my sami zapraszamy szczury na obiad. - Starsze panie uwielbiają dokarmiać kotki czy ptaszki. Sypią więc im okruszki, a kotkom wystawiają miseczki ze smakołykami. A kto to zjada? Szczury! Nieraz oglądaliśmy takie scenki: Na trawniku pod blokiem jedzenie, które jak z jednej miski w wielkim spokoju spożywają koty, psy, mewy i gryzonie. One wszędzie się dostaną i to prawie niezauważone. Po trawnikach pod blokami też maszerują, byleby trawa była zaniedbana. Długa na tyle, by zakrywała im grzbiet. Pod niektórymi zieleńcami mamy prawdziwe labirynty korytarzy. Ludzie mówią, że to krety. Ale jak zobaczymy dziurę, a wokoło ani grama ziemi, możemy być pewni - tam są szczury.

    Czyścioszek ze śmietnika

    Potrafią przeciskać się przez 10-centymetrowe kanały, w których ułożono linie telefoniczne. - Bydgoszcz to prawdziwa plątanina kanałów, o których my nic nie wiemy. Gdy jest awaria, nie wyjmuje się startych rur tylko robi obejście, a rury zaślepia - tak powstają szczurze drogi - mówi deratyzator. - Ale ja bym tak nie przekreślał szczura. To zwierzęta, które pełnią również pożyteczne funkcje. Są oddziałami sanitarnymi. Oczyszczają miasto z odpadków organicznych. To bardzo ważne zadanie.
    Czasami jednak potrafią narobić szkód. Pan Marek jest właścicielem dobrze prosperującej firmy samochodowej. Gdy pewnego dnia ktoś jednemu z pracowników ukradł kanapkę, nie podejrzewał, że za brak reakcji na to zdarzenie słono zapłaci. Okazało się bowiem, że kanapkę zjadł szczur, który potem dorwał się do kabli telefonicznych i komputerowych. Poszły w powietrze wszystkie dane na twardych dyskach. Straty - 300 tysięcy złotych.
    - Ludzie czasami nie chcą nam wierzyć, że mają u siebie dzikich lokatorów - opowiada Zygmunt Jeszka. - Kiedyś tępiliśmy szkodniki w jednym z bardzo ładnie utrzymanych gospodarstw rolnych. Zauważyliśmy ślady szczurów. Powiedzieliśmy o tym dyrektorowi, ale ten nie chciał nas słuchać. Po paru dniach sam nas wezwał - szczury dobrały mu się do nowiutkiego samochodu. Pogryzły skórzaną tapicerkę i kable.
    Szczur szuka nowych dróg i miejsc, w których znajdzie jedzenie. Czasami są bardzo dziwne. Nieraz zdarzało się, że człowiek szedł sobie spokojnie do ubikacji, otwierał klapę sedesu, a ze środka szczur wyskakiwał. Trauma do końca życia. - To wina ludzi. Montują takie harmonijkowe, elastyczne rury odpływowe z sedesu. Szczur myśli, że to jakiś tunel z wyjściem, bo na końcu rury widzi światło. Pnie się w górę, przepływa w wodzie, a potem bez problemów przegryza plastik. I już.
    Pani Joannie szczur nigdy nie wdarł się do sedesu, za to ma w domu dwa całkiem spore, łaciate szczurki w małym, drogim, drewnianym domu. - To Milusia i Miluś - mówi - Co prawda obie to samiczki, ale tak je moje dziecko nazwało. Naprawdę nie ma się czego brzydzić, bo to bardzo czyste zwierzątka i bardzo łagodne.
    Potwierdzają to fachowcy z firmy pana Jeszka. - Nie znam żadnego przypadku, żeby zaatakowały człowieka. Opowieści o napadniętych niemowlętach w wózku to historie wyssane z palca. Szczur nigdy nie rzuci się na człowieka bo wie, że nie ma szans. Jedynie samica w ciąży może zrobić taki manewr. Zapędzona do kąta skoczy do człowieka i odbije się od niego wykorzystując ułamki sekund, gdy ten się nie porusza, zaskoczony.
    O czystość zaś szczury dbają lepiej niż ludzie. Myją się średnio... 35 razy na dobę. I to właśnie czasami wykorzystuje się w walce z nimi. Zastawia się pułapki z lepkiej trucizny, która przykleja się do łapek. Potem szczur je sobie wylizuje i umiera.

    Pan Józek idzie na polowanie

    - Metod na likwidację szczurów jest wiele - mówią w firmie. - Ale zaznaczam, nie ma co walczyć z nimi na własną rękę. Trzeba zatrudnić fachowca i to z odpowiednim certyfikatem. Pan Stasiu czy pan Józiu nam tego nie załatwią. Wysypią tylko kolorowe granulki: zielone lub różowe, nakleją kartkę z napisem "Uwaga trucizna" i tyle z tego będzie. Szczury też. Będą z nami na zawsze, tak jak zawsze były.
    W wielu miastach władze wypowiedziały wojnę szczurom i organizują deratyzację w określonym czasie. Bo tylko gdy we wszystkich domach będzie ona przeprowadzana, jest szansa, by zmniejszyć liczbę gryzoni. W Bydgoszczy natomiast nie ma żadnego planu walki z plagą szczurów. Tylko ogólne zalecenie gdzie wystawiać trutki. To zdaniem wielu fachowców od deratyzacji nonsens. Zostawienie problemu samemu sobie i skazywanie mieszkańców na bezcelowe zabiegi w celu pozbycia się szczurów z piwnic, podwórek i domów.
    - Kupiliśmy dwa koty i wypuściliśmy na podwórko - mówi administrator domu przy ul. Dworcowej w Bydgoszczy. - Słyszeliśmy, że sam koci zapach je odstrasza.
    Ekipa deratyzacyjna ubawiła się, gdy o tym usłyszała. - Zaraz lokatorzy zaczną dokarmiać wynędzniałe kotki i jedzenia wystarczy i dla nich, i dla szczurów. To nie działa.
    Szczur nie szuka towarzystwa człowieka tylko pokarmu. Ostatnio zaobserwowano w Toruniu dziwne zjawisko - szczury uciekają ze starej dzielnicy Bydgoskie Przedmieście, a pojawiają się na nie zaszczurzonych ostatnimi laty Wrzosach. - To łatwo wytłumaczyć. Trwają prace drogowe. Miasto jest rozkopane, więc przeniosły się do spokojniejszej dzielnicy z dala od hałaśliwych sąsiadów i tyle.
    Bo szczur, jak człowiek: dostaje zawału serca, gdy żyje w zbyt dużym stresie.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo