Mit pułkownika K.

    Mit pułkownika K.

    Rozmawiał Adam Willma

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    W poniedziałek, 9 listopada 1981 roku w Sztabie Generalnym rozpętało się piekło.
    Kukliński z marszałkiem Ustinowem. Po prawej marszałek Achromiejew, który popełnił samobójstwo w trakcie puczu Janajewa.

    Kukliński z marszałkiem Ustinowem. Po prawej marszałek Achromiejew, który popełnił samobójstwo w trakcie puczu Janajewa. ©archiwum gen. Franciszka Puchały

    Gen. Franciszek Puchała

    Gen. Franciszek Puchała

    Rozmowa z gen. FRANCISZKIEM PUCHAŁĄ, prezesem Związku Żołnierzy Wojska Polskiego, autorem książki "Szpieg w polskim Sztabie Generalnym"

    - Kiedy dotarła do Pana i kolegów dotarła informacja o zniknięciu Kuklińskiego?
    - Służyłem wtedy na równorzędnym stanowisku, co Kukliński i dowiedziałem się o tym 9 listopada1981 roku.

    - Rozpętało się piekło?
    - Sobota i niedziela były spokojne, nikt z nas nie wiedział o tym, co działo się z płk. Kuklińskim. W poniedziałek 9 listopada, miesiąc przed wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego zapanowała niezwykła atmosfera, emocje, poruszenie i niepokój.
    Przedstawiciel marszałka Kulikowa wręcza nagrodę pułkownikowi Kuklińskiemu.

    Przedstawiciel marszałka Kulikowa wręcza nagrodę pułkownikowi Kuklińskiemu.

    - Bo Kukliński nie stawił się w pracy?
    - Tak. Trzeba mieć na uwadze, że Kukliński był ważnym planistą tej operacji, szefem jednego z najważniejszych oddziałów Zarządu I-Operacyjnego w Sztabie Generalnym i w Siłach Zbrojnych PRL. Szef ZO, generał Wacław Szklarski przekonywał, że Kukliński miał jechać w odwiedziny do chorej teściowej w Wałbrzychu. "Może nie zdążył wrócić, poczekajmy" - mówił. W poniedziałkowe popołudnie do Sztabu Generalnego WP zadzwoniła szwagierka pułkownika. Chciała ustalić, dlaczego nie było go na jakiejś uroczystości rodzinnej w Wałbrzychu. Dzwoniła wcześniej do domu Kuklińskich, ale nikt nie odpowiadał. Nie wiedziała o żadnej słabości starszej pani Christ.

    - Co postanowiono?
    - W Zarządzie Operacyjnym narastał niepokój. Rozpoczęto akcję poszukiwania - najpierw na własną rękę, siłami kolegów z oddziału Kuklińskiego. Jeden z nich pojechał na ul. Rajców 11 w Warszawie, gdzie w pięknym piętrowym bliźniaku mieszkał Kukliński. Nie spotkał nikogo. Mieszkanie zamknięte. Nikt z sąsiadów nie widział jego właścicieli ani żadnego z dwóch ich synów. Czas szybko mijał. Akcja kolegów okazała się bezskuteczna. Szef ZO, powiadomił Wojskową Służbę Wewnętrzną. Włączyli się odpowiedni specjaliści i w sposób im tylko wiadomy weszli do mieszkania. Wnętrze wyglądało jakby domownicy wyszli na chwilę: na stole talerz z jabłkami, w przy telefonie przedpokoju popielniczka z niedopałkami, w salonie "Życie Warszawy" i "Trybuna Ludu" z 7 listopada, w sypialni szklanka z niedopitą kawą, na komodzie wyprasowane koszule męskie. Niemal normalnie…

    - Nic, co nasuwałoby podejrzenia?
    - Specjaliści znaleźli jednak kilka szpiegowskich skrytek - w łazience na piętrze, w toalecie na półpiętrze i nad umywalką w garażu. Po wykonaniu różnych czynności specjalnych ustalono, że Kukliński się znalazł, ale... za granicą! Popełnił przestępstwo dezercji.

    - Jak przyjęto tę informację?
    - Oficerowie SG WP zareagowali całkowitym zdziwieniem. Jego tajemnicze zniknięcie wraz z rodziną komentowano najpierw jako tragedię, zamach na życie Kuklińskiego i jego najbliższych. Najbliższy kolega pułkownika z Oddziału Szkolenia Operacyjnego, sekretarz klubu jachtowego "Atol" przy Sztabie Generalnym, płk Stanisław Radaj gotów był ryzykować nawet odcięciem prawej ręki w obronie tragicznej wersji tego, co mogło się wydarzyć jego bliskiemu koledze. Niewielu posądzało go o dezercję. Gdy ona okazała się faktem, oficerowie wyrażali zdumienie, że zrobił to oficer tak hołubiony, faworyzowany, przeceniany przez przełożonych.

    - Mieli już pewne doświadczenie, nie była to pierwsza ucieczka.
    - Nieco wcześniej, we wrześniu 1981 roku, zdezerterował bezpośredni sąsiad płk. Kuklińskiego, pełnomocnik Szefa SG WP do spraw specjalnych, a wcześniej zastępca szefa Zarządu II Wywiadowczego płk Włodzimierz Ostaszewicz. Mówiono, że ten uważał się za oficera o ponadprzeciętnych zdolnościach, zasługującego na stopień generalski, ale niedocenionego przez przełożonych. Te dwie dezercje zaczęto łączyć ze sobą.

    - Wcześniej miał Pan okazję zetknąć się z Kuklińskim osobiście?
    - Nie spotkałem go wcześniej w żadnej z jednostek, w których służyłem. Od ukończenia ASG w 1964 roku Kukliński był na podrzędnych stanowiskach w SG WP. Poznaliśmy się w marcu 1980 roku, kiedy zostałem przeniesiony z dowództwa Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy do Zarządu Operacyjnego SG WP w Warszawie. Wtedy Kukliński był już szefem Oddziału Planowania Strategiczno-Operacyjnego w Zarządzie Operacyjnym. Tam skupiona była kompleksowa wiedza o Wojsku Polskim i systemie obronnym ówczesnego państwa polskiego. Tam też przygotowywano dokumenty związane z uczestnictwem Polski w Układzie Warszawskim.

    - Czytał Pan dotychczasowe publikacje dotyczące płk. Kuklińskiego. Z poirytowaniem?
    - Ze sprawą zapoznałem się po raz pierwszy w wywiadzie udzielonym przez pułkownika paryskiej "Kulturze" w 1987 roku. Zastanawiałem się, dlaczego zaczął mówić tak późno, dopiero po 6 latach od dezercji z kraju. Dlaczego mówił tylko o stanie wojennym, a nic o rzekomych planach strategicznych ZSRR i Układu Warszawskiego, którego znajomość mu się przypisuje? Czytałem później wiele relacji prasowych na ten temat. Obejrzałem kilka filmów, w tym "Jacka Stronga". Przestudiowałem książkę Benjamina Weisera "Ryszard Kukliński- życie ściśle tajne" Irytują mnie przesadne oceny jego zasług, niedomówienia, kłamstwa, a nawet oszczerstwa zawarte w jego wypowiedziach wobec ludzi, którzy kiedyś z nim służyli. Irytuje brak szacunku dla inteligencji czytelników i widzów.

    - ???
    - Niemal każda kolejna jego wypowiedź lub relacja o nim różniła się od poprzedniej. Nie wiadomo, która z nic jest prawdziwa. Fabułę propaguje się, jako najprawdziwszą prawdę. Manipuluje się faktami z jego życiorysu, jedne się eksponuje, inne pomija, a jeszcze inne tendencyjnie interpretuje. Nie wspomina się o jego przeszłości sprzed legendarnego 1972 roku. Trudno coś znaleźć na temat jego pobytu w Oficerskiej Szkole Piechoty we Wrocławiu, o początkach jego współpracy z Informacja Wojskową, a później WSW. Nic konkretnego nie mówi się o jego służbie w Sajgonie. Wciąż tajne jest uzasadnienie decyzji Prokuratury Wojskowej z 1997 roku o umorzeniu śledztwa w sprawie pułkownika. Dziwi wciąż to, że przesłuchiwali go młodzi prokuratorzy wojskowi (major i kapitan) nieobeznani w strategii wojskowej i w biurze prof. Brzezińskiego w Waszyngtonie. Nie ujawnia się nazwisk i ekspertyz specjalistów wojskowych, które ostatecznie miały zadecydować o umorzeniu śledztwa. Mity i legendy przenosi się nawet do środowisk szkolnych.

    - Sporo już o Kuklińskim wiemy, ale cały czas nasza wiedza jest ograniczona klauzulami tajności. Jakie informacje mogłyby rzucić właściwe światło na działalność pułkownika?
    - Sporo już wiemy dzięki temu, że w Polsce z wielu dokumentów klauzule tajności zostały już usunięte. Odtajniono nawet wiele dokumentów dotyczących polskich służb specjalnych. Ujawniono na przykład kartę operacyjną płk Kuklińskiego prowadzoną przez kontrwywiad Wojskowej Służby Wewnętrznej.

    - Co z niej wynika?
    - Że był współpracownikiem polskiego kontrwywiadu i wywiadu wojskowego, że w 1964 roku, będąc studentem ASG WP, kapitan Kukliński maskował zadania wykonywane przez oficera polskiego kontrwywiadu wojskowego pływając z Kołobrzegu do Szwecji swoim prywatnym jachtem. Tam nawiązał kontakt z obywatelem szwedzkim polskiego pochodzenia, o którym niestety wiemy za mało. Z innych dokumentów wiadomo, że tuż po zakończeniu nauki w Oficerskiej Szkole Piechoty (z której na trzecim roku został wydalony i po dwóch tygodniach przywrócony zamiast do jednostki liniowej na dowódcę plutonu), trafił na 2 miesiące do Dyspozycji Departamentu Personalnego MON. To wystarczyło, aby odbył kurs w Oficerskiej Szkole Informacji Wojskowej mieszczącej się nieopodal Warszawy. W proces wydalenia, a potem przywrócenia, byli zaangażowani oficerowie Informacji Wojskowej, a nawet szef Sztabu Generalnego i Główny Inspektor Szkolenia (Władysław Korczyc i Stanisław Popławski - obaj generałowie Armii Radzieckiej w Wojsku Polskim), a także przewodniczący komisji egzaminacyjnej MON płk Pawluczenkow. Korespondencja oficera Informacji Wojskowej z centralnym władzami wojskowymi w sprawie przywrócenia podchorążego Kuklińskiego do szkoły była prowadzona w języku rosyjskim. W 1967 roku, przed wyjazdem do Wietnamu, gdzie był informatorem kontrwywiadu i wywiadu wojskowego, major Kukliński już w czerwcu (zamiast w październiku) został podpułkownikiem i przeszedł szkolenie w specjalnej jednostce wojskowej (JW 2000).

    - Łączyły go jakieś związki z radzieckim wywiadem wojskowym?
    Najprawdopodobniej. Nie wiadomo natomiast, kiedy CIA odtajni szpiegowskie depesze Kuklińskiego na temat strategicznych planów wojennych Sowietów i Układu Warszawskiego, które miał tam przesyłać. Dla USA i NATO miały one być najbardziej wartościowe. Czy w ogóle ujawnione będą pięcioletnie plany rozwoju Wojska Polskiego, które - w rozmowie z Kukliński Benjaminem Weiserem - nazywał pięcioletnimi planami strategicznymi Układu Warszawskiego? Warto nadmienić, że raporty CIA z działalności szpiegowskiej pułkownika GRU Olega Pieńkowskiego opublikowano dopiero po upływie 30 lat, w 1992 roku. Podobnie rzecz się miała z dokumentami stanu wojennego w Polsce. Wywiad amerykański, po zakończeniu zimnej wojny, zdecydował się wybiórczo odtajnić dokumenty oraz dopuścić do swoich zbiorów wybranych autorów nakładając na nich obowiązek konsultacji i oddawania przygotowywanych publikacji do oceny CIA.

    - Czego spodziewa się Pan po tych dokumentach?
    - Możemy się dowiedzieć i przekonać, że tylko niewielka część informacji przekazywanych do CIA przez Kuklińskiego dotyczyła Układu Warszawskiego, niemal śladowa - Armii Radzieckiej, natomiast zdecydowana ich większość dotyczyła bezpośrednio założeń obronnych Polski w warunkach zimnej wojny oraz Wojska Polskiego i polskiego przemysłu zbrojeniowego. Jeżeli Amerykanie będą chcieli podtrzymywać mit Kuklińskiego, jako pogromcy imperium radzieckiego, to informacji na temat naszego kraju i Wojska Polskiego nie odtajnią jeszcze długo. Szanujące się wywiady zamykają swoje archiwa na długi czasu. W przypadku wywiadu brytyjskiego okres ten sięga aż dwustu lat.

    - Szczególnie ciekawy jest epizod związany z pobytem Kuklińskiego w Wietnamie... Chyba nie da się go już definitywnie zrekonstruować?
    Wyjazd podpułkownika Kuklińskiego do Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli w Wietnamie był uzgodniony między Zarządem I - Operacyjnym i Zarządem II - wywiadowczym Sztabu Generalnego. Benjaminowi Weiserowi Kukliński opowiedział że w Sajgonie, podczas północnowietnamskiej ofensywy "Tet" w styczniu 1968 roku, z dachu budynku znajdującego się w bezpośredniej bliskości hotelu dla Amerykanów, obserwował toczące się walki. Wtedy to pojawił się jeden z nich. Przywitał się po polsku i okazało się, że był polskiego pochodzenia. Kukliński opowiadał, że podejrzewał, że to agent CIA. Nawiązał jednak "niezobowiązującą" rozmowę prosząc, żeby mężczyzna kupił mu coś w amerykańskim sklepie. Jesienią 1972 roku, trakcie w jednej z rozmów z żoną, Kuliński wyznał, że podczas letniego rejsu jachtowego na terenie Niemiec niespodziewanie natknął się na żołnierzy amerykańskich, z którymi zaprzyjaźnił się w Sajgonie, podczas swojej służby w Wietnamie. Na dodatek w 1987 roku, pewnie niechcąco, zdradził "Kulturze" pewien sekret. Otóż od sierpnia 1968 roku, a więc po powrocie z Wietnamu prowadził dziennik, a właściwie notatki pisane nocami z myślą, że może kiedyś wyłonią się możliwości wydobycia ich na światło dzienne. Gromadził w domu duży zbiór najbardziej tajnych dokumentów, które traktował, jako rozwinięcie i poszerzenie swojego dziennika.

    - Wiadomo, co się stało z tymi notatkami?
    - Udzielając wywiadu Weiserowi nic już nie mówił o takich zabiegach. Czyżby wstydził się wtedy szpiegostwa na większą skalę mówiąc tylko i wyłącznie o przygotowaniu stanu wojennego? Podczas jednego z wywiadowczych rejsów żeglarskich, Kukliński zwierzył się dowódcy grupy rozpoznawczej płk. Mieczysławowi Dachowskiemu, że tuż przed powrotem z Wietnamu do kraju został doszczętnie okradziony i na miejscu musiał się zapożyczyć u jakichś dwóch pań. Pożyczkę pokwitował i zobowiązał się do jej zwrotu. Jak później wykorzystano jego podpis i jak zwracał zaciągnięty tam dług? Wiadomo, że podczas rejsów jachtowych dysponował znacznymi kwotami waluty obcej i nie ograniczał się w jej wydawaniu. Gdy w 1972 roku Kukliński miał złożyć ofertę współpracy z amerykańskim wywiadem wojskowym okazało się, że to CIA dysponowała aktami zawierającymi dane z jego życiorysu oraz roli, jaką w latach 1967-1968 pełnił w Międzynarodowej Komisji Kontroli i Nadzoru w Wietnamie.

    - Ale nie można odmówić Kuklińskiemu prawa do zmiany poglądów.
    - Trudno mi powiedzieć, do jakiego stopnia o wyborach Kuklińskiego decydowała postawa ideowa. Trudno na przykład ustalić, czy brał pieniądze. W świecie tajnych służb obowiązuje zasada: nie przyznawaj się do niczego. Nawet jak cię złapią za rękę, mów, że to nie twoja ręka. Z doświadczeń wiadomo, że wynagrodzenie dla szpiegów gromadzi się na specjalnych kontach w państwach, dla których pracują. Na przykład słynny płk GRU Piotr Popow miał ustalone uposażenie, z którego Amerykanie wypłacali mu tylko część, w tym także w rublach czarnorynkowych. Należności regulowano mu nawet w złocie ukrytym w kostkach mydła. Reszta wynagrodzenia szpiega stanowiła tzw. fundusz powierniczy. Był on umieszczony na rachunku bankowym na fikcyjne nazwisko. Za siedem lat współpracy Amerykanie byli mu winni fortunę, bo nigdy nie otrzymał więcej niż 50 % ustalonych należności.

    - Jest jeszcze jeden szczególnie "śliski" wątek, dotyczący spraw materialnych w życiu Kuklińskiego. O nich również Pan pisze...
    - W 1959 roku, służąc w stopniu kapitana w Kołobrzegu Ryszard Kukliński zakupił i przerobił poniemiecki kuter na jacht. Za pośrednictwem CHZ "Centromor" jacht ten sprzedał do Szwecji. W listopadzie 1980 roku za 36 tys. złotych zakupił od Marynarki Wojennej jacht "Opal-II". W 1981 roku sąd wojskowy w Gdańsku zasądził od niego sumę 625 650 złotych. Zakup jachtu potwierdził przyjaciel Kuklińskiego, sekretarz klubu jachtowego "Atol" płk Stanisław Radaj. Na temat krótkiego epizodu służby Ryszarda Kuklińskiego w Kołobrzegu ciekawą informację przekazał kiedyś gen. Waldemar Skrzypczak. Jego ojciec służył z kapitanem Kuklińskim w jednym garnizonie. Generał wspominał: “Ojciec i jego koledzy zachowali złe wspomnienia na jego temat. Uważali, ze żył ponad stan. Wypominali, że kiedy wszystko było na przydziały, jemu starczało na przykład na kupienie kutra, przerobienie go na jacht i pływanie. Kiedy inni mieli pustą kieszeń, on na swoje imieniny zapraszał wszystkich oficerów garnizonu. O czym to świadczyło?

    - Czy to nie zbyt daleko idące hipotezy?
    - Ich zdaniem Kukliński już w latach 50. pracował dla sowieckiego wywiadu. W 1972 roku rozpoczął czynną współpracę z CIA, a już w 1974 r. budował segment przy ekskluzywnej ulicy Rajców w Warszawie. Opla zamienił w międzyczasie na Forda Taurusa. Jego żona pracowała w zakładach "Ursus", ale w drugiej połowie lat 70. porzuciła pracę. W międzyczasie opel był remontowany dzięki zakupom części w Niemczech przy pomocy agentów CIA podczas podróży jachtowych. Gdy samochód całkiem się zestarzał Kukliński od gen. Kiszczaka pożyczył 60 tysięcy forintów, które miały pochodzić z kasy wywiadu wojskowego. Nadarzyła się okazja wylotu na Węgry, gdzie silniki były tańsze. Kukliński żył dostatnio, ale nie wystawnie. Podczas szkolenia przez agentów CIA na pewno został poinstruowany, aby nie demonstrował dostatku. Część pieniędzy na budowę segmentu miał otrzymać od wojska, bo zrzekł się kwatery służbowej, reszta miała pochodzić z zaciągniętego kredytu hipotecznego. Meble do domu projektował mu główny projektant Bydgoskiej Fabryki Mebli. Stolarz, który robił je na zamówienie Kuklińskiego opowiadał, że zleceniodawca nie liczył się z wysokością opłat za meble i inne elementy wyposażenia domu.
    Znawcy tajnych służb twierdzą, że Kukliński mógł wiedzieć, iż w Waszyngtonie ma swoje konto, na które wpływają dolary. I że jak wyjedzie, to w USA czekać będzie na niego obywatelstwo i pełne konto w banku. I będzie urządzony do końca życia.

    - Część skonfiskowanego majątku Kuklińskiemu udało się odzyskać.
    - Po umorzeniu śledztwa i tryumfalnym przyjeździe do Polski, obiecano mu, że dostanie rekompensatę za część segmentu przy ul. Rajców w Warszawie, którą mu skonfiskowano. Wyceniano ją na około 500 tys. dolarów amerykańskich. Zwrócono mu jacht Opal II. Był wykonany z mahoniu, a jego wartość oceniano na 220 tys. złotych. Nie wiadomo jak zrekompensowano mu Forda Taurusa oraz 10,5 hektara sadu koło Wiązownej. Nikt z oficerów służących wówczas w WP nie jest w stanie uwierzyć, że wysoki standard życiowy w Polsce płk Kukliński zapewnił sobie i najbliższym dzięki uposażeniu pobieranemu w wojsku. W zależności od zajmowanego stanowiska służbowego oficer w stopniu pułkownika pobierał uposażenie w wysokości 5-6 tys. ówczesnych złotych, tj. ok. 170-200 dolarów po oficjalnym kursie. Według dr Tymoteusza Pawłowskiego, który napisał biogram Kuklińskiego, za przekazywane informacje dostawał on wynagrodzenie, które pozwalało mu żyć w Warszawie na wysokim poziomie. Nawet, jeśli żył na wysokiej stopie, co zresztą wykorzystywał do swoich kontaktów operacyjnych, nie można go o to winić. W przypadku zagrożenia, gdy musiałby uciekać z Polski on i jego najbliżsi mieli zapewnioną pomoc Amerykanów. Chowanie głowy w piasek i udawanie, że problem nie istnieje - prowadzi donikąd. Zwolennicy płk. Kuklińskiego twierdzą, że był dobrze sytuowany, bo służył na etacie generalskim i otrzymywał wysokie nagrody. Policzono, że w latach 1977-1981 mógł otrzymać łącznie nagrody na kwotę około 4400 $, to jest około 900 $ rocznie. Handel taką walutą przez oficera na czarnym rynku nie wchodził w grę. Trzeba także wziąć pod uwagę inflację, która w tych latach kształtowała się na poziomie około 8 % rocznie (najwyższa to 21,2 % w 1981 roku).

    - Generał Koziej mówi o naiwności pułkownika w jego przekonaniu, że "użył CIA". Może nie docenia Pan elementu wewnętrznej przemiany?
    - Warto przypomnieć kilka zdań, jakie na ten temat wypowiedział znany kurier i emisariusz władz Polskiego Państwa Podziemnego prof. Jan Karski. Przed ratyfikowaniem przez Senat USA decyzji o przyjęciu Polski do NATO stwierdził on, że kultura masowa zafałszowała tak wiele pojęć, że zaczynamy się gubić. Książki i filmy sensacyjne każą nam wierzyć, że życie szpiega pełne jest romantyzmu, bohaterstwa, przygody. Tymczasem życie codzienne szpiega nie ma nic wspólnego z kolorowymi przygodami Jamesa Bonda. Życie szpiega to ciągłe kłamstwa, oszustwa, podglądanie, podsłuchiwanie, szantaż, kradzież. Niepodległość odzyskaliśmy nie dlatego, że Kukliński przekazywał tajne plany Paktu Warszawskiego Stanom Zjednoczonym. Niepodległość odzyskiwaliśmy między innymi dlatego, że był ten, a nie inny Papież. I dlatego, że była Solidarność. Ja nie przypuszczam, aby właśnie sprawa rehabilitacji płk. Kuklińskiego -miała zasadnicze znaczenie dla przyjęcia Polski do Paktu Północnoatlantyckiego.
    Na koniec trzeba przyznać, że agenci CIA, a zwłaszcza David Forden stosując różne formy łącznikowania Kuklińskiego prowadzili go po mistrzowsku aż do jego udanej ewakuacji z Polski wraz z rodziną. Nie można deprecjonować wartości wywiadu amerykańskiego jak to czynią różni publicyści przypisując mu fundament w postaci płk Kuklińskiego. Zapomina się o zasługach dyrektora CIA Casey'a, i dyrektora Departamentu Obrony USA Caspara Weinbergera w kreowaniu i prowadzeniu skutecznej wojny ekonomicznej ze Związkiem Radzieckim.

    - Trudno jednak nie uznać, że również dzięki Kuklińskiemu żyjemy dziś w wolnym kraju.
    - Relacje dotyczące działalności pułkownika budzą wiele wątpliwości. Jedno jest pewne: w wyniku jego działalności szpiegowskiej w latach 70. XX wieku dla Amerykanów, a prawdopodobnie i Niemiec Zachodnich najważniejsza część polskiego systemu obronnego stała się całkowicie przezroczysta. Wiedzieli wszystko - od super tajnych planów operacyjnych WP, przez stan obrony powietrznej w czasie pokoju i wojny, system rozpoznania, systemy dowodzenia i łączności, stan rezerw osobowych i materiałowych, możliwości polskiego przemysłu zbrojeniowego, aż po charakterystyki osób zajmujących kierownicze stanowiska w MON, dowódców okręgów wojskowych i rodzajów sił zbrojnych, a nawet dowódców dywizji. Znali też nastroje i stan moralno-polityczny Wojska Polskiego. W najdrobniejszych szczegółach znali cały proces przygotowania stanu wojennego i jego uwarunkowania.
    Najbardziej oburza argumentacja zwolenników Kuklińskiego na czele z niektórymi uczonymi, że to dzięki niemu Polska znalazła się w NATO. Czyli, że nie liczyło się położenie geostrategiczne Polski w nowej sytuacji geopolitycznej, przemiany ustrojowe zapoczątkowane dzięki sierpniowemu zrywowi "Solidarności", mądrość papieża Polaka i hierarchów polskiego Kościoła, mądra polityka zagraniczna kolejnych rządów poczerwcowych i wreszcie potencjał bojowy Wojska Polskiego, drugi, co do wielkości w Układzie Warszawskim po radzieckich siłach zbrojnych. Jeszcze na etapie Partnerstwa dla Pokoju poważni dowódcy z armii państw członkowskich NATO wysoko oceniali stan wyszkolenia i gotowości bojowej Wojska Polskiego. Irytuje też to, że niektórzy wpływowi Amerykanie na bohatera narodowego kreują nam postać niezwykle kontrowersyjną.

    Więcej wartościowych tekstów na www.pomorska.pl/premium


    Czytaj e-wydanie »

    Komentarze (117)

    Wszystkie komentarze (117) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo